Zawsze i na zawsze – Jenny Han [recenzja]

Fot. Diana Łętocha

Okres liceum zapamiętamy na resztę życia – mawiała Lara Jean, główna bohaterka bestsellerowej serii Jenny Han Do wszystkich chłopców, których kochałam. To właśnie w okresie liceum poznajemy najlepszych przyjaciół, chodzimy na imprezy i przeżywamy największą swojego miłość, która ma być tą „na zawsze”. Czy w przypadku Lary też tak będzie? Zapraszam na zapoznanie się z recenzją książki Zawsze i na zawsze.

Zawsze i na zawsze – Jenny Han

Lara Jean właśnie kończy najprzyjemniejszy okres życia – liceum. Dzielnie starała się o najwyższą średnią i jak najlepsze wyniki testów, by dostać się na wymarzone studia – UW. Dziewczyna ma wiele planów, a w każdym uwzględnia swojego chłopaka, Petera. Młodzi zakochani spędzają każdą wolną chwilę w swoim towarzystwie i planują wspólną przyszłość na tych samych studiach.

W tym samym czasie o swoją i przyszłość trzech córek dba Dan, ojciec Lary. Mężczyzna po latach żałoby decyduje się na ślub z sąsiadką, którą nastoletnia bohaterka bardzo lubi. Z determinacją planuje uroczystość zaślubin, a w wolnym czasie (czyli na ogół nocą) zajmuje ją udoskonalaniem przepisu na idealne ciasteczka. W jej życiu nie wszystko jednak układa się tak, jak to sobie zaplanowała – w codzienną rutynę wkrada się chaos, a ważne decyzje domagają się uwagi.

Nigdy nie mów >>nie<<, kiedy tak naprawdę chcesz powiedzieć >>tak<<

Książka napisana w pierwszej osobie liczby pojedynczej, z perspektywy głównej bohaterki – Lary Jean. Napisana w przyjemnym w odbiorze, młodzieżowym języku. Historia pełna nastoletnich przygód i humoru, z nieskomplikowaną fabułą. Książka skupia się na konflikcie między tym, co mówi serce, a dyktuje rozum – obraca się wokół spraw, od których zależy, jak potoczy się życie.

Życie nie zawsze układa się tak, jak się tego spodziewamy

W życiu głównej bohaterki wiele się dzieje; decyzja o studiach, chłopak, szkolne wycieczki, bal, ślub w rodzinie, nowa macocha, przyjazd i wyjazd siostry, rozłąka z przyjaciółmi, wakacje… Czytelnik ciągle zaskakiwany jest jej nowymi przygodami, a także poznaje jej rozterki i przemyślenia. W całej historii jest wiele sentymentów i rozczulających momentów.

Czy tak to wygląda? Zakochujesz się i już nic nie jest przerażające, a życie wydaje się pełne możliwości?

Osobiście uważam, że książka Zawsze i na zawsze jest aż nadto przesłodzona – historia miłości Lary Jean i Petera raczej nie miałaby prawa bytu w obecnych czasach. Bohater jest nazbyt wyidealizowany; przystojny sportowiec, którego każdy lubi i który ma spore powodzenie szaleje na punkcie miłej dziewicy, szczędzącej mu czułości, co mu na dodatek absolutnie nie przeszkadza.

Mało tego chłopak jest na każde skinienie dziewczyny, zawsze za wszystko przeprasza, ba – jest w stanie zrezygnować dla niej z kariery sportowej. Wykonuje liczne romantyczne gesty, jak poranna pobudka, by wspólnie obejrzeć wschód słońca, czy trucht z samego rana po jedno ciastko dla ukochanej (a to tylko nieliczne przykłady). Cały czas się stara i ciągle zaskakuje. Dla mnie przesada, ale może właśnie o tym chcą teraz czytać dzisiejsze nastolatki (i nie tylko)? Kto wie. Nie czytałam poprzednich dwóch części bestselleru Jenny Han, jednak biorąc pod uwagę fakt, że to kontynuacja – raczej nie zmieniłabym zdania w tym temacie.

Nie idź na studia, mając chłopaka

Przesłodzona wydaje się także kwestia szkoły głównej bohaterki, która wcale szkoły nie przypomina, a raczej jedną wielką imprezę, jednak z treści wynika, że tamtejsze tradycje faktycznie są tak hucznie obchodzone. Szczęściara z tej Lary!

Bohaterka nie przypadła mi do gustu – nie rozumiałam wielu z jej pretensji do Petera, którego było mi szczególnie żal (czy my kobiety naprawdę tak czepiamy się wszystkiego? Trzeba się temu lepiej przyjrzeć…), na dodatek jest egoistyczna, a stawia się w roli niezrozumianej ofiary. Na szczególną sympatię zasłużyła natomiast Kitty – najmłodsza z sióstr i wbrew pozorom – najdoroślejsza z sióstr Song. Spodobał mi się również wątek ślubu oraz relacje sióstr – wspólne rozmowy na różne tematy czy problemy pozwalają na retrospekcje i chwilę zadumy nad własną rodziną.

Zawsze i na zawsze

Przyznam, że bardzo ciężko było mi przebrnąć przez początek Zawsze i na zawsze. Historia mnie nie wciągała, a każda strona dłużyła się niemiłosiernie. Tak było do 60. strony – później sięgałam już po książkę z zainteresowaniem. Pomimo tych licznych cukierkowych historii, warto zapoznać się z historią tytułowej bohaterki Zawsze i na zawsze. Dzięki niej można powrócić do beztroskich lat liceum, przypomnieć sobie wszystkie szalone przygody i imprezy z tego okresu (a także miłości).


Jeśli lubicie miłosne historie, zapraszamy do zapoznania się z recenzją książki Dzisiaj śpisz ze mną Anny Szczypczyńskiej.