Cymanowski Młyn – aby na pewno thriller?

Cymanowski Młyn

Magdalena Witkiewicz jest jedną z najlepszych polskich pisarek powieści obyczajowych. Czytając jej książki łatwo wchodzi się w świat bohaterów, szybko się z nimi utożsamia i z wypiekami na twarzy czeka się, co dalej. Tym razem wraz ze Stefanem Dardą napisała połączenie thrillera i powieści obyczajowej, ale czy na pewno?

Książka Cymanowski Młyn rozpoczyna się dość zwyczajnie. Poznajemy Monikę i Macieja, małżeństwo w kryzysie, przepracowane, żyjące w pędzie. W skrzynce na listy odkrywają prezent od tajemniczego darczyńcy, który mimo wszystko postanawiają wykorzystać. Wyjeżdżają na Kaszuby, do miejsca oddalonego od cywilizacji, na zupełnym pustkowiu, gdzie nie ma zasięgu. Mają wynajęty pokój w pensjonacie, w którym są zupełnie sami. Czasem towarzyszą im właściciel posiadłości i jego syn. Tam też w bardzo krótkim czasie i po wielu perypetiach odmienia się ich życie.

Mistrzowskie połączenie thrillera i powieści obyczajowej

Widząc to zdanie można oczekiwać, że rzeczywiście będzie to książka, w trakcie której poczujemy ten dreszczyk emocji. Niestety, szumnie napisane zdanie było dość mocnym nagięciem faktów. W Cymanowskim Młynie pojawiają elementy thrillera, ale są one tak znikome, że można się poczuć oszukanym. Po kilkudziesięciu stronach czekałam na jakiś “straszny” wątek. Po pierwszej setce łudziłam się, że coś się jeszcze gdzieś pojawi. Dwieście kolejnych stron sprawiło, że zwątpiłam już całkowicie. Pojawiły się motywy duchów, krzyków z tak zwanego Pomarliska, czy morderstwa, ale nie były na tyle wyeksponowane, żeby być źródłem emocji. Był też motyw lalek, które siedziały na szafie i mogłyby siać strach. Okazało się, że jak szybko wzbudziły przerażenie, tak samo szybko stały się czymś pozytywnym. Tego zabiegu kompletnie nie potrafię zrozumieć, bo przyznam szczerze, wiązałam z nimi nadzieje.

Ogólne wrażenia

Witkiewicz potrafi zaciekawić czytelnika, pisze lekko, a każda jej książka jest wciągająca. Podobnie jest w przypadku Cymanowskiego Młyna. W trakcie czytania nie ma się ochoty na to, żeby odłożyć ją nawet na moment. Jest to ciekawa powieść obyczajowa, w której losy bohaterów na różne sposoby są pogmatwane, ale, jak to u Witkiewicz bywa, wszystko kończy się dobrze. Gdybym miałam możliwość wprowadzenia jakiejś zmiany, to zdjęłabym z okładki niefortunny napis, który mówi, że książka jest połączeniem powieści obyczajowej z thrillerem, żeby nie mylić czytelnika. Mając odpowiednie podejście, czytając można zupełnie inaczej przeżyć lekturę.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o