Polskie gitary mają się dobrze! | Recenzja debiutanckiego albumu Modern Lies

“Debiutancki album” – wiele perspektywicznych kapel już na starcie odbijaj się od tego hasła. Swój pierwszy album w końcu wydała kapela pochodząca z okolic Żywca – Modern Lies. Czy ich Ekstrawertyka sprostała oczekiwaniom?

Modern Lies – Ekstrawertyka

Łatwo jest założyć zespół, jednak zdecydowanie trudniej konsekwentnie go rozwijać i tworzyć oryginalny materiał. Dla wielu kapel wydanie debiutanckiego krążka jest czymś wyjątkowym – spełnieniem marzeń. W listopadzie 2019 roku swoje święto obchodził zespół Modern Lies. Po długim procesie twórczym wydał swój upragniony album studyjny. Pora poznać moją opinię dotyczącą tego wydawnictwa.

Trudne początki Modern Lies

Żeby w pełni docenić efekt końcowy, jakim jest debiutancki krążek, należy zagłębić się w sytuację zespołu. Przede wszystkim problemem były odległości między członkami zespołu. Każdy z muzyków mieszka w innym mieście, co mocno utrudniało wszystkie tematy związane z działalnością zespołu. W takiej sytuacji próby zespołu odbywały się wyjątkowo rzadko, a i większość spraw związanych z płytą załatwianych było na odległość. Jak pewnie rozumiecie, ciężko o tworzenie muzyki w takiej aurze. Mimo logistycznych problemów Paweł, Dawid, Tomek, Rafał i Maciek zdecydowali się rozwijać zespół i pomału pracować nad swoim materiałem. Gdy było już jasne, że album musi się pojawić, objawiły się problemy natury ekonomicznej. Wydanie płyty to dosyć kosztowna zachcianka, a zespół za wszystko płacił ze swojej kieszeni. Nie było wsparcia sponsorów czy wytwórni płytowej. Problemy te spowodowały, że proces twórczy trwał nieco dłużej, niż zakładał zespół. Na szczęście determinacja i wielkie chęci Modern Lies popłaciły i teraz możemy słuchać Ekstrawertyki.

Ekstrawertyka – radość, rytmika oraz… pewne obawy.

To jaka w końcu jest ta Ekstrawertyka? Przede wszystkim to bardzo spójny, melodyjny materiał, przepełniony chwytliwymi, gitarowymi riffami. Wszystko to podlane dobrymi tekstami, których w znacznej większości autorem jest Paweł Tetłak – wokalista zespołu. Przed wydaniem albumu miałem trochę obaw. Widząc tracklistę płyty zobaczyłem, że pojawia się tam sporo materiału, który zespół publikował na początku swojej muzycznej drogi. Wszystkie te utwory otrzymały nowe aranżacje i myślałem, że będą one zbyt przekombinowane. Na szczęście moje obawy zostały rozwiane już po pierwszym odsłuchu albumu. Nowe wersje brzmią dużo lepiej niż ich pierwowzory. Produkcja stała na wyższym poziomie, a i warstwa wokalna uległa zdecydowanej poprawie.

Najlepsze momenty Ekstrawertyki

Ekstrawertyka to naprawdę dobry album, który spisuje się doskonale jako zamknięta całość. Jednak nawet tutaj można znaleźć wyróżniające się fragmenty. Do tych najlepszych śmiało można zaliczyć utwór Paszporty. Jest to pierwszy singiel zapowiadający Ekstrawertykę. W sieci pojawił się on na długo przed premierą albumu i od początku uważałem, że to kawał dobrej rockowej muzy! Moja opinia nie zmieniła się do dnia dzisiejszego. Jest to również jeden z najmocniejszych utworów na krążku. Nic dziwnego, że  do dziś śmiga on po rockowych stacjach radiowych. Wyróżniając te najlepsze piosenki, warto wspomnieć również o Nowym Roku. W tej kompozycji najbardziej zachwyca gitarowy riff otwierający utwór i świetnie brzmiąca perkusja. Całość jest skoczna i taneczna. Czuć tutaj spory potencjał singlowy.

Single dają rade!

A jak wypadają pozostałe single na krążku? Gdy premiera albumu była już “klepnięta”, ruszyła machina promująca to wydawnictwo. Jeszcze przed jej datą Modern Lies opublikowali dwa pełnoprawne single wraz z teledyskami. Mowa tutaj o piosenkach Schematy oraz Listopad. Obie kompozycje są świetnie wyprodukowane, brzmią bardzo dobrze. Schematy to dużo bardziej skoczna i radosna piosenka, natomiast Listopad to materiał bardziej delikatny i melancholijny. Ten drugi w moim odczuciu posiada bardzo popowy charakter i nie zdziwiłaby mnie jego obecność w najpopularniejszych stacjach radiowych w Polsce.

Perełka na koniec

Twórczość Modern Lies nie jest mi obca, słuchałem ich jeszcze przed wydaniem amatorskiej ep-ki Mimo Wszystko. Utwory, które pojawiły się na ich debiucie przypadły mi do gustu, ale jednocześnie niespecjalnie mnie zaskoczyły. Po prostu wiedziałem, czego się spodziewać. Jednak Ekstrawertyka posiada jedną perełkę, która pozamiatała mnie totalnie. Mowa o kończącej album Perspektywie. Produkcyjnie i muzycznie utwór wyraźnie odstaje od wcześniejszych kompozycji. Słuchając piosenki pierwszy raz, wyczuwałem silne inspiracji muzyką Foals. Perspektywa wyróżnia się przestrzennymi dźwiękami, wolno się rozwija, a gdy dochodzi do punku kulminacyjnego, to aż poraża energią. Muszę powiedzieć, że jestem zakochany w stylu jaki w tym numerze zaserwowali Modern Lies. Każdy może interpretować muzykę na swój sposób. Dla mnie Perspektywa idealnie domyka klamrą debiutancki krążek zespołu o którym każdy z członków marzył. Doskonale opisuje to fragment teksu:

Teraz czuje, że wygrałem, bo doszedłem tu sam
Nie podał nikt na tacy, bez koneksji, bez łask
I nieważne co się stanie, teraz spokój już mam
Że warto było marzyć, gonić, zaklinać czas

Dobre, bo polskie

Uwielbiam brytyjskiego Indie-rocka. To dzięki fascynacji muzyką z Wysp, zacząłem zajmować się pisaniem o muzyce. Ewidentnie widać, że Modern Lies czerpią również sporo inspiracji muzyką gitarową z Wielkiej Brytanii. Ale zrobili to w ciekawy sposób, decydując się na śpiewanie wyłącznie w języku polskim. Na naszym rynku jest już wystarczająco dużo zespołów, chcących brzmieć jak brytyjskie kapele. Na szczęście Modern Lies doskonale połączyli wyspiarski charakter z nutą polskości. Słuchając ich muzyki poza zespołami z UK, słychać też wpływ tych najważniejszych indie-rockowych zespołów z Polski – Much czy Neonów. Na szczęście Modern Lies uniknęli kopiowania od innych tego, co najlepsze, a do swojej muzyki dołożyli również coś od siebie.

Podsumowanie

Reasumując, Modern Lies wykonali kawał solidnej roboty. Ekstrawertyka to w żadnym stopniu nie jest materiał innowacyjny. Pełen jest on patentów, które już gdzieś słyszeliśmy. Ale w końcowym rozrachunku nie można uznać tego za wadę. Zespół czerpał inspirację z różnych wykonawców, oddając masę serca i emocji, które zauważalne są głównie w tekstach. Fajnie, że zespół nie śpiewa o “byle czym”, a z reguły teksty mają możliwość różnej interpretacji, co mocno cenię w warstwie lirycznej. Panowie pracowali długo i ciężko, a Ekstrawertykę mogą uznać za sukces. Mam nadzieję, że jakaś wytwórnia pomoże chłopakom przy tworzeniu drugiego krążka. Ten, jeśli będzie utrzymany w stylistyce zaprezentowanej na Perspektywie – może być absolutnym hitem!

Zachęcam do śledzenia zespołu na portalach Facebook oraz Instagram