Liryczna niespodzianka Taylor Swift – album “folklore” [recenzja]

folklore

Taylor Swift zaskoczyła, zaburzając swoim fanom (i nie tylko) pandemiczną monotonię zlewających się ze sobą dni. 23 lipca amerykańska piosenkarka zapowiedziała swój ósmy album pod tytułem Folklore.

Taylor Swift – folklore

Żadnej wcześniejszej promocji, puszczania oka do obserwujących w social mediach – kilka piosenek pojawiło się na YouTube w dzień zapowiedzi, a płyta następnego dnia. Jak sama mówi, nie planowała wydania płyty, w przeciwieństwie do innych rzeczy, np. headlinowania tegorocznego festiwalu Glastonbury (odwołanego z wiadomego powodu). Na szczęście nie oznacza to, że album jest bez ładu i składu.

Taylor postanawia przelać na papier swoje wspomnienia, wyobrażenia i emocje. Robi to jednak ze swoją dojrzałością, która jest owocem lat doświadczeń z perspektywy m.in. dziecka, dziewczyny, kobiety, kochanki i światowej sławy gwiazdy. Forma opowieści zostaje później przekształcona na teksty piosenek (tutaj warto wspomnieć, że Taylor współpracowała nad warstwą liryczną z np. Aaronem Dressnerem z The National czy Justinem Vernonem – członkiem grupy Bon Iver).

Akustyczna dusza

Folklore rzeczywiście ma w sobie sporo elementów muzyki zamerykanizowanego folku, ale tytuł albumu oddaje również styl opowieści, które Taylor przekazuje. Ze swoich wspomnień, przemyśleń i pojawiających się często motywów i symboli buduje oniryczną, wręcz mityczną atmosferę ludowych przekazów o nieszczęśliwej miłości, zdradzie, bólu. Utrzymuje jednak osobisty wydźwięk jej historii (na przykład uniwersalny motyw toksycznego związku osadzony w Nowym Jorku, czyli miejscu ważnym dla Swift).

Oprócz budowania atmosfery opowiadania folkowych podań, Taylor dość często odwołuje się do popkultury  i historii. Utwór The Last Great American Dynasty opowiada m.in. o domu na Rhode Island i buduje pararelę między Taylor, aktualną właścicielką nieruchomości, a Rebeką Harkness (znaną również jako Betty), amerykańską artystką i filantropką, znaną z ekscentrycznego zachowania, która była oryginalną właścicielką Wakacyjnego Domu. Porównane są głównie opinie społeczeństwa co do Taylor i Rebeki, które w oczach publiki mają być kobietami rozwiązłymi, impulsywnymi, rozhisteryzowanymi.

Storytelling

Album ma swego rodzaju linię fabularną, skupiającą się w trzech piosenkach na przestrzeni całego albumu. Chodzi o piosenki Cardigan, August i Betty. Nie będę wchodzić zbytnio w szczegóły historii, natomiast powiem, że trylogia ta utrzymuje zarówno wysoki poziom liryczny, jak i budowanie folkowej atmosfery. Teksty łamią serca i zmuszają do refleksji nad własnymi błędami młodości, jednocześnie nie oceniając bohaterów – wykaz emocjonalnej dojrzałości Taylor.

Album ma swoje bardziej popowe momenty, jak np. Mirrorball – moim zdaniem najsłabsza piosenka z albumu (na tle pięknych momentów smyczkowych i ogólnej harmonii w Mad Woman czy Hoax, ta piosenka wydaje się być dość chaotyczna z nieciekawą melodią i banalnymi metaforami).  Większość kompozycji to jednak robota klawiszy, smyczków, delikatnych synthów i sampli, które mają budować senną, zamgloną atmosferę wspomnień i emocji. Pojawia się jedna piosenka z udziałem innego wokalu – chodzi o Exile, napisana we współpracy z Bon Iver. Nie wydaje mi się, żeby charakter albumu miałaby sugerować powrót Taylor do country (a przynajmniej takiego country, z którego ją znamy).  Artystka idzie głównie z treść, a mniej w formę – dobrym przykładem tego przesunięcia jest piosenka Peace, której warstwa tekstowa dominuje nad muzyką, która jest jedynie narzędziem do tworzenia nastroju.

Rebranding

Taylor od dawna już nie zasługuje na miano jednej z wielu gwiazd pop. Pomimo postępującej od kilku lat przemiany w jej twórczości, ani Reputation, ani Lover nie pokazało mi dojrzałej kobiety i artystki, którą się stała. Dała sobie czas na przepracowanie traum i w efekcie stworzyła kawał trudnej, ale angażującej przeprawy przez historie i impresje.

Dzieło, które daje więcej

To nie jest łatwa płyta do słuchania w tle. Trzeba się skupić, otworzyć sobie tekst piosenki i przemyśleć, co autor miał na myśli. Wymaga przetrawienia, zinterpretowania. Taylor nam w tej czynności sprawy nie ułatwia, bo nie udzieliła żadnego wywiadu od czasu wydania albumu. Co nieco zdradziła na swoim profilu na Instagramie, gdzie co prawda wchodzi w interakcje z fanami, ale nadal to nie pełny wywiad, który da się łatwo znaleźć w Internecie. Czy warto jednak przysiąść i podumać nad treścią płyty? Absolutnie tak, bo jeden z tych krążków, który daje coraz więcej z każdym przesłuchaniem. To nie jest album tylko dla fanów Taylor, co zawsze jest plusem. To płyta pełna dojrzałości i szczerości, powiewa tak potrzebną dla Swift świeżością.

OCENA KOŃCOWA
8/10

Taylor Swift - folklore