Z przymrużeniem diabelskiego oka

oczy diabła

Oczy Diabła to dotychczas nieukazany na polskim rynku czwarty tom historii związanej ze stalkerem Ślepym. Oferuje nowych bohaterów, nową oś fabularną i starego, dobrego Wiktora Noczkina.


Autor, będący nie bagatela jednym z protoplastów książek dziejących się w uniwersum Stalkera, zdaje się zachowywać najlepsze kąski i chwyty właśnie dla tej serii. Nim jednak przejdę do samej książki, chciałbym wtrącić drobną refleksję.

Pół dekady buszowania po Zonie

Minęło już pięć lat odkąd Michał Gołkowski wprowadził swoim tłumaczeniem Ślepą Plamę w rewiry polskiego postapo. Wiem, wiem, to nie do końca postapo. Ale jak to nazwać? Literaturą stalkerską? W tym czasie Fabryczna Zona poszerzyła się o kilkadziesiąt pozycji, gdzie większość to jednak książki godne uwagi… no, może poza jedną, o pewnym, ekhm, sławetnym, polskim kompleksie. Ilość wypuszczonych tytułów i sprzedanych egzemplarzy pokazuje triumf tego typu literatury w ostatnich latach, choć trudno powiedzieć, kiedy się ten płomyk nie zacznie wypalać. I co zaczęło się właśnie, jako drobna seria, z książkami Noczkina i Gołkowskiego na czele, teraz okazało się pretekstem dla wielu autorów do rozwinięcia skrzydeł. Myślę tu na przykład o świetnej serii od Sławomira Nieściura czy udanym debiucie Joanny Kanickiej. Recenzowanie Oczu Diabła jest więc doświadczeniem mocno nostalgicznym.

Oczy diabła? Pff, tyś ślepiów pijawki nie widział!

Noczkin jak to Noczkin, niby życiowo, niby poważnie, a jednak humorystycznie. Świat Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia to miejsce, gdzie każda sekunda życia bywa na wagę złota. Nie wpływa to jednak na bohaterów, którzy być może mają, A. jaja ze stali, B. tak bardzo wszystko jedno, że lubują się w rozładowywaniu napiętej atmosfery nawet i w krytycznych momentach. Na szczęście są to chwile rzadkie i podane ze smakiem. Innym razem bombarduje nas w tej powieści humor wynikający z kontekstu. Przykładowo, sam początek książki. No bo odkąd to z literaturą prawie-że-postapokaliptyczną idzie w parze napad na bank z użyciem kolorowego, zabawkowego helikopterka chrypiącego z głośniczka “TO JEST NAPAD”?

Dalej jest już klasycznie. Anomalie rozwalają wesoło hasające mutanty, i nie ma co tu liczyć na jakieś nowe, nieznane elementy czarnobylskiej fauny i flory. Pojawiają się nazwiska i ksywki znane czytelnikom serii (czołem, Van de Meer), jak i zbieżności z grą (Tolik, to ty?). Przypadek czy celowy zabieg? Zostawię to do oszacowania wam.

Werdykt

Oczy Diabła nie są powieścią w żadnym stopniu odkrywczą. Jednak losy nie jednego, a kilkorga przedstawionych bohaterów (i bohaterki! Tak. KOBIETA W ZONIE) okraszone tak barwnym i ciętym językiem nie pozwalają oderwać się od lektury. Lektury będącej, bądź co bądź, na jeden wieczór, bo książka kończy się na raptem trzystu stronach. Jeśli oczekujecie powiewu świeżości w ciężkim powietrzu Zony, możecie się zawieść. Jeżeli jednak cenicie tę serię i jej specyficzny urok, to odczujecie tę książkę jak upragniony powrót do domu po długim rajdzie.


Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki Oczu Diabła. 

Weekend w Zonie, cz. 1 | Joanna Kanicka – Bagno Szaleńców [recenzja]

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o