Filmy superbohaterskie zepsute przez studio

Zazwyczaj filmy kręci się dopiero wtedy, gdy zakończą się prace nad scenariuszem i zostanie wybrany reżyser. Jednak zdarzają się od tego wyjątki. W ostatnich latach jest o nich najgłośniej, szczególnie w kinie superbohaterskim.

Premiera Venoma już za nami. Mówiąc łagodnie, film nie spotkał się z pozytywnym odbiorem wśród krytyków. “Zgniły pomidor” na portalu Rotten Tomatoes z zaledwie 30% pozytywnych recenzji obrazuje to najlepiej. Winą złego przyjęcia Venoma jest przede wszystkim niespójność filmu. Jeszcze rok temu zapowiadano go jako horror, lecz w toku produkcji postanowiono ograniczyć klimat grozy na rzecz akcji i komedii. Tak oto, z kameralnego body horroru, powstał wysokobudżetowy blockbuster, niedbale posklejany z nowych, komediowych scen i tych, które były kręcone w zamyśle pierwotnego wyglądu filmu. Jednak odpowiedzialność za ten stan rzeczy nie ponoszą twórcy produkcji, a studio. I nie jest to pierwszy przypadek, kiedy Sony wpłynęło na twórców i zmusiło ich do odejścia od oryginalnego pomysłu na film. Nie tylko Sony tak postąpiło. Także Venom nie jest jedynym przykładem produkcji z gatunku superbohaterskiego, które doczekało się takiego wpływu.

Venom

W jednym z wywiadów przed premierą filmu Tom Hardy został zapytany o swoje ulubione fragmenty Venoma. Odpowiedział krótko: te 30-40 minut, które wycięto i to widać. Nie po długości filmu, ale po tym jak bardzo jest niespójny. Wystarczy obejrzeć sobie pierwsze i ostatnie zapowiedzi, które reklamują jakby dwie zupełnie inne produkcje. Ruben Fleischer – reżyser Venoma – chciał stworzyć skierowany do starszych widzów body horror w hołdzie między innymi Musze Davida Cronenberga z budżetem o wiele mniejszym niż dostają zwykle blockbustery. I na początku rzeczywiście tak było – film był kręcony w autorski sposób, ale w pewnym momencie studio Sony zmieniło zdanie. Już nie chcieli kameralnego filmu, lecz wielkiej produkcji. Zwiększono budżet, zatrudniono nowych scenarzystów i tak oto doprowadzono do stworzenia potwora Frankensteina.

Tak wygląda pierwsza zapowiedź Venoma. Trzeba przyznać, że bardziej przypomina pierwotną wizję reżysera niż finalny produkt.

Spider-man 3

Pozostańmy jeszcze na chwilę w temacie Sony. Trylogia Spider-mana od Sama Raimiego w dużej mierze przyczyniła się do rozwoju kina superbohaterskiego. Niestety seria liczy jedną czarną owcę – trzecią część. Dlaczego ostatni film uznawany jest za najgorszy ze wszystkich? Głównym powodem jest zbyt duża liczba wątków, umieszczonych w jednym filmie. Przez to większość z nich nie miała czasu na rozwinięcie. Nie był to wymysł ojca serii – Sama Raimiego. Ten miał wizję raczej dwóch różnych filmów niż jednego, przeładowanego treścią, na którą nie było miejsca nawet w ponad dwugodzinnej produkcji. Jeśli nowy Venom jest zamknięciem klamry pod tytułem Studio Chce Być Drugim Scenarzystą, to postać Venoma w ostatniej części trylogii o Spider-Manie jest jej początkiem.

Filmy zepsute przez studio
Źródło: https://cinemasins.com/videos/everything-wrong-with-spider-man-3

Legion Samobójców

Dajmy na chwilę odpocząć adaptacjom komiksów Marvela i poruszmy temat filmów ze stajni DC Comics. Rolę studia Sony zajmie teraz Warner Bros., a poszkodowanym będzie Legion Samobójców. Film, który po dokrętkach, z mrocznej produkcji o groźnych złoczyńcach, stał się niespójną komedią o dysfunkcyjnej rodzinie. Mamy tutaj bardzo podobną sprawę jak w przypadku Venoma – studio w pewnym momencie postanowiło dodać coś od siebie. Niestety to dodane coś kompletnie zepsuło film. Podczas seansu wyraźnie widać, że poszczególne sceny nie pasują do kolejnych, dialogi są urywane w połowie, a zamiast muzyki napisanej na potrzeby filmu, dostaliśmy rockową playlistę, która nijak nie pasuje do filmu.

Liga Sprawiedliwości

Ostatni film DC Extended Universe to bardzo ciekawy punkt w naszym zestawieniu. To dlatego, że nie wiadomo do końca, czy wtrącenie się studia pomogło, czy zaszkodziło produkcji. Zacznijmy od początku. Reżyserem Ligi sprawiedliwości był najpierw Zack Snyder, który wcześniej nakręcił wręcz bardzo źle przyjęte Batman v Superman. W odróżnieniu od ostatniej części trylogii Sama Raimiego, winę za natłok wątków ponosi nie studio ale reżyser. Tak samo miało być z Ligą Sprawiedliwości, która została nakręcona w identyczny sposób, jak poprzedni film z uniwersum DC. Studio nie pozwoliło jednak, aby sytuacja się powtórzyła. Po skończonych zdjęciach przepisano scenariusz i zarządzono ogromne dokrętki pod dowództwem nowego reżysera – Jossa Whedona.

Filmy zepsute przez studio
Liga Sprawiedliwości

Fantastyczna Czwórka

Rok temu miałem swoją wersję, która była fantastyczna. Zdobyłaby świetne recenzje. Pewnie nigdy jej nie zobaczycie – tak na moment przed wejściem produkcji do kin napisał na twitterze reżyser i scenarzysta Fantastycznej Czwórki, Josh Trank. Kino autorskie, które przejawia się w pierwszej części finalnej wersji filmu, ginie pod warstwą dokrętek zleconych przez studio Fox. Jak donoszą wieści z planu filmowego, Josh Trank, po nakręceniu Fantastycznej Czwórki według swojego oryginalnego pomysłu, nie brał udziału w dalszych etapach produkcji, włącznie z dokrętkami i montażem. Protoplasta sytuacji Venoma został jednak o wiele gorzej przyjęty. Zresztą nie ma się co dziwić. Tutaj trudno jest nawet doszukiwać się spójnych nawiązań do komiksowego pierwowzoru. Jest to także jedyna produkcja z filmowych uniwersów Marvela, w której nie pojawił się Stan Lee. Może to niezbyt istotny ewenement, ale na pewno wiele mówiący.

Filmy zepsute przez studio
Źródło: https://www.slashfilm.com/josh-trank-fantastic-four-tweet/

Dlaczego tak się dzieje?

Oczywiście studia filmowe nie ingerują tylko w tego rodzaju produkcje. Takie sytuacje zdarzają się w każdym gatunku filmowym. Ostatnie lata pokazują, że najwięcej o nich słychać właśnie w tego rodzaju blockbusterach. Gdyby zastanowić się nad źródłem konfliktów między studiami a twórcami, pierwszą myślą są tzw. chłodne kalkulacje, które wykonuje się po to, aby trafić do jak największego grona odbiorców. Sony nagle doszło do wniosku, że lepiej sprzeda się kolejny twór disneyowo-marvelowy, więc podczas zdjęć zmienia się gatunek z horroru na komedię. Reżyser z oryginalnym warsztatem umiejętności nakręcił zbyt autorski film, więc pakuje się lwią część jego wersji do kosza i robi w komputerze wielki promień skierowany w niebo, umieszczając przy nim walczących ze złoczyńcami i bossem bohaterów.

Dlaczego ten trend nie zanika? Takie przypadki dziwią tym bardziej, gdy co chwila słychać o filmach, które nie wpasowują się w ramy najpopularniejszych blockbusterowych wzorców, a i tak zdobywają ogromną popularność. Najlepszym tego przykładem jest obecny tzw. renesans horrorów. Produkcje te nijak wpisują się w schemat oklepanych filmów grozy. Są kręcone za niewielkie pieniądze, a i tak nierzadko biją rekordy w box office’ach. Ciche Miejsce Johna Krasinskiego czy nagrodzone Oscarem Uciekaj! obrazują to chyba najlepiej. Nawet w filmach superbohaterskch  taka sytuacja miała już miejsce. Mowa tutaj o ostatniej części trylogii o Loganie.

Może wszystko zależy jedynie od badań rynkowych, które zlecają studia, by dowiedzieć się, co w danym okresie sprzeda się najlepiej. Może być też tak, że w takich przypadkach studia postanawiają zmienić koncepcję filmu, tylko ze względu na sukces konkurencji. Schemat jest wtedy sprawdzony, więc czemu by się na nim nie wzorować? Jednoznacznych odpowiedzi nie poznamy. Możemy mieć tylko nadzieję, że wraz z coraz większym rozwojem tego gatunku filmowego, studia wreszcie przestaną ingerować w wizje twórców.