Soulstone Gathering Afterburner [relacja]

fot: oficjalny FB imprezy

I jesienny cykl koncertów spod znaku Soulstone Gathering dobiegł końca. 29 listopada 2018 w krakowskiej Alchemii odbyła się ostatnia impreza, SG Afterburner. Na scenie stanęły trzy zespoły: Spirit, Black Tundra i Deaf Radio. Zapraszam na krótką relację.

Czwartkowy wieczór, pierwsze mrozy, za oknem ponura jesień. No, ale jak cykl się kończy, to nie ma wyjścia, należy godnie się pożegnać. Cel – krakowska Alchemia i Soulstone Gathering Afterburner. Dwie pierwsze imprezy uznać należy za ogromy sukces. Zarówno podczas Warm Up Party w Alchemii, jak i SG Festival w Zet Pe Te zabawa była przednia. Pod każdym kątem. Nie inaczej było i teraz. Chociaż jedna rzecz nie zgodziła mi się tuż po przekroczeniu progu klubu… ale o tym na koniec.

Spirit – czy ja mam coś nie tak z głową?

Zajmijmy się daniem głównym, muzyką. Za otwarcie wieczoru odpowiedzialny był warszawski duet, Spirit. Niestety, jak to bywa, jak wyjedzie się zbyt późno, spóźniłem się na sam początek ich występu. Na szczęście set chłopaków trwał niecałą godzinkę, mogłem więc spokojnie zanurzyć się w rozjammowane, gwiezdne doomy. Delikatny znak zapytania zaświecił mi się w głowie, jak spojrzałem na scenę. Tylko dwie osoby? A tak gęsto to brzmi? No nieźle. Zacząłem się więc zastanawiać, czy przypadkiem mój słuch albo mózg nie zaczynają szwankować. W końcu na koncertach raczej nie jest cicho.

No, ale tak, było gęsto. Co więcej śmiem twierdzić, że gdzieś pojawiała się linia basu. A tam tylko bębniarz i gitarzysta. Ok, być może grał w bi ampie. Przyznam, że nie miałem okazji przysłuchać się dokonaniom zespołu, a i na ich koncerty miałem nie po drodze. Na szczęście nadrobiłem zaległości. Świetna, wkręcająca się muzyka. Ciężka, mroczna i lekko psychodeliczna. Momentami wchodząca w spejsowe rejony, momentami nieco szybsza i bardziej metalowa. Generalnie świetna. Wieczór rozpoczął się ciekawie.

Black Tundra – podróż w nicość!

Po krótkiej przerwie i hauście świeżego krakowskiego powietrza nadszedł czas na kolejną ekipę. Kolejny zespół na scenie, Black Tundra. Kolejna kapela ze stolicy. Widziałem ich wcześniej i pozytywnie zaskoczony ich występem skrzętnie skorzystałem z okazji, by zobaczyć ich znowu. W zupełnie innych warunkach. Obskurna, agresywna i pokręcona muzyka warszawskiego kwartetu idealnie pasowała do dusznego, zadymionego i ciemnego klubu.

Tak, Spirit był ciężki, jednak w ich muzyce było nieco więcej kolorów. Nie można tego powiedzieć o Black Tundra. Ciężar, to jedna rzecz, jednak ich depresyjny, ponury klimat, to zupełnie inne obszary. Grobowa atmosfera była niesamowita, a potężne brzmienie i ciemne ściany Alchemii, tylko spotęgowały wrażenie krótkiego pobytu w niebycie. Uwielbiam ten band. Dwie gitary, kolosalna sekcja i wokal, a raczej pełen bólu i wkurwienia ryk. Palce lizać.

Deaf Radio – gorąca plaża w Alchemii

I nagle nad Krakowem pojawiło się słońce. A może pojawiło się ono w Alchemii? Zdecydowanie tak. Daniem głównym Soulstone Gathering Afterburner był występ Deaf Radio. Cóż, to był kolejny zespół ze stolicy. Jednak to była stolica pewnego niewielkiego państwa na południu Europy. Pochodzący z Aten kwartet ostatecznie rozdał karty. I udowodnił, że szaleństwo może mieć nieco lżejszy kaliber. Przyznaję, po poprzednich występach, koncert Deaf Radio był niczym odpoczynek na słonecznej plaży.

Świetne gitary, luźne, pomysłowe, brzmiące doskonale. Sekcja rytmiczna pełna energii. Rewelacyjne wokale. A wszystko podane w niezwykle genialny sposób. Pisząc relacje z koncertów raczej unikam porównań zespołów do innych zespołów (zespół X gra jak Black Sabbath, wiecie o co mi chodzi), jednak muszę to napisać. Deaf Radio, to grecka odpowiedź na Queens Of The Stone Age. Nie żaden cover band, nie kalka, po prostu odpowiedź. Zamykam oczy i w uszy wbija się QOTSA, słucham dłużej i myślę, hmm, coś jest nie tak, to nie oni.

Deaf Radio, mimo krótkiego stażu na scenie, wypracował sobie swój własny, unikalny styl i zbliżył się niebezpiecznie blisko w stronę dokonań Homme’a i spółki. Owszem, inspiracje są bardzo wyraźne, ale uwierzcie, mało zespołów potrafi pokazać inspirację, nie będąc jej kalką. A im się udało w pięknym stylu.

Podsumowanie – było miło!

Koncerty się skończyły, zaczęło się podsumowanie. Liczę, że czytając skupiliście chociaż trochę uwagi na tekście i pamiętacie, że wspomniałem o delikatnym zgrzycie? Otóż, powiedzcie mi gdzie byliście? Dawno nie byłem na koncercie, na którym było tak niewiele ludzi. Aż łezka się w oku zakręciła. Świetne zespoły, pogoda sprzyjająca, a w Alchemii pusto. Wiem, czwartek, praca, bla bla bla. Bilety za drogie? Zbyt mało znane zespoły? Za mała promocja? Na wszystkie zadane pytania odpowiadam przecząco. Wasza strata, bo było pięknie. Mimo niewielkiej ilości słuchaczy, kapele wypruwały z siebie flaki. To był cudowny wieczór. Czuję się zaszczycony, że mogłem w tym uczestniczyć, bardzo fajna domówka (prawie) z tego wyszła. No, to do zobaczenia w 2019 roku, na kolejnych koncertach ekipy Soulstone Gathering!

Maciej Juraszek