Muzycy, którzy mają dość swoich największych hitów

Muzycy, którzy mają dość swoich największych hitów
Radiohead, zespół, który nie gra swojego wielkiego przeboju

Każdy muzyczny artysta ma choć jeden utwór, z którym jest utożsamiany najczęściej. Nierzadko ten jeden wielki hit niesie za sobą falę sławy, ciągłą emisję w rozgłośniach radiowych, uwielbienie fanów, ale może też najzwyczajniej… “przejeść się”.

Setlista bez tej piosenki byłaby niepełna. Podczas koncertów to właśnie jej słowa są wykrzykiwane najgłośniej. Z całej dyskografii wyróżnia ją uwielbienie fanów, ogromna ilość odsłuchań czy ściągnięć. Jeżeli jest ktoś, kto mógłby takiego przeboju nie lubić… to tylko ten, który musi go ciągle wykonywać. Oto muzycy, którzy mają dość swoich największych hitów.

Led Zeppelin – Stairway to heaven

Przeciwko tej kompozycji, jako pierwszy wyszedł sam Robert Plant. Miał jej najzwyczajniej dość. Jak wspominał – “Wybuchnąłbym, gdybym musiał to śpiewać na każdym koncercie. To nie jest dla mnie. Śpiewałem to na wystawie Atlantic Records, bo jestem stary i zbyt miękki na to. To był mój sposób na podziękowania Atlantic, ponieważ jestem z nimi od 20 lat, ale dla mnie nie ma już Stairway to Heaven.

Radiohead – Creep

Niestety, jednym z najbardziej ulubionych utworów tego zespołu jest ten, którego najbardziej nienawidzą. Thom Yorke nazwał go „gównem” i odpowiedział na prośbę fana, krzycząc: „Spierdalaj, jesteśmy już tym zmęczeni!”. Zespół poszedł jednak na małe ustępstwa. Po tej deklaracji niechęci do Creep, Radiohead zagrali tę piosenkę najpierw w 2001 roku, potem w 2009, a ostatnio na początku czerwca w 2016 roku. Prawdopodobnie będziemy musieli poczekać do około 2023 roku nim ponownie przyjdzie nam usłyszeć utwór na żywo.

Madonna – Like a virgin

Dla Madonny odrzucenie różnych przełomowych przebojów jest mniej aktem rozdrażnienia, a bardziej pokazem wzrostu jako artystki. Dość regularnie odrzuca swoje stare hity. W 2008 roku opowiedziała nowojorskiemu Z100 FM: „Nie jestem pewna, czy jeszcze raz będę w stanie śpiewać Holiday czy Like A Virgin. Po prostu nie mogę – chyba, że ktoś zapłacił mi 30 milionów dolarów lub coś takiego”. W 2009 roku podwoiła swój atak na Like a Virgin, mówiąc: „Z jakiegoś powodu ludzie myślą, że kiedy idziesz do restauracji lub wybierasz się na zakupy, chcesz usłyszeć jedną ze swoich własnych piosenek. To akurat ta, której nie chcę słyszeć.” W 2015 r. Zwróciła uwagę na kolejny hit, opowiadając magazynowi US Weekly: „Moim najmniej ulubionym materiałem jest Material Girl. Nigdy, przenigdy nie chcę tego słyszeć!”

Paramore – Misery Business

To jedna z tych piosenek, która zestarzała się nie najlepiej, a nawet się przedawniła. Misery Business to agresywny pop-punkowy utwór z 2007 roku. Album Riot!, z którego pochodzi Miz-Biz sprawił, że Paramore stali się sztandarowym zespołem alternatywnego rocka. Teraz Paramore z Hayley Williams na czele zdecydował, że przestaną wykonywać swój znamienny hit na żywo. Williams, która jest autorką tekstu, zarzucano antyfeministyczny, wręcz seksistowski, przekaz. Chodzi głównie o fragment: Once a whore, you’re nothing more, I’m sorry, that will never change, (Gdy raz zachowasz się jak dziwka, nie jesteś niczym więcej; przykro mi, to się nigdy nie zmieni). Wokalistka podkreślała wielokrotnie, że tekst pisała będąc nastolatką, a teraz jako trzydziestolatka nie chce być utożsamiana z takim przekazem. Mimo tego, że reakcja na zarzuty była wyczekiwana, decyzja zespołu zawiodła wielu fanów.

Beastie Boys – (You Gotta) Fight for Your Right (To Party!)

Grupa wycofała się ze dalszego propagowania swojego największego przeboju, gdy zdali sobie sprawę, że nie każdy jest w stanie wyłapać jego ironiczny ton. Jak wyjaśnił Mike D: „Mogliśmy wzmocnić pewne wartości niektórych osób w naszej publiczności, gdy nasze własne wartości były w rzeczywistości zupełnie inne. Było mnóstwo facetów śpiewających do Fight for Your Right, którzy nie zdawali sobie sprawy z tego, że jest to dla nich kompletna głupota”.

R.E.M – Shiny Happy People

R.E.M zawsze mieli poczucie humoru, jeśli chodzi o własną niechęć do niemożliwie wesołego Shiny Happy People. W pewnym momencie kariery nazwali siebie Furry Happy Monsters (w komplecie z Muppetową podobizną gościnnej wokalistki Kate Pierson) i zagrali piosenkę dla Ulicy Sezamkowej. Ciężko jednak o to, by zespół chciał kiedykolwiek wykonać ten utwór na żywo, a już na pewno nie w całości. Przez całą karierę, udały się zaledwie dwa pełne wykonania piosenki w 1991 roku, nim zniknęła z setlisty na zawsze. Michael Stipe również nie był subtelny w stosunku do swoich uczuć wobec uderzenia. „To owocowa piosenka pop, napisana dla dzieci”, powiedział w BBC w 2016 r. „Właśnie tak jest. Gdyby była jedna piosenka, która zostałaby wysłana w kosmos, by reprezentować R.E.M, nigdy nie chciałbym, żeby to było Shiny Happy People.”

Panic! at the disco – I Write Sins, Not Tragedies

Mało którym artystom udaje się stworzyć ponadczasowy hit zaledwie debiutując – chyba że mowa o Panic! at the disco i I Write Sins, Not Tragedies z pierwszej płyty zespołu, A Fever You Can’t Sweat Out. Po niemal czternastu latach hit nadal stanowi nienaruszalną część setlisty. Brendon Urie stanowiący aktualnie jedyny człon zespołu przyznał nawet, że “nie nienawidzi” słynnego I Write Sins…. Mówiąc poważniej, wokalista dodał: „Uwielbiam grać nowe utwory, ale granie starych rzeczy na żywo, dla mnie zmienia znaczenie tych piosenek. Kiedy gram i słyszę, że nowi fani i starzy fani śpiewają mi stare piosenki, te utwory po prostu rosną.” Poniższa kompilacja nagrań z koncertów P!ATD, która szybko obiegła internet, może sugerować jednak co innego. Podczas jednego z występów Urie pozwolił sobie na komentarz w trakcie wykonywania hitu – “Ku*wa, jak ja mam dość tej piosenki!”… Po czym spokojnie ją kontynuował.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o