Do trzech razy sztuka – rozmowa ze Sławomirem Nieściurem

Sławomir Nieściur

O naszej własnej Zonie – jak i o prywatnym stalkerze czającym się zawsze  z tyłu głowy – porozmawialiśmy ze Sławomirem Nieściurem, autorem “Wedle zasług” oraz “Ostatniego zeżrą psy”. Dialog pasjonata z pasjonatem. 

 

Co najbardziej urzeka Cię w Zonie? Mam tu na myśli każdą z jej odsłon: książkową, kinową, gamingową i tą, która ściąga rzesze w okolice Czarnobyla po dziś dzień

Klimat, ale nie ten w rozumieniu sumy opadów, wilgotności i temperatury powietrza, zachmurzenia i ogólnie pogody. W Zonie, zwłaszcza cyfrowej i literackiej zafascynował mnie taki specyficzny konglomerat grozy, przygody i tajemnicy. Filmowa Zona meandrowała już w nieco innym kierunku, jakby w głąb natury ludzkiej, Zona zaś realna jaka jest, każdy widzi. Paradoksalnie, ona fascynuje mnie najmniej. Czemu? Bo mimo, iż prawdziwa, nie jest niczym innym jak cmentarzyskiem, mało w niej tajemnicy, a dużo smutku. Na mnie takie miejsca działają cokolwiek depresyjnie.

Jesteś zadowolony z odbioru “Wedle zasług”? Jak oceniasz współpracę z Fabryką Słów?

Owszem, nawet bardzo, ale również zaskoczony. Pisząc, nieustannie czułem na karku palący wzrok społeczności skupionej wokół tego uniwersum i doskonale zdawałem sobie sprawę, jak bardzo ryzykowną będzie próba wytyczenia własnej drogi przez Strefę.

Troszkę się tego bałem, przyznaję. Mimo to zaryzykowałem i spróbowałem wykreować własne, że tak powiem, okoliczności przyrody. Moją Zonę. Taką, jak ją sobie wyobrażam. Czytając pierwsze recenzje „Wedle zasług” zrozumiałem, że ta moja wizja wcale nie jest taka zła. I odetchnąłem z ulgą.

Współpraca z Fabryką Słów… co tu dużo mówić? Ja piszę, Fabryka wydaje, tarć między nami zasadniczo nie ma, a tym co mi się w tych naszych relacjach podoba najbardziej, jest brak jakichkolwiek nacisków, czy wyznaczania super-pilnych-terminów-których-niedotrzymanie-skutkuje-czymś-strasznym.

Zdarzy się poślizg, to no problem, dokończ człowieku na spokojnie, bez spiny.

“Ostatniego zeżrą psy” to bezpośrednia kontynuacja “Wedle zasług” – lecz czy możemy spodziewać się odnalezienia w tej książce jakichś znaczących różnic od części pierwszej?

Podstawowa różnica jest taka, że czytelnik nie zobaczy tutaj Zony w jej pełnej, anomalnej krasie. W „Wedle zasług” powstawanie „nowej” groźnej Zony, jej pierwszy dzień jest ledwie punktem wyjścia, wprowadzeniem do wydarzeń, które nastąpią dziesięć lat później. W OZP natomiast cała akcja toczy się właśnie w owym okresie niemowlęcym, gdy Zona się wykluwa i zaczyna z wolna kształtuje.

Dwie książki Twojego autorstwa już wędrują po Zonie. Zostajesz w jej klimatach? Czy może masz zamiar stworzyć w przyszłości coś spoza jej kanonu?

Przyznaję, że po tym jak już wysłałem do wydawcy ukończony tekst „Ostatniego…”, wyszedłem z Zony i zacząłem pisać coś innego. I do pewnego momentu nawet dobrze mi szło, przybywało nowych akapitów, rozdziałów, ale cały czas łaskotał mnie z tyłu głowy ten cholerny Stalker! W końcu stwierdziłem, że tak dłużej być nie może. Odłożyłem na bok nowy projekt i zacząłem pisać trzecią część „Wedle zasług”. Gdy skończę, odwieszę poprzedni projekt.

Trochę z innej beczki – co sądzisz o fanbase S.T.A.L.K.E.R-a jako takiego w Polsce? Wydaje mi się, że siła uniwersum w Polsce stale rośnie. Jak uważasz, czy boom na taką tematykę(chciałoby się powiedzieć – post-apokalipsę, ale wiadomo, w kwestiach stalkerskich nazwanie tego gatunku jednoznacznie jest trudnym zadaniem) może jeszcze długo potrwać?

Społeczność stalkerska silna jest i ma się bardzo dobrze. Widać to na premierach, widać na zlotach i konwentach, widać w sieci. Posunę się do stwierdzenia, że tam gdzie nie pojawia się stalkerska brać jest jakby smutniej. Myślę, że moda na Stalkera nieprędko przeminie, bo S.T.A.L.K.E.R. jako taki, to już nie tylko gry, czy książki, ale też stan umysłu (śmiech) i będzie trwać długo jeszcze po tym, jak ukaże się ostatnia książka w serii, tak samo jak trwała, gdy GSC zarzuciło prace nad Stalkerem 2.

Wracasz do gier autorstwa GSC? Jakie momenty z nimi najlepiej wspominasz? Polecasz od siebie jakieś modyfikacje? Szczególnie jestem ciekaw, czy istnieją takie, które zwalniają rozgrywkę do tempa znanego z książek; więcej tajemnic, mniej strzelania.

Przyznam się bez bicia, że od kiedy zacząłem pisać „Wedle Zasług”, przestałem grać w Stalkera, a to z jednej prostej przyczyny: żeby przestać wizualizować sobie to uniwersum slajdami z gry. Nie do końca mi się to udało i nawet dziś zdarza mi się nieświadomie popełnić opis, przedstawić widoczek, jaki swego czasu zobaczyłem w grze. Przy czym pół biedy, jeżeli jest to tylko widoczek, o wiele bardziej boję się mimowolnego powielenia wątku z gry lub zapożyczenia, choćby podświadomego, cech postaci napotkanej w trakcie rozgrywki. Boję się tego jak ognia, pilnuję z całych sił, bo tak jak wspomniałem wcześniej, Zona z moich książek ma być w jak największym stopniu „moja”.

Odnośnie modyfikacji, to przyznam, że choć niektóre są naprawdę miodne, poprawiają i dodają masę elementów, polepszają rozgrywkę to jednak, nie oszukujmy się, są czymś wtórnym w stosunku do oryginału, taką dodatkową atrakcją, i choćby nawet naprawiały błędy pierwowzoru, to zawsze będą tylko tuningiem. Magia Stalkera to jego jądro, czyli podstawowa wersja rozgrywki taka, jaką ją stworzyło GSC.

Co do modów „spowalniających”, to chyba takowych nie ma, przynajmniej ja takich nie przyuważyłem i szczerze mówiąc, chyba lepiej, że nie ma. Obawiam się, że gra straciłaby wtedy rzecz niesamowicie ważną, a mianowicie grywalność.

Nim sam zacząłeś pisać, po jakie książki okołostalkerowe zdążyłeś sięgnąć? Jakie tytuły utkwiły Ci w pamięci najmocniej?

W momencie, gdy zacząłem pisać, na naszym rynku dostępny był tylko „Ołowiany Świt”, nieco później pojawił się „Drugi Brzeg” oraz o ile dobrze pamiętam „Ślepa plama” Noczkina.

Okołostalkerowych tytułów chyba jeszcze nie było. Siłą rzeczy to właśnie „Ołowiany świt” wrył mi się w pamięć najbardziej – pierwsze trzy linijki pierwszego rozdziału jestem wyrecytować o każdej porze dnia i nocy.

Na dzień dzisiejszy, w literackich stalkero-podobnych klimatach jestem na bieżąco. I nie tylko w nich, w szeroko pojętej literaturze post-apo również, może z wyjątkiem mnożących się ostatnimi czasy jak grzyby po deszczu opowieściach o zombi-apokalipsach. Na tym odcinku jakby nie nadążam z lekturą.

Dziękuję za wywiad.

Rozmawiali: Piotr Kozioł & Sławomir Nieściur
Zdjęcie: Fabryka Słów 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o