Miss Saigon Teatru Muzycznego w Łodzi [recenzja]

Ukłony po spektaklu
Ukłony po spektaklu "Miss Saigon" w TM w Łodzi w dniu 12.06.2019

Miss Saigon Teatru Muzycznego w Łodzi to porywająca opowieść o miłości rozgrywająca się na tle wojny w Wietnamie, zrobiona z ogromnym rozmachem, kipiąca od emocji. Siłą tej inscenizacji jest fantastyczna obsada kreująca pełnokrwistych bohaterów, zachwycająca zarówno warsztatem aktorskim jak i wokalnym.

Miłość, marzenia, nadzieja na tle wojny w Wietnamie

Miss Saigon podejmuje temat miłości, nadziei, marzeń, walki, bólu, poświęcenia. Akcja musicalu rozpoczyna się w 1975 roku, w czasie wojny w Wietnamie. Poznajemy Kim (Sylwia Banasik) – siedemnastoletnią wietnamską sierotę, która trafia do domu publicznego Dreamland, prowadzonego przez Szefa (Robert Rozmus). Dziewczyna spotyka tam amerykańskiego żołnierza Chrisa (Maciej Pawlak), który nie może uwierzyć, że znalazła się w takim miejscu i chce jej pomóc. Pomiędzy nimi wybucha wielkie uczucie, które już na zawsze odmieni ich życie.

Fantastyczna obsada

Obsada tworząca Miss Saigon została doskonale dobrana. Aktorzy olśniewają swoim talentem, energią i ogromnym zaangażowaniem, tworząc wielowymiarowe, poruszające kreacje. Była to ogromna przyjemność móc podziwiać ich na scenie. To właśnie dzięki nim i wspaniałej reżyserii Zbigniewa Maciasa, musical oglądało się tak dobrze.

Największy ciężar emocjonalny zdawał się spoczywać na barkach Sylwii Banasik i Macieja Pawlaka. Ich role stanowiły ogromne wyzwanie aktorskie i wokalne, które udźwignęli. Oboje byli świadomi swoich postaci i świetnie pokazali zachodzące w nich przeobrażenie osobowości. Dała się również odczuć łącząca wykonawców zdumiewająca chemia. Sceny z ich udziałem śledziłam z zainteresowaniem. Jedną z moich ulubionych jest ich piękny duet – Księżyc i słońce. 

Sylwia Banasik oczarowała mnie swoją rolą. Na początku gra subtelnie, pokazując niewinność, wrażliwość i naiwność Kim, a także rodzące się w niej uczucie do Chrisa. Dramatyczne rozdzielenie z ukochanym i narodziny syna wywołały w jej postaci duże zmiany, które Sylwia rewelacyjnie przekazuje widzom. Staje się silna, opiekuńcza, zdolna do  największych poświęceń dla dziecka. Wciąż jednak tęskni za Chrisem i czeka na niego. Obiecuje synowi, że tata do nich wróci i zabierze do Stanów. Jest przekonana, że tam czeka na nich lepsze życie i ta nadzieja daje jej siłę.

fot. Michał Matuszak

Banasik zachwyca wokalem. Jej wykonania są szalenie emocjonalne. Największe wrażenie zrobiło na mnie Nie ruszaj chłopca. Wyśpiewane z ogromną siłą i zaangażowaniem. Przepełnione determinacją i miłością do syna.

Macieja Pawlaka miałam już okazję wielokrotnie podziwiać w różnych rolach. Zawsze robił wrażenie swoimi konstrukcjami postaci. Jednak wciąż miałam niedosyt i czekałam aż dostanie rolę, w której będzie miał więcej czasu scenicznego. Dlatego też ucieszyłam się, że otrzymał możliwość zagrania Chrisa. W Miss Saigon pokazał pełnię swoich możliwości wokalnych i aktorskich. Stworzył porywającą postać.

Jedną ze scen, które najbardziej zapadły mi w pamięć była KonfrontacjaPodczas niej Maciej Pawlak wyśpiewał historię Chrisa, chcąc wyjaśnić swojej żonie Ellen (Edyta Krzemień) jak się zmienił i stał się zupełnie innym człowiekiem. Był zmuszony do udziału w bezsensownej wojnie. Z beznadziei i szaleństwa Sajgonu wyrwała go wtedy Kim. Sprawiła, że znowu czuł. Chciał się nią zaopiekować, ocalić ją. To uczucie skończyło się gdy wrócił do Stanów wiele lat temu. W scenie biorą udział również przyjaciel Chrisa – John (Marcin Jajkiewicz), który jest niejako jego głosem sumienia. Chris jest rozdarty, bo czuję się w obowiązku zaopiekować się swoim synem, ale nie chce, by żona cierpiała. W scenie bierze udział również Kim, która mimo upływu lat wciąż jest zakochana w Chrisie. Jednak większa jest jej miłość do syna. Pragnie dla niego lepszego życia.

W finałowej scenie Maciej Pawlak poruszył mnie emocjonalnie. Genialnie oddał rozdzierający serce ból i rozpacz połączone z wyrzutami sumienia.

fot. Michał Matuszak

Prawdziwą gwiazdą przedstawienia był Robert Rozmus w roli Szefa. Grał z dużą dawką komizmu, więc, mimo że jego postać była moralnie wątpliwa, to z miejsca zaskarbił sobie sympatię publiczności. Rozmus skonstruował postać w taki sposób, że budziła ona sympatię i sprawiała, że próbowało się zrozumieć i usprawiedliwić jej postępowanie.

fot. Michał Matuszak

Ociekające sarkazmem American Dream w wykonaniu Rozmusa jest dla mnie jednym z najbardziej charakterystycznych utworów Miss Saigon. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o