Toną, choć w gardle mają sucho | Maja Lunde – Błękit [recenzja]

Błękit

Woda. Nią jesteśmy. Cały świat nią jest. A gdyby tak zaczęło jej brakować? I to, o zgrozo, już niebawem? Jak to by było – wyschnąć na wiór? Błękit – kolor z pozoru spokojny, a jednak Maja Lunde za jego maską serwuje nam znacznie cięższe, niż mogło by się wydawać, tony.

Kto obcował z poprzednią książką autorki, Historią pszczół, ten wiedział, że kolejne jej dzieło nie będzie mogło być czymś, obok czego przejdzie obojętnie cała rzesza ludzi, czy to pro-eko czy nie. Historia atakowała nas wizjami, którymi już wielokrotnie straszyli naukowcy – proroctwem miejsca, gdzie ostatnie zapylające kwiaty stworzenie pada bez życia. I nie rysowała ona świetlanej przyszłości komukolwiek z nas. Tymczasem Błękit skupia się na temacie słodkiej wody. Ni mniej, ni więcej, w parędziesiąt lat od chwili obecnej, za sprawą przemian atmosferycznych, wszystko poczyna walić się na łeb na szyję homo sapiens.

Starci na pył

Nie mnie szacować, na ile prezentowane wizje mogą nastąpić w naszym namacalnym świecie – mam nadzieję, że nie będę musiał się o tym przekonywać na własnej skórze. Lunde ponownie stara się objąć swoim spojrzeniem jak najszerszy obszar globu, przedstawiając nie tylko małe, europejskie dramaty pojedynczych jednostek, ale też losy całych krajów, zamęt polityczny, cywilizacyjny, wielogatunkowy. Pomimo tego, najmocniejszym w moim odczuciu punktem książki są znakomicie wykreowane charaktery jej bohaterów. Ich zmęczenie, rozpacz i płonne nadzieje zdają się unosić nad kartkami Błękitu jak suchy pył. Duża w tym zasługa języka, jakim napisana jest powieść – prostego, ale obrazowo przedstawiającego ludzkie życie wewnętrzne.

Ekoapokalipsa

Błękit to nie Mad Max. Ani Metro, ani Stalker. Kameralna, intymna atmosfera przeważa tutaj nad wartką akcją, której za wiele w tej książce nie znajdziecie. Towarzyszyć Wam będzie przy jej lekturze zaduma. W niej pogrążeni są protagoniści, a sam styl prowadzenia fabuły, powolny czasem, skłania do przemyśleń. Czy w obliczu zagrożenia, jakie ukazuje książka, ma ona wydźwięk moralizatorski? Po części tak – ze względu na same okoliczności, które przedstawia. Przede wszystkim jest ona jednak świetnie poprowadzonym, rozdzielonym na dwie osi czasowe dramatem. Jako fan literatury o takiej tematyce, który zjadł sobie zęby na dziesiątkach podobnych książek, nie uznałbym jej za równą tak wybitnym dziełom jak, przykładowo, Droga. Pozostaje ona jednak, mimo licznych przestojów, tytułem godnym polecenia.

Na plus zaliczyć można zamysł ukazanego świata, który Lunde przedstawia z wielkim kunsztem, filtrując jego dramatyzm przez oczy swoich bohaterów. Ich kreacja i skłaniająca czytelnika do refleksji nad życiem treść – oto jedne z kilku powodów, dla których warto po Błękit sięgnąć.


Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki książki.