Trojanowska – opowieść o wielkiej artystce [recenzja]

Trojanowska
Zdjęcie wykorzystane dzięki zgodzie Leszka Gnoińskiego

23 września 2020 roku wyszedł wywiad-rzeka Leszka Gnoińskiego z Izabelą Trojanowską o tytule Trojanowska. Czas na recenzję.

Zacznijmy jednak od krótkich opisów bohaterów. Leszek Gnoiński to jeden z najpopularniejszych dziennikarzy muzycznych w naszym kraju. Na swoim koncie ma wiele książek – między innymi biografię o zespole Republika. Teraz podjął się kolejnego wyzwania, czyli wywiadu-rzece z popularną i wybitną wokalistką, Izabelą Trojanowską. Karierę rozpoczęła w roku 1971, ale głośno o niej zaczęło być dopiero w 1980. Wszystko za sprawą połączenia sił z kultowym zespołem, Budką Suflera. A później… no właśnie. Opisuje to świetnie dzieło literackie zatytułowane Trojanowska.

Izabela czy Izabella?

Pierwsze strony książki wprowadzają tak naprawdę do tematyki, wokół której będzie się koncentrować całe dzieło. Z jednej strony ogólne i typowe pytania, a z drugiej niebanalne odpowiedzi. Właściwie na samym początku został wspomniany zmarły w tym roku Romuald Lipko, który zdążył nawet napisać kilka zdań o Trojanowskiej. Zostały “na szybko” przypomniane wydarzenia takie jak legendarne występy, tamtejsza i współczesna moda, a nawet… łowienie ryb. Dopiero później rozpoczyna się chronologicznie opisana przygoda życia. Zaczęła się ona, rzecz jasna, od dzieciństwa. Wielką atrakcję stanowią zdjęcia, na których Iza miała zaledwie kilka lat. Akcja zaczęła się rozgrywać od roku jej urodzenia czyli 1955 w Olsztynie – jest to świetne zachęcenie młodszych czytelników do wczucia się w tamte klimaty naszego kraju. Wytłumaczyła jakie ma prawdziwe imię. Opowiedziała o swojej najbliższej rodzinie – największą rolę tutaj odgrywali jej rodzice i bracia.

Wzruszyła mnie historia miłości i dalszej relacji pomiędzy rodzicami. Nie jest ona wcale tak bardzo odbiegająca od teraźniejszych związków. Ujawniła, od którego roku życia odkryła w sobie talent muzyczny. Pomimo niesprzyjającej i komunistycznego ustroju w Polsce można odnieść wrażenie, iż wiodła spokojne oraz szczęśliwe dzieciństwo. Opowiedziała o zabawach – jak musiała być chłopczycą wśród braci i o dość drogim prezencie, który świadczył o tym, że była “córeczką tatusia”. Rozbawiła mnie wzmianka o aktorze – Borysie Szycu, lecz Wy sami powinniście odszukać ów fragment i przeczytać. Furorę zrobiły zdjęcia legitymacyjne artystki. Przysięgam, na jednym zdjęciu przypomniała mi aktorkę – Annę Dymną, a na drugim… Angelinę Jolie. Być może te porównania są komiczne i absurdalne, ale ja zauważyłam podobieństwa. No i wreszcie – wspomnienie o jej słynnych “ognikach w oczach”… tego nie mogło zabraknąć.

Śpiewający umysł humanistyczny

Bardzo ciekawa jest notka od Elinki Różańskiej. Jest to koleżanka z zespołu muzycznego Tęcza. Ujawniła, iż zawsze miała ustawiony głos w kierunku mezzosopranu, a jednocześnie był to “świeżutki, miękki głosik”. Publiczność od razu ją pokochała, aczkolwiek na początku zamierała. Choć wtedy “było to dziewczątko”, to później “się wyrobiła”. Ale nie wybiegajmy jeszcze tak bardzo do przodu. Już w szkole podstawowej Izabela zaczęła modnie się ubierać – kamizelki, spodnie… i pierwszy, według niej, najważniejszy zespół, czyli chór katedralny. Przez chwilę rozważała zostać zakonnicą. Jednak wciąż bliska była jej sercu muzyka. Nie każdy jednak to rozumiał – na przykład jej ojciec uważał, że “nie można śpiewu traktować poważnie”. Ale to ją nie zniechęciło, szczególnie dzięki wsparciu wielu ważnych osób. Nie wstydziła – i nie wstydzi – się swojej wiary. Opowiadała o spotkaniu z ówczesnymi kardynałami, Stefanem Wyszyńskim i Karolem Wojtyłą, gdy dostała pierwszą, ważną nagrodę. Właściwie to spotkanie dało “przyzwolenie” ze strony jej taty, który był głęboko poruszony całym wydarzeniem. A potem zaczęły się pierwsze festiwale, pierwsze koncerty… pierwsze próby osiągnięcia sukcesu.

Trochę podsumowanie, trochę zapowiedź

Ciężko jest napisać recenzję wywiadu-rzeki bez jakichkolwiek spojlerów, które i tak się pojawiły. Jest to po prostu portret kobiety – matki, artystki, barwnej postaci. Trojanowska zawiera wiele zakulisowych anegdot, a nawet towarzyskich skandali. Piosenka, film, telewizja, moda… wszystko w jednym. Odmówienie przedłużenia polskiego paszportu czy zakazanie wjazdu do kraju, pomimo plotek, nie doprowadziło do załamania. Po przemianach demokratycznych powróciła w wielkim stylu. Najpierw do serialu Klan, w którym wykreowała obłędnie swoją rolę Moniki Ross, zwaną potocznie polską Alexis z Dynastii. Znacznie później wróciła do muzyki – wydała płytę Życia zawsze mało w 2011 roku, a pięć lat później Na skos.

Obecnie artystka ma w planach wydanie kolejnego krążka. Nie pozostało nic innego jak tylko czekać na kolejne artystyczne twory Izabeli Trojanowskiej oraz Leszka Gnoińskiego, który stworzył z wokalistką kapitalną książkę. Z jednej strony jest to “tylko długi wywiad” – lecz z drugiej bohaterowie potrafią zaprowadzić czytelnika do innego świata. Może nie na każdym kroku jest to widoczne, ale nie wszędzie są też kolce. Taka właśnie jest Trojanowska. Dająca nadzieję innym w formie książki i nie tylko.