Jak Feniks z popiołów? Rita Ora – Phoenix [recenzja]

Rita Ora - Phoenix
okładka albumu Rita Ora - Phoenix

Od debiutu Rity Ory minęło już ponad 6 lat. W 2012 roku, szerzej nieznana dziewczyna szturmem podbiła listy przebojów utworami takimi jak Radioactive czy R.I.P. Po koniec zeszłego roku wokalistka w końcu wydała długo oczekiwany, drugi krążek zatytułowany Phoenix. Czy warto było czekać tyle lat na to wydawnictwo?

Debiutancki album Ora był naprawdę niezłym jak na tamte czasy albumem. Posiadał całkiem ciekawą aranżację, dobre rytmiczne bity i oryginalny wokal egzotycznej wokalistki. Słuchając tych piosenek teraz, można odnieść wrażenie, że album nie przeszedł próby czasu. Teraz brzmi bardzo anachronicznie, a ogólne odczucia są raczej negatywne. Dziwi mnie fakt, że mimo komercyjnego sukcesu krążka, wokalistka tak długo zwlekała wydaniem nowego materiału. Zamiast zajmować się tym w czym jest dobra, Rita Ora wolała zajmować się grą w wątpliwej jakości filmach, romansach z celebrytami i świeceniem tyłkiem na Instagramie. Oczywiście w międzyczasie wokalistka od czasu do czasu dzieliła się jakimiś lepszymi i gorszymi singlami takimi jakI Will Never Let You Down czy Poison. Nigdy jednak nie przerodziło się to w zapowiedź pełnoprawnego albumu. Doszło do sytuacji, w której tegoroczna premiera przestała mnie zupełnie interesować. Do albumu podszedłem z ogromną rezerwą i w zasadzie beż żadnych oczekiwań.

fot. materiały prasowe

Czy to jest album Rity Ory? Nad płytą pracowały tłumy ludzi

Muzyka pop wciąż ewoluuje i wytacza nowe ścieżki. Nie inaczej jest z muzyką urodzonej w Kosowie Rity Ory. Artystka musiała się dostosować do aktualnych trendów w muzyce, żeby liczyć na uznanie i sukces sprzedażowy. Pod względem taneczności i przebojowości, album robi niezłą robotę. Piosenki są proste, słucha się ich przyjemnie i zostają w głowie jeszcze spory czas po przesłuchaniu. Phoenix ciężko nazwać tak naprawdę autorskim tworem Rity Ory, gdyż przy całości pracowało wielu twórców. Nie jest to oczywiście nic nowego w muzyce z pogranicza popu i r’n’b. Takie praktyki są w dzisiejszych czasach niestety normą. Na szczęście Rita nie jest wyłącznie odtwórczynią piosenek na albumie. Przy wielu kompozycjach maczała swoje palce, pisząc teksty. Niestety nie jest ona jedyną twórczynią utworów, więc ciężko stwierdzić jaki jest jej realny udział w procesie tworzenia.

Rita Ora – Phoenix | Album wypełniony singlami

Odsuwając na bok udział artystki w procesie tworzenia albumu, skupmy się na gotowym dziele. Phoenix otwiera singiel Anywhere, którego premiera odbyła się ponad rok przed premierą albumu. Znając historię wydawniczą wokalistki, ciężko było spodziewać się, że singiel ten jest zwiastunem nadchodzącego krążka. Głównym twórcą utworu jest Alesso – Szwedzki DJ i producent muzyczny. W singlu słychać mocne wpływy muzyki EDM, ale znając nazwisko współtwórcy, fakt ten nie może dziwić. Jest to lekki, przyjemny singiel z mocno wakacyjno-imprezowym klimatem. Kolejna na liście znajduje się piosenka Let You Love Me, która oczywiście też została wybrana singlem promującym album. Natomiast jego premiera odbyła się na chwilę przed premierą krążka. Z wszystkich singli na albumie jest to utwór z największym potencjałem. Ma w sobie coś, co sprawia, że z każdym kolejnym odtworzeniem podoba się coraz bardziej.

Oczywiście nie jest to w żaden sposób utwór przełomowy, zmieniający podejście do muzyki pop, czy zmieniający jej oblicze. Charakteryzuje się on chwytliwym refrenem i mocno elektronicznym bitem co wystarcza, do podbicia list przebojów rozgłośni radiowych na świecie. Nie jest to sztuka wysokich lotów, ale takie utwory też są potrzebne.

Rita Ora bez pomysłu na siebie

Trzecia piosenka na krążku – New Look posiada bardzo infantylny, bardzo słaby tekst. Czy naprawdę we współczesnej muzyce można śpiewać wyłącznie o sprawach sercowych, chorej zazdrości i zdradach? Aż tak nisko upadła współczesna popkultura? Sama muzyka niestety też nie robi specjalnego wrażenia. Producenci Jack & Coke nie popisali się i specjalnie nie mają z czego być dumni. Szkoda, bo ich współpracę z m.in. Charli XCX wspominam bardzo dobrze, a w tym przypadku się nie udało. W moim odczuciu jest to jeden z najsłabszych momentów albumu.

Śmierć napędza sprzedaż

Śmierć artysty to zawsze element napędzający sprzedaż. Widać to doskonale na przykładzie Michaela Jacksona, którego albumy zaraz po śmierci zaliczyły spore wzrosty sprzedaży. Na rynku masowo pojawiały się gadżety z podobizną muzyka oraz przeróżne kompilacje The Best Of. Tragedia Tima Berglinga, znanego jako Avicii nie napędziła biznesu tak jak śmierć Jacksona, Prince’a czy Bowiego, ale utwory szwedzkiego DJ’a zaczęły częściej lecieć w radio i zajmować wyższe pozycję na platformach streamingowych. Niedługo przed tragiczną śmiercią Tima, został utworzony utwór Lonely Together, w którym gościnnie pojawiła się Rita Ora.

O zmarłych z reguły nie mówi się źle, ale piosenka jest tragiczna. Muzycznie słychać pewne wypalenie DJ’a a wokal Rity jest po prostu nijaki. Utwór usilnie promowany przez wytwórnie, wzmocniony samobójczą śmiercią Avicii’ego. Absolutnie nie rozumiem obecności piosenki na płycie wokalistki. Z punktu widzenia czysto biznesowego ma to sens, ale artystycznie bardzo negatywnie odbija się na jakości krążka Phoenix. Obecność utworu na płycie spowoduje również obecność na setliście podczas koncertów, a to będzie doskonałym momentem do przypodobania się fanom zmarłego Szweda. Zupełnie tego nie kupuje.

Słaby singiel i dwie perełki

Kolejna piosenka, kolejny singiel, kolejne rozczarowanie. Your Song brzmi jak odrzut z sesji nagraniowych do debiutu. Po raz kolejny, miałki, nieciekawy tekst i po raz kolejny słaba linia melodyczna, a momentami jej zupełny brak. Więcej muzyki uświadczymy w utworach Eda Sheerana, aniżeli w produkcie Rity Ory. Co powinno mówić samo za siebie. Jeżeli singiel ma zachęcać do przesłuchania całego wydawnictwa, to Your Song nie wywiązało się ze swojego zadania. Na szczęście później choć na chwilę otrzymujemy lepszy fragment albumu za sprawą Only Want YouFirst Time High. Oba utwory posiadają zróżnicowaną, oryginalną aranżację i dobrze pasują do wokalnych umiejętności piosenkarki. Szczególnie dobrze brzmią delikatne symfoniczne dźwięki w First Time High.

Niezła piosenka do słabego filmu

Po dwóch dobrych piosenkach przyszła pora na kolejnego komercyjnego potworka. Mowa oczywiście o For You – utworu napisanego na potrzeby filmu Fifty Shades Freed. Utwór nagrany wspólnie z Liamem Paynem (One Direction). W zasadzie nie wiem co mogę powiedzieć o tej kolaboracji. Do filmu pasuje idealnie, spełnia wszystkie normy współczesnej muzyki pop. Mam jednak wrażenie, że na albumie znalazła się trochę na siłę. Wiadomo, że płyta z naklejką „zawiera hit For You” sprzeda się lepiej. Z kolei nagrana razem z Rudimental Summer Love to bardzo dobra piosenka. Utwór wpisuje się w dotychczasowe dzieła zespołu. Mocno imprezowy, taneczny skrojony pod letnie festiwalowe szaleństwo. Charakter kompozycji przypadł mi do gustu, a ciepłe słowa można też powiedzieć w kierunku wokalistki. Rita bardzo sprawnie operuje głosem, po raz pierwszy na albumie pokazując „coś więcej”.

Kobiety rządzą?

Girls to popowa superprodukcja, w której udział poza Ritą Orą biorą udział Charli XCX, Bebe Rexha oraz Cardi B. Nie jest to zbyt ambitna muzyka, bardziej należy rozpatrywać to w kategorii pewnego eventu. Cztery niezwykle popularne artystki z różnych światów, spotykają się i nagrywają piosenkę-manifest na cześć kobiet. Chciałbym powiedzieć, że na pierwszy plan wysuwa się tutaj, recenzowana przeze mnie artystka. Jednak w tym przypadku największe wrażenie zrobiła na mnie rewelacyjna Cardi B.

Sporą zmianą dla mocno imprezowego charakteru utworów, jest Keep Talking nagrany przy pomocy Julii Michaels. Szkoda tylko, że po raz kolejny gościnna artystka, przejmuje pałeczkę. Świetny, nieco zachrypnięty, ale jednocześnie aksamitny wokal tworzy bardzo klimatyczną aurę, która niszczona jest z każdym wejściem Rity. Chyba nie o to chodzi, prawda?

Świetny utwór na zakończenie albumu

Album Phoenix zamyka kolejna powolna, bardziej spokojna kompozycja z bardzo ciekawym i przede wszystkim oryginalnym motywem przewodnim – Hell Of A Life. Tym utworem artystka udowodniła, że można nagrać klimatyczną, bardziej ambitną piosenkę z popową otoczką i charakterem. Takich utworów zdecydowanie brakuje na najnowszym albumie wokalistki. Szkoda, bo to zdecydowanie najlepsza piosenka nie tylko na tym albumie, ale i w całej karierze Rity!

Rita Ora – Phoenix: Ostateczny werdykt

Podsumowując, album Phoenix to zbiór komercyjnych singli, niekiedy wciśniętych na siłę w celu maksymalizacji zysków. Na tym zabiegu, album stracił swój charakter. Utwory są bardzo niespójne, a w wielu przypadkach po prostu słabe. Pewnym światełkiem w tunelu są piosenki Hell Of A LifeorazFirst Time High, które udowadniają, że Rita Ora może jeszcze nagrać coś przebojowego i ambitniejszego zarazem. Niestety Phoenix jako całość jest albumem przeciętnym, nie mającym startu do ostatnich wydawnictw Ariany Grande, Taylor Swift czy Dua Lipy. Miejmy nadzieję, że z kolejnym wydawnictwem Rita Ora powstanie jak Feniks z popiołów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here