Konnichiwa miało być po prostu kolejnym grime’owym albumem z Londynu. Dziesięć lat później projekt Skepty uznawany jest za jeden z najważniejszych momentów w historii brytyjskiego rapu. Z okazji 10. rocznicy Skepta wrócił wspomnieniami do czasów tworzenia płyty, otwarcie pisząc o poczuciu bycia outsiderem, utracie samego siebie i albumie, który ostatecznie zmienił wszystko.
Album, który uratował Skeptę
W poście na Instagramie, Skepta bardzo otwarcie wspomina okres przed premierą Konnichiwa. Raper napisał między innymi o „underdog psychosis”, utracie własnej drogi i czasie, w którym tworzył bardziej komercyjną muzykę określoną przez niego jako „pop slop”. Dopiero powrót do surowego grime’owego stylu miał sprawić, że znów poczuł się sobą.
Co ciekawe, sam Skepta stwierdził nawet, że Konnichiwa momentami wydawało mu się duchowym następcą wcześniejszego projektu Blacklisted. Patrząc dziś na wpływ tego albumu, trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie ta autentyczność była jego największą siłą.
Bo Konnichiwa od początku nie próbowało brzmieć „pod trendy”. Wręcz przeciwnie – album był chłodny, minimalistyczny i bardzo brytyjski. Zamiast kopiować amerykański rap, Skepta postawił na ciężkie grime’owe beaty i uliczny klimat Londynu.
Kiedy świat zaczął słuchać Londynu
Przed Konnichiwa grime dla wielu osób pozostawał niszowym gatunkiem znanym głównie w Wielkiej Brytanii. Po premierze albumu wszystko zaczęło się jednak zmieniać. Nagle świat zaczął interesować się londyńską sceną, brytyjskim akcentem i zupełnie innym podejściem do rapu niż to, które dominowało wtedy w Stanach.
Ogromną rolę odegrały tutaj kawałki takie jak Shutdown. Ten numer stał się praktycznie manifestem całej sceny – surowym, pewnym siebie i kompletnie ignorującym mainstreamowe zasady. Skepta nie próbował brzmieć „bardziej amerykańsko”. Pokazał raczej, że brytyjski rap może mieć własny charakter i nie potrzebuje kopiować nikogo z zewnątrz.
To właśnie wtedy grime zaczął trafiać do znacznie szerszego odbiorcy. Artyści z UK przestali być postrzegani wyłącznie jako lokalna scena, a Londyn stał się jednym z najważniejszych miejsc współczesnego rapu.
Klasyk, który wyniósł brytyjski rap na nowy poziom
Konnichiwa bardzo szybko stało się czymś więcej niż tylko kolejną płytą grime’ową. Album był całkowicie brytyjski – zarówno pod względem brzmienia, akcentu, jak i samej kultury Londynu.
Co ciekawe, sukces albumu był jeszcze większy przez fakt, że wcześniej Skepta miał problemy z wjazdem do Stanów Zjednoczonych z powodu odmowy wizy. Mimo tego Konnichiwa i tak przebiło się do światowego mainstreamu, a zainteresowanie brytyjskim grime’em zaczęło gwałtownie rosnąć.
Dużą rolę odegrały także współprace i wsparcie ze strony innych artystów. Na albumie pojawił się między innymi Pharrell Williams, co pokazało, że londyńska scena zaczęła być zauważana globalnie. W tamtym czasie Skeptę mocno wspierał także Drake, który regularnie promował grime i brytyjskich raperów poza UK.
Sam album powstawał przez długi czas i początkowo wielu fanów obawiało się, czy Skepta faktycznie dowiezie materiał na miarę oczekiwań. Ostatecznie Konnichiwa nie tylko spełniło te oczekiwania, ale zdobyło również prestiżową nagrodę Mercury Prize w 2016 roku, pokonując między innymi David Bowie.
I właśnie wtedy stało się jasne, że grime przestał być wyłącznie lokalnym gatunkiem z Londynu.
Skepta nie został więźniem własnego klasyka
Wiele legendarnych albumów działa trochę jak pułapka. Artyści po latach próbują kopiować własne sukcesy, wracając ciągle do tych samych brzmień i pomysłów. Skepta poszedł jednak w inną stronę.
Mimo ogromnego sukcesu Konnichiwa dalej eksperymentuje z muzyką i regularnie zmienia swoje brzmienie. W nowszych kawałkach słychać inspiracje elektroniką, housem czy bardziej nowoczesnymi odmianami brytyjskiego rapu. I nawet jeśli nie każdy nowy utwór trafia w gusta fanów starego grime’u, trudno odmówić mu jednego – Skepta nadal brzmi jak artysta, który chce się rozwijać, a nie tylko odcinać kupony od własnej legendy.
I być może właśnie dlatego po tylu latach wciąż pozostaje jednym z najciekawszych głosów europejskiej sceny.


