Polski Neil Gaiman w spódnicy?

Polski Neil Gaiman w spódnicy?
fot. Agnieszka Szachowska

Porównywana do twórczości Neila Gaimana. Określana jako współczesna baśń. Czy książka Gdzie śpiewają diabły Magdaleny Kubasiewicz faktycznie jest taka dobra?

Siostra bliźniaczka Piotra, Ewa, zaginęła. Mimo intensywnych poszukiwań, dziewczyny nie znaleziono. Mężczyzna nie potrafi się z tym pogodzić. Dziewięć lat później pojawia się nowy trop – zdjęcie zaginionej znaleziono w rzeczach Patrycji – dziewczyny, zamordowanej w miasteczku Azyl. Piotr jedzie tam, ale na miejscu zamiast pomocy natrafia na zmowę milczenia, mieszkańców, którzy zdają się mieć nie po kolei w głowie oraz na upiorną opowieść, która ma tyle wersji, ile mieszkańców liczy Azyl…

Czy Piotrowi uda się odnaleźć siostrę? Dlaczego mieszkańcy milczą i traktują przybysza jak przestępcę? Kto zabił Patrycję? Która wersja opowieści o diable i czarownicy jest prawdziwa? I co się stało z Ewą?

Diabły i czarownice w popkulturze

Diabły i czarownice już dawno zadomowiły się w kulturze popularnej – Netflixowa Sabrina, Dziewczyna kata Magdaleny Knedler, seria Wiedźmy z Savannah J. D. Horn, Witchborn. Córka czarownicy czy słowiańskie szeptuchy z serii Kwiat paproci Katarzyny Miszczuk… Łączenie tych postaci z innymi gatunkami też nie jest niczym odkrywczym – serial Lucyfer łączy kryminał z opowieścią o Szatanie, Thomas Brezina stworzył cykl książek dla dzieci z motywem wiedźm… Długo by wymieniać.

W przypadku GŚD pomysł jest o tyle ciekawy, że autorka postanowiła pobawić się motywem diabła i czarownicy, wplątując go w… thriller. Nie jest to oczywiste rozwiązanie, więc plus za kreatywność. Plusem tej książki jest również stworzenie wiarygodnych bohaterów i ciekawej historii. Ponadto, wątki tej opowieści znajdują wiarygodne zakończenie. Generalnie, powinna z tego wyjść fantastyczna pozycja… Ale coś poszło nie tak. Mimo że GŚD brzmiała jak coś specjalnie dla mnie, ostatecznie wyszła z tego płaska i powierzchowna lektura. Wynika to z warsztatu autorki – sposób, w jaki Kubasiewicz pisze, jest bardzo suchy. Sprawia to, że ta historia nie porywa i coś, co miało być rewelacyjną książką, wyszło słabiej, niż się zapowiadało. Podejrzewam, że gdyby za ten pomysł wziął się ktoś, kto pisze z większym polotem – na przykład Katarzyna Miszczuk, w której twórczości ja jestem absolutnie zakochana – to by się udało. Niestety – wyszło, jak wyszło. Szkoda…