Stoned Jesus w ZetPeTe [relacja]

Perfekcyjne zakończenie tygodnia

Niedzielny wieczór, słońce leniwie chowa się za horyzont, ja zmierzam w stronę jednej z moich ulubionych miejscówek koncertowych w Krakowie. Humor nawet niezły, ale jednak z tyłu głowy siedzi gwóźdź, że następnego dnia wczesna pobudka. Trudno, takich gigów się nie opuszcza.

Stoned Jesus w ZetPeTe

Z tego samego założenia wyszło dość sporo ludzi, bo w krakowskim ZetPeTe robiło się tłoczno już przed startem imprezy. O to chodzi! I w sumie to wcale nie dziwię się nikomu, kto wpadł na ten koncert. W końcu Stoned Jesus grają naprawdę zacne sztuki. Byłem, widziałem, lubie. Ale tak naprawdę gwóźdź, który się czaił, zniknął już podczas przywitania z zespołem MuN. Kluczem tego wszystkiego był space anus, przy którym chłopaki zrobili sobie zdjęcie.

Zespół MuN pod “Space Anus”

Mamy już dobry humor i tłum ludzi pod sceną. Czekamy więc na występy. Na scenie stanęły trzy zespoły: Strange Clouds, MuN oraz oczywiście Stoned Jesus. Tak, wszystkie te zespoły już widziałem. Są świetne, więc nie zaszkodzi zobaczyć znów.

Stoned Jesus w ZetPeTe – Strange Clouds

Zaczął poznański Strange Clouds. Chłopaki są w formie. Set był krótki, ale bombowy. Swoją specyficzną mieszanką, która zwie się „Strange Rock”, porwali publiczność od samego początku. Bardzo lubię ten miks pokręconych, psychodelicznych rzeczy osadzonych na przełomie lat 60./70. z tłustym, współczesnym brzmieniem. Dodatkowo dochodzi tu jeszcze troszkę stonerowej estetyki, która nadaje fajnego klimatu. Ale to właśnie ta vintage rockowa jazda ze spejsowymi polotami jest ich znakiem rozpoznawczym. Można grać retro byle jak, można grać retro jak Strange Clouds. Co z tego, że skład zespołu jest standardowy, jak głowy, które w niego wchodzą, są wypełnione genialnymi pomysłami. I wszystko to na żywo daje kopa. Dwie gitary, bas, perkusja i dwa wokale. Niby norma, a jednak sporo ponad. Jeden minus – trochę za szybko skończyli. Rozumiem, ramy czasowe imprezy w niedzielę są nie do przeskoczenia.

Stoned Jesus w ZetPeTe – MuN

Po chwili technicznej przerwy na scenie zainstalował się MuN z Wrocławia. Przekształcenie się z instrumentalnego tria w kwartet z wokalem wyszło zespołowi na zdrowie. Bardzo byłem ciekaw jak „Opia” wychodzi na żywo i nie zawiodłem się. Instrumentalny, psychodeliczny doom ustąpił miejsca mocno kosmicznym brzmieniom, których echa można było usłyszeć już na debiucie. Tu proporcje się zmieniły, z doomu zostało echo, ale pozostało sporo psychodelii. Tak, zespół nadal gra ciężko i ciekawie, jednak wokal dodał nieco przestrzeni do dość dusznego instrumentarium. Perkusja nadal łoi tak jak powinna. Gitara ciśnie riffy z piekła rodem, a bas momentami wręcz przytłacza ciężarem. Wokal jest jednak bardzo przestrzenny, choć miałem wrażenie, że momentami się gubił. Co z tego, skoro całokształt jest świetny. MuN zagrał grubą sztukę, która na pewno zmiażdżyła uszy słuchaczy rozgrzanych po koncercie Strange Clouds.

Stoned Jesus w ZetPeTe – Stoned Jesus

I nadszedł czas na gwiazdę wieczoru. W okolicach godziny 21 na deskach krakowskiego ZetPeTe stanęło prawdziwie rock’n’rollowe power trio. Stoned Jesus z Ukrainy rozbił bank. Zespół lubi Polską publiczność ze wzajemnością. I tego wieczoru pokazał wszystkim jak zagrać genialny koncert. Już pierwsze dźwięki lecące ze sceny spowodowały ogólne zadowolenie ludzi na parkiecie. A to zadowolenie sukcesywnie udzielało się muzykom. Ogniste riffy gitarowe wymieniały się z rewelacyjnymi partiami solowymi. A gitarzysta był tylko jeden! Bas nie był gorszy i idealnie zgrywał się z perkusją tworząc idealnie pulsujący organizm, który nadawał tempa oraz klimatu. Igor, gitarzysta, jest również wokalistą. I w tej roli zaprezentował się równie dobrze. Po pierwsze jego mocny, agresywny wokal jest świetny. Po drugie umie też zaśpiewać całkiem spokojnie i wychodzi to równie przekonująco. Po trzecie kontaktu z słuchaczami pewnie zazdrości mu niejeden frontman.

Tak, ten koncert, mimo że trwał niewiele ponad godzinę, był kwintesencją tego, co Stoned Jesus grają. Nie zabrakło miejsca na improwizacje, wystarczyło czasu na wycieczki pod barierki i zbijanie piątek z publiką. Oprócz wiadomych, koncertowych hitów, grupa zaprezentowała dwa nowe utwory, które znajdą się na nadchodzącej płycie. Powiem Wam, że jest na co czekać. Ja już zacieram ręce. Wraz ze Stoned Jesus miał grać jeszcze zespół Somali Yacht Club. Niestety formalne problemy nie pozwoliły im na występy w Polsce. Wspomniał o tym również Igor. Ale to nie wszystko. Chłopaki wyszli zagrać bis. Oczywiście utworem kończącym wieczór był „I’m the Mountain”, jednak jako wprowadzenie to tego numeru odegrany został „Up In The Sky” Somali Yacht Club. Bardzo miłe oczko zarówno do publiczności jak i do kolegów.

Stoned Jesus w ZetPeTe – Podsumowanie

No cóż, wszystko się musi kiedyś skończyć. Skończył się również koncert. Opuszczałem klub z uśmiechem na ustach i kierowałem się do tramwaju. Noc była ciepła, a bezchmurne niebo zwiastowało kolejny piękny dzień. Spod łuny miejskiego światła przebijały się gdzieniegdzie malutkie, migoczące gwiazdy. W uszach pobrzmiewał jeszcze zadymiony riff. Zgasiłem papierosa i wszedłem do tramwaju. Dla mnie niedziela się skończyła z przytupem i ładunkiem pozytywnej energii!

Maciej Juraszek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here