Anima – nowy film Paula Thomasa Andersona [recenzja]

Paul Thomas Anderson wraca z nowym projektem filmowym. Reżyser wraz z muzykiem zespołu Radiohead, Thomem Yorkiem, zastanawiają się nad sensem codziennej rutyny w  nowym filmie krótkometrażowym Anima. 

Warto na początku zaznaczyć, że nie jest to pierwsza współpraca amerykańskiego reżysera (Nić Widmo, Magnolia, Boogie Nights) i angielskiego muzyka. Anderson mianowicie nakręcił kilka teledysków dla zespołu Radiohead (Daydreaming). Tym razem skupili swoje wysiłki na stworzeniu filmu krótkometrażowego tzw. One- Reeler. Jak się dowiadujemy z trailera jest to 10-12 minutowy film, popularny zwłaszcza w erze silent-movies. Oprócz tego sama produkcja odnosi się do nowo wydanego albumu Thoma Yorka o tej samej nazwie.

Bardzo cichy film

Co pierwsze rzuca się w oczy oglądając film, to jego cisza i mrok. Jedyny dźwięk pojawiający się w filmie to muzyka z nowej płyty Yorka. Notabene to właśnie lider Radiohead gra tam główną rolę. Pierwszy rzut kamery pokazuje nam ludzi w metrze, pokazanych w pozach uśpienia. Początkowo główny bohater stara się wyróżniać z tłumu i powstrzymywać się od zasypiania. Próbuje wybić się poza nich, jednakże jego wysiłki schodzą na marne i podporządkowuje się tłumowi. Tłum jest niemy, nie zwraca uwagi na indywidualności. Dopiero sytuację zmienia pojawienie się tajemniczej kobiety. To właśnie ona wyciąga go z marazmu.

Wspólny taniec

Etiuda właściwie opiera się na tańcu. Wszyscy w nim uczestniczą tak, jak gdyby łączyła ze sobą wszystkie żywoty. Każdy ruch nie pasujący do tańca, może zostać odebrany jak coś odmiennego. Główny bohater często próbuje wyjść z panującego rytmu. Jednakże wtedy inni uczestnicy zabierają go z powrotem do wspólnego tańca. Dopiero zdeterminowanie pozwala mu na połączenie się z kobietą, tworząc barwny duet. Co ciekawe za choreografię w filmie odpowiada Damien Jalet, współpracujący z Lucą Guadanino nad filmem Suspiria


Anima- nowy film Paula Thomasa Andersona [recenzja]

Magiczna atmosfera

Co jest najważniejsze w Animie to atmosfera zmysłowości. Nic nie jest tam zrobione przez stadium przypadku. Każdy element ze sobą współgra. Wynika to z dobrego połączenia muzyki i obrazu. Widz może się napawać tym obrazem i dosłownie wtopić się w niego. Film nie jest tez na tyle długi, by czar mógł szybko prysnąć. Wynika to z tego, że napięcie jest obecne od początku aż do końca.

Eksperyment Netflixa

Powyższy obraz pokazuje także, że Netflix otwiera się na nowe zjawiska w sztukach audiowizualnych. Prawdopodobnie będzie powstawało coraz więcej filmów tego typu (lub seriali), skupionych na artyzmie formy. Póki co jednak możemy rozkoszować się nowym filmem Paula Thomasa Andersona, a także nową płytą Thoma Yorka o tym samym tytule co film.

Film jest dostępny na serwisie streaminogwym Netflix, a także w wybranych kinach Imax

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o