Tusz – wspomnienia na ludzkiej skórze

fot. Agata Głoszkowska

Wyobraź sobie, że każda ważna chwila w życiu musi zostać uwieczniona na twojej skórze. Narodziny, pierwsza miłość, wyniki egzaminów, popełnione błędy. Wszystko to nosisz na swoim ciele w formie tatuażu, pozwalając ludziom czytać z siebie jak z otwartej księgi. Bo przecież niczego nie ukrywasz, prawda?

Tusz to debiutancka książka Alice Broadway, która doczekała się dwóch kolejnych części. O czym opowiada pierwszy tom cyklu Księgi Skór?

Historie wypisane na skórze

Każdy człowiek umiera, jego wytatuowaną skórę przekształca się w księgę, która po oficjalnej ceremonii trafia do jego rodziny. Zawiera wszystkie wspomnienia od narodzin aż do śmierci i ocala daną osobę od zapomnienia. Istnieje jednak ryzyko, że podczas uroczystości coś pójdzie nie tak, a na jaw wyjdą nieudolnie skrywane tajemnice – wtedy księga trafia prosto w płomienie.

Leora ma szesnaście lat i niedawno straciła ojca, który zajmował się ściąganiem z ludzi skóry. Jest święcie przekonana, że księga taty trafi z powrotem do ich domu rodzinnego, gdyż mężczyzna każdego zarażał pozytywną energią i był uwielbiany przez wszystkich mieszkańców Sainstone. Dziewczyna pragnie dostać posadę tatuażystki – jednej z najważniejszych profesji w społeczności, która zajmuje się tworzeniem wspomnień na skórze obywateli. Jej spokój ducha burzy publiczne naznaczenie, kiedy to burmistrz Longsight skazuje złodzieja skór na zapomnienie, tatuując mu na głowie symbol kruka. Do Leory niespodziewanie wraca wspomnienie z dzieciństwa i uświadamia sobie, że kilka lat temu widziała identyczny tatuaż u swojego ojca. Tylko jak to możliwe, że nie miał go w swojej księdze?

Opowieść przeplatana jest krótkimi baśniami, na których zbudowano historię Sainstone. Dorośli straszą nimi dzieci, chcąc przestrzec najmłodszych przed nienaznaczonymi – osobami bez tatuaży, dawno temu wygnanymi poza mury miasta. Z czasem okazuje się, że choć w bajkach drzemie ziarno prawdy, opowiada się je w konkretnym celu. Leora zaczyna mieć wątpliwości, czy powszechnie krążące przekonanie o zawiści rebeliantów rzeczywiście pokrywa się z prawdą.

Czy warto?

Książka napisana jest prostym językiem, przez co da się ją pochłonąć w ciągu jednego wieczoru. Chociaż motyw tatuaży uważam za absolutnie rewelacyjny, reszta pozostawia jednak trochę do życzenia. Dopiero po połowie opowieści rzeczywiście zaczyna się akcja, gdyż wcześniej śledzimy codzienność głównej bohaterki, która szybko staje się dość nużąca. Na początku na próżno szukać w Leorze śladów jakiejkolwiek osobowości. Wzbudza nieco większą sympatię na ostatnich stronach historii, kiedy rozczarowanie najbliższymi osobami przeistacza ją w kogoś ciekawszego.

W historii zdecydowanie brakuje plot-twistów i momentów, w których serce czytelnika szybciej by zabiło, bo od początku do końca można przewidzieć każdy ruch autorki. Ogólne wrażenie pozostaje jednak dobre. Miłym akcentem są baśnie wplecione między rozdziały, które potrafią skłonić człowieka do chociażby krótkiej refleksji. Jak wszyscy wiemy, nie należy oceniać książki po okładce, ale Tusz ma przepiękną oprawę graficzną i z pewnością ozdobi niejedną półkę wiernych czytelników.

Tusz

Mimo iż odnoszę wrażenie, że autorka nie wykorzystała całego pola do popisu, polecam książkę chociażby ze względu na ciekawy wątek z tatuażami. Nie dość, że jest całkiem dobrze poprowadzony, to jeszcze zdecydowanie daje do myślenia. Warto też zwrócić uwagę na władze miasta i wpływ, jaki wywierają na obywateli Sainstone. Bez wątpienia sięgnę niebawem po kolejną część cyklu, żeby dowiedzieć się, jakie decyzje podjęła tym razem młoda tatuażystka.