Świetna rozwałka, tragiczne technikalia – oto Serious Sam 4

Serious Sam 4

Na Serious Sam 4 przyszło nam czekać 8 lata od ostatniej dużej odsłony. Zazwyczaj kiedy wielka marka każe nam tyle na siebie czekać, oczekiwania są wygórowane i łatwo się deweloperowi na tym przejechać. Na szczęście Serious Sam nie jest ani wielką, ani znaną z jakości marką. To seria od studia, które pokazało, że warstwa techniczna nie zawsze jest ich mocną stroną, ale potrafi za to dostarczyć kilku godzin dobrej nawalanki i testosteronu pompowanego hektolitrami przy akompaniamencie dobrej muzyki i czarnego humoru. Jak jest tym razem? Zapraszam do recenzji!

Chorwackie Croteam ostatniego dużego Serious Sama wypuściło w 2012 roku. Produkcja ta nie była pozbawiona wad, jednak oferowała przyjemną rozwałkę w zmiennych lokacjach. Serious Sam 4 wyszedł 24 września 2020 roku, tak więc dopiero 8 lat po premierze poprzednika. Swoją premierą gra miała na konsolach PlayStation 4, Xbox One i komputerach osobistych. Ogrywana przeze mnie wersja to właśnie ta na blaszaki, dlatego głównie o jej jakości się wypowiem. Co do samego Serious Sama zaś to gra nie zmieniła się gatunkowo. To nadal pierwszoosobowy shooter z masą broni, amunicji i tysiącami przeciwników do rozgromienia na dużych arenach. Twórcy nie wynajdują koła na nowo, co pozwalają graczom ponownie siać rozwałkę. Czym uzasadnioną?

 Znowu inwazja kosmitów? Yup!

Fabularnie gra kontynuuje motywy zapoczątkowane w poprzednich częściach. Wielka armia kosmicznego najeźdźcy Mentala kontynuuje swój podbój kosmosu. W swoich wojażach dociera do Ziemi i zsyła miliony swoich maszkar, by unicestwiły i zniewoliły ludzkość do ostatniego człowieka. Naprzeciw staje drużyna Poważnego Sama złożona z niego samego, Hellfire – charakternej pilotki śmigłowca, przepakowanego testosteronem żołnierza – Rodrigeza, młodego i fajtłapowego rekruta Kenny’ego oraz fana teorii spiskowych, Cartera. Muszą oni odnaleźć sposób na przeciwstawienie się obcym. Sposobem tym okazuje się znalezienie i militarne wykorzystanie Świętego Graala – starożytnego artefaktu, mającego moc ochrony Ziemi przed zagrożeniami. W poszukiwaniach do drużyny dołączy Ojciec Mikhail – spokojny duszpasterz, który problemy wiary rozwiązuje… SWOJĄ WIELKĄ STRZELBĄ!

Serious Sam 4
Amen

Dlaczego Wam to wszystko piszę? Ponieważ tworząc recenzję sam bardzo się zdziwiłem, że pamiętam imiona wszystkich bohaterów i potrafię coś o nich powiedzieć. Zazwyczaj po ograniu produkcji tego typu zapominam imion bohaterów zaraz po ich poznaniu. Mam okropnie słabą pamięć do nazw i potrzebuję sporo czasu, by skojarzyć, kto był kim. Tutaj jednak ich charakterek nie pozwolił mi o nich zapomnieć. Gra jest pełna czarnego humoru i wymienianych między bohaterami uwag. Główny bohater nawet przemierzając niektóre lokacje samotnie komunikuje się z drużyną przy pomocy krótkofalówki. Poza informowaniem  o celach misji wymieniają między sobą kąśliwe uwagi i rzucają masą one-linerów.

Serious Sam 4
Czasami część dialogów wyświetla się po angielsku. Niemniej zdarzyło mi się to max 3 razy.

Prawdziwy heros musi mieć one-linery

Zazwyczaj uważam to za tandetną wadę produkcji, jednak Serious Sam 4 bohaterowie są bardzo samoświadomi i organizują ogromny cringe fest polegający na wymianie tandetnych one-linerów. Dobrym przykładem jest sytuacja, gdzie młody Kenny uciekając przed wrogiem gubi but, ale udaje mu się wydostać z opresji. Sam kwituje to stwierdzeniem, że wypada to jakoś podsumować, na co rekrut odpowiada “chyba zgubiłem but”. W tym momencie ekran pokrywa się pociągnięciami pędzla, na środku kadru znajduje się Kenny pociągnięty cel shadingiem jak w dobrym komiksie (w ten sposób przedstawiano też inne postacie), a jako jego sławetny cytat wyświetla się “Kenny… zgubił swój but”. Od tej chwili wszyscy bohaterowie jeżdżą po młodym, wyciągając tamtą sytuację w odpowiednich momentach, a główny bohater Sam podróżując z Kennym uczy go odpowiednich odzywek mówiąc, że dobry bohater musi mieć swoje odzywki. Postaci są charakterystyczne i obecne w dialogach, nawet jeśli nie widzimy ich przez pół gry. Zabawny duet tworzą również fan teorii spiskowych i duchowny. Zwyczajnie przyjemnie się to ogląda.

Serious Sam 4
Też amen!

Poziom absurdu humorystycznego w produkcji jest bardzo wysoki, ale przy tym nienachalny. Filmiki zazwyczaj są krótkie, a większość wstawek odbywa się podczas walki lub przy przechodzeniu między lokacjami. Wykonane jest to płynnie i zwyczajnie trafiło do mnie jako fana czarnego i przesadzonego momentami humoru. Oczywiście, że wszyscy są przesadnie pewni siebie, oczywiście, że lekki cringe i przepompowany patos są obecne w grze. Ale wiecie co? To tylko pasuje do ogólnej konwencji i w ostatecznym rozrachunku sprawdza się bardzo dobrze stanowiąc tło dla świetnej rzeźni!

Nadajemy paczkę z ołowiem… płatność za pobraniem!

Przejdźmy jednak już w końcu do głównego dania produkcji. Przejdźmy do walki! Jak wspomniałem na początku, Serious Sam 4 jest shooterem pierwszoosobowym. Można co prawda przełączyć się na widok z trzeciej osoby, ale jest to tryb zrealizowany tak tragicznie, że nie wyobrażam sobie masochistę, który miałby się zdecydować przejść grę w taki sposób. Zasada jest prosta. Dostajemy do ręki spluwę i prujemy przed siebie. Droga do celu jest zawsze jedna i ta sama. Okazjonalnie możemy dostać pobocznego questa i zgarnąć nieco dodatkowego uzbrojenia idąc alternatywną ścieżką. Po drodze rozwalamy setki przeciwników różnego typu: bezgłowych strzelców, monstrualnych, jednookich stworów o wielkich barach, czterorękie jaszczury miotające samonaprowadzające kule, kościane, szarżujące koniopodobne stwory, popularnych bezgłowych bomberów wybuchających po kontakcie z nimi i wiele, wiele innych. Bestiariusz podobnie jak w poprzednich grach jest wybitnie okazały.

Serious Sam 4
Niekiedy w grze dzieje się naprawdę dużo!

Strzelać do przeciwników będziemy różnorakim arsenałem, chyba najobszerniejszym w serii. Poza podstawowymi pistoletem, strzelbą, karabinem znajdą się tutaj także wyrzutnia rakiet, granatnik, snajperka, minigun, strzelba obrotowa i wiele wiele innych, które możecie odkryć sami. Wszystkie bronie w grze brzmią dobrze, strzela się z nich przyjemnie i prawidłowo. Sam feeling trzymania i używania broni jest dość dobry, jednak daleko mu do poziomu Dooma, ale i budżet nie ten więc, nie należy tak bardzo karcić chorwackiego Serious Sama 4. Wiele z broni ma dwa tryby używania. Niektóre pozwalają tylko strzelać i celować przez celowniki optyczne. Inne jednak posiadają dodatkowe zastosowania, jak np. strzelba z granatnikiem przyczepionym od spodu, rakietnica mogąca załadować więcej rakiet automatycznie naprowadzanych na więcej niż jeden cel, czy granatnik w którym można zdetonować pocisk już w locie by rozpadł się na mniejsze i zadał większe obrażenia. Broni i sposób ich używania jest naprawdę sporo i ciężko się nimi znudzić.

Serious Sam 4

Alternatywne sposoby mordu

Poza bronią palną gra oferuje także specjalne limitowane gadżety znajdowane w grze. Niekiedy są to apteczki, których można używać, aby się uzdrowić (nawet ponad limit 100 punktów życia), innym razem będzie to ruchoma platforma z holograficznym wizerunkiem Sama, która odwróci uwagę przeciwników. Niekiedy jednak trafimy na dużo użyteczniejsze narzędzia, jak granat wywołujący Czarną Dziurę zasysająca wszystkich przeciwników w okolicy i zmieniająca ich w miazgę, lub gaz który sprawi, że nasi adwersarze rzucą się sobie do gardeł zamiast skupiać się na graczu. Opcji jest wiele, ale pozostałe pozwolę Wam odkryć podczas rozgrywki.

Jeśli szukacie więcej gier z dobrą rozwałką to polecamy Wam naszą recenzję Elderborn!

Do tego w grze nie rozwijamy się jedynie poprzez znajdowanie nowych pukawek. Co jakiś czas eksplorując lokacje, napotkamy na specyficzne fioletowe kryształki. Ich zniszczenie sprawia, że Sam może rozwinąć którąś ze swoich umiejętności. A trzeba przyznać, że te są całkiem użyteczne. Obok spotykanych w gatunku i niewyróżniających się, jak szybsze przeładowanie czy mniejsze obrażenia od ataków obszarowych, znajdziemy też bardzo ciekawe, jak możliwość trzymania w obydwu rękach tej samej broni, by podwoić ilość wypluwanych pocisków lub nawet opcję używania dwóch różnych broni jednocześnie. A to nie koniec, bowiem kolejne umiejętności pozwolą nam np. wykańczać dużych wrogów specjalnym widowiskowym chwytem (np. wyrwaniem oczu, złamaniem karku itp.), czy nawet dosiadać niektórych wrogów, by na ich karkach biegać po arenie, prowadząc ostrzał. Jest nawet możliwość wyrwania niektórych obiektów, jak znaki drogowe, i używania ich jako broni.

Serious Sam 4
Jazda na czymś takim daje sporo frajdy!

Ostateczna rozwałka

I kiedy pozbierać to do kupy, kiedy zebrać sporo różnorodnych broni i zróżnicowanych adwersarzy, spośród których każdy atakuje inaczej, ma inne czułe punkty i własny najlepszy sposób do pokonania, kiedy dodamy różnorodne gadżety i umiejętności, pole bitwy zmienia się w cudowny festiwal chaosu. I piszę o tym jako o WIELKIEJ ZALECIE. Gra rzuca na nas nierzadko dziesiątki, setki a i bywa, że tysiące wrogów jednocześnie. Musimy z nimi walczyć, unikać, zaganiać w kozi róg i wystrzeliwać. Widać, że sztuczna inteligencja nie ma rozbudowanego schematu zachowań. Całość jest prosta: IŚĆ W KIERUNKU SAMA I GO ZABIĆ. Same areny walki też nie należą do zbyt rozbudowanych. To nie Doom, gdzie otoczenie ma znaczenie, walka przypomina taniec i morze taktyki. Serious Sam 4 to dużo prostsza formuła. Tutaj się nie cacka, tutaj się zabija dziesiątki przeciwników tonami ołowiu. Jak zawsze w serii.

Serious Sam 4

Ten aspekt rozgrywki został zachowany z poprzednich odsłon. Walka jest masowa, satysfakcjonująca, choć w swoich założeniach prosta. Domyślam się, że części z Was może to nie odpowiadać. Możecie szukać nieco bardziej ambitnego doświadczenia i przedstawienia walki. Nie każdemu ten chaos musi przypaść do gustu. Mnie jednak przypadł. Muzyka pompuje adrenalinę, testosteron i przegięty patetyzm bohatera zachęca do walki, a żarty rozluźniają po wszystkim pozwalając połazić, pozbierać przedmioty, poszukać sekretów zanim rozpocznie się kolejne starcie. Lubię pętlę gameplayową tej gry. Lubię jak przechodzi od walki do zbieractwa, żartów i eksponowania fabuły. Jest w tym nienachalna, jak wspomniałem. Widać jednak, że każdy z tych elementów nie jest majstersztykiem i nie ma czegoś głębszego. To trochę jak z filmami: Doom czy inny F.E.A.R. są w tej materii wysublimowane, są jak dojrzałe przemyślane i zostawiające z natłokiem myśli kino niezależne, z kolei Serios Sam od zawsze był serią porównywalną do tandetnych komedii guilty pleasure, w których przepada się na dobrych kilka godzin.

Nie tak słodko

Jak się jednak oczywiście domyślacie, tam gdzie humor, muzyka, walka i rozwiązania gameplayowe stanowią słodycz produkcji, znajdzie się też sporo dziegciu, który skutecznie niektórych odrzuci od produkcji. Przede wszystkim wkurzać będzie warstwa techniczna. Gra jest zwyczajnie brzydka: tekstury nie są ostre, geometria obiektów nie stanowi zbyt złożonej, lokacje wydają się nienaturalnie zagospodarowane a całość potrafi solidnie chrupnąć nawet na sprzęcie ZNACZNIE przekraczającym wymagania minimalne. Do tego animacje twarzy czy ruchu postaci zachęcają do modlitwy do Boga Gamedevu, by w swej łasce obdarzył programistów talentem.

Nie wspomnę już o tym, że niektóre opcje graficzne wydają się nie działać, a wyjść za mapę jest banalnie. Niekiedy też można po prostu uciec przed pościgiem na jakieś wzniesienie i wymordować setki nawarstwionych przeciwników jednym strzałem z rakiety. Wrogowie znają tylko komendę “naprzód”, dlatego jeśli nie będą mogli dostać Sama, zaczną wbiegać w ścianę najbliżej niego. Sytuacji, gdzie jakiś wróg zablokował się na jakimś obiekcie i miałem muzykę do walki tak długo, aż go nie znalazłem, już nie zliczę.

Serious Sam 4

Do tego początek gry jest zupełnie inny od końcówki. Pierwszych 8 misji toczy się w Rzymie. I to jest najgorsze, co mogło tę grę spotkać. Wszystkie lokacje wyglądają tak samo, są wąskie i nieprzemyślane. Niemal bezustannie chodzi się po ruinach bez ładu i składu, oglądając te same kamieniczki (które choć urodziwe to przez połowę gry prezentują się tak samo, przez co zwyczajnie nudzą 😉 ). Do tego tekstury niemal żywcem wyjęte z poprzedniej gry studia, The Talos Principle. Z kolei za połową… no możemy porozmawiać! Zaczyna się zupełnie inna gra. Od momentu, w którym Sam trafia do Francji, Serious Sam 4 robi się produkcją o niebo lepszą. Lokacje są ciekawsze i bardziej rozległe, a walki stają się bardziej epickie.

Serious Sam 4

Mam wprost ochotę Was prosić – dajcie Serious Sam 4 szansę i nie zrażajcie się pierwszymi paroma godzinami gry. Twórcy nie mieli za cholerę pomysłu jak zacząć i widać to bardzo dosadnie. Zdecydowanie część w Rzymie można by wyrzucić (no może poza końcówką i użyciem specjalnej papieskiej zabawki jako narzędzia do walki z najeźdźcą).

I na sam koniec w kwestii wad: kilka razy w ciągu gry napotkamy na pojazdy. Są całkiem zabawne, jednak model jazdy w tej produkcji jest tak zły, jak tylko mógł być marginalny model wykorzystany w zaledwie kilku momentach.

Serious Sam 4

Podsumowując: Serious Sam 4 uprzyjemnił mi kilka wieczorów. Nie jest produkcją wybitną, ale też od początku nie liczyłem na taką grając w poprzednie odsłony. Trochę zabrakło mi wybitnie ciekawych lokacji jak świat obcej cywilizacji czy Egipt i piramidy z poprzednich części. Jednak mimo wszystko trzon został zachowany: to nadal świetna rozwałka okraszona dobrym humorem. Szkoda, że trzeba coś przeboleć, by przejść do smakowitej końcówki, jednak lepszy taki Serious Sam niż żaden. Jak wyjdzie kolejna część, chętnie po nią sięgnę. Fanom poprzednich części polecam w ciemno, nowym graczom polecam zastanowić się, czy wady ich nie odrzucą. Jeśli nie: będziecie bawić się dobrze. Po prostu wiedzcie, po co sięgacie 🙂 . Powodzenia!

Serious Sam 4

GRĘ DO RECENZJI UDOSTĘPNIŁ GOG.COM. MOŻECIE JĄ KUPIĆ TUTAJ. OPINIA ZAWARTA W RECENZJI NALEŻY W CAŁOŚCI DO AUTORA. 

Demon’s Souls – zagadka tajemniczych drzwi rozwiązana

Demon’s Souls – zagadka tajemniczych drzwi rozwiązana