Stonerowe powitanie wiosny – Stoned Jesus w Krakowie

Stoned Jesus w Krakowie
fot. facebook.com/events/387772121966532

Kilkanaście dni temu, w Zet Pe Te odbył się pewien koncert. Główną gwiazdą wydarzenia był znany, ukraiński zespół poruszający się w klimatach około stonerowych. Jednak to nie oni będą głównym tematem tego artykułu. Stoned Jesus w Krakowie – zapraszam do lektury!

Przepraszam, że dopiero teraz wrzucam relację z tego koncertu. Czas niestety jeszcze się nie rozciągnął i ciągle brakuje kilku godzin w dobie. Jak ktoś ma za dużo i chciałby się pozbyć, to chętnie przyjmę. Na szczęście znalazłem chwilkę, żeby w kilku słowach wspomnieć ten czwartkowy wieczór. A jest co wspominać. Bo i klimat był przyjemny i muzyka ciekawa.

Wiosenne koncerty Stoned Jesus w Polsce, to właściwie już tradycja. Wpadają do kilku większych miast i robią robotę zapowiadając koniec zimy. Mimo że aura nie była wtedy wybitnie wiosenna, to z gigu wychodziłem z uśmiechem na ustach. Oczywiście nie mała zasługa w tym Soulstone Gathering, których imprezy uważam za jedne z najlepiej organizowanych w naszym kraju. Stoned Jesus, wiadomo, ciągle w dobrej formie. Jednak tegoroczne supporty zwaliły mnie z nóg. I to właśnie one będą największą atrakcją tego artykułu.

Stoned Jesus w Krakowie – rozgrzewka nr 1 – Fren

Rozgrzewką zajęły się dwie kapele. Pierwszą z nich był krakowski skład o nazwie Fren. Instrumentalny kwartet błyskawicznie zwrócił na siebie uwagę. Ich muzyka to połączenie klimatów typowo progresywnych z konkretnymi naleciałościami spejsowych podróży. Przy tym wszystkim odznaczają się ogromną energią, którą uraczyli uczestników koncertu. W trakcie ich występu nie było miejsca na zbędną gadkę i podlizywanie się publiczności. Naturalnie, mieli do dyspozycji mikrofon i ze sceny padło kilka słów, jednak najważniejszym punktem były fenomenalne utwory, które bujając, powoli budziły ludzi do życia.

Na pierwszym planie gitara elektryczna, wokół której zbudowane były kompozycje. Niby przesterowana i dość ciężka. Niby solówek sporo. Jednak tematy wydobywające się z głośników były niezwykle ciekawe i absolutnie nie sprawiały wrażenia przekombinowanych. Klawisze, które niemal na równi z gitarą stanowią trzon grupy, nadawały lekkości, zwiewności oraz potęgowały przestrzeń. Dynamiczna sekcja rytmiczna świetnie utrzymywała tempo. Głowa automatycznie kiwała się w takt centralki. Niespodziewanym punktem, było wyjście na scenę, w jednym z utworów, Igora. Tak, lider Stoned Jesus wspomógł chłopaków. Tak się gra jammy.

Stoned Jesus w Krakowie – rozgrzewka nr 2 – Straytones

Kolejny zespół występujący przed główną gwiazdą pochodzi z Ukrainy i prezentuje zgoła odmienne podejście do dźwięków. Trio ze wschodu zaprosiło zebranych w kosmiczną podróż w przeszłość. Do Zet Pe Te wkroczyła era prawdziwego Festiwalu Woodstock. Wywaliła drzwi od zaplecza, narobiła hałasu i bałaganu i wyszła zostawiając wszystkich w głębokim zaskoczeniu. A przynajmniej mnie. Serio! Czysty rock’n’roll zanurzony w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, zmieszany ze sporą dawką surf rocka, psychodelicznych odlotów w stylu acid oraz delikatnym sypnięciem piaskiem w twarz. Duchy przodków i współczesne brzmienie.

Straytones to sceniczny wulkan. Tu również dominowały dźwięki gitary, jednak szalone popisy instrumentalisty, to raczej pokłony w stronę Hendrixa i śp. Dicka Dale’a niż, jak w przypadku Fren, choćby Roberta Frippa. Szalone riffy przeplatane pokręconymi partiami solowymi idealnie pasowały do syntetycznych barw serwowanych przez perkusistkę. Tak, skład zespołu uzupełniała absolutnie przepiękna i niezwykle utalentowana dziewczyna. Nie, bębny nie były syntetyczne. Elektroniczne brzmienia były zasługą samplera, perkusja była prawdziwa i pełna mocy, a jej partie były świetne. Mało tego, oprócz obsługi garów i elektroniki, Marina również śpiewała. I robiła to naprawdę doskonale. Uzupełnieniem był bassman, który swoim groovem ostatecznie udowodnił, że ta ekipa, to żywy organizm.

Danie główne – Stoned Jesus w Krakowie

Na końcu na scenę wyszli oni. Trio z Kijowa. Stoned Jesus. I w sumie to nie mam zamiaru po raz trzeci lub nawet czwarty powtarzać tego, czego zapewne się spodziewacie. Jeśli macie ochotę, sprawdźcie moje relacje z poprzednich koncertów tej kapeli. Jeśli trafiliście tu pierwszy raz, również odsyłam do starszych tekstów. Na pewno się nie zawiedziecie. Oni w Krakowie również wiedzieli, że my wiemy, że oni wiedzą. Potwierdził to lider, który przedstawił zespół z czystego obowiązku i bardziej dla żartów.

Są świetni i mają rewelacyjną formę koncertową. Nowy materiał, mimo słów krytyki padających tu i ówdzie, brzmi genialnie i rewelacyjnie sprawdza się w warunkach koncertowych. Czy byłby jednak koncert Stoned Jesus bez chóralnie zaśpiewanej I’m The Mountain? Nie wiem, bo i ten utwór pojawił się na set liście.

Koniec

Podsumowując. Kolejny udany wieczór w Krakowie. Soulstone Gathering, jak zwykle klasa. Koncerty piękne, publika szalona. Nawet droga powrotna późną nocą była nadzwyczaj przyjemna. Do następnego!

Maciej Juraszek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here