Kłamczucha – milion twarzy Jule Williams

fot. Agata Głoszkowska

Czy nosząc maski przez całe życie, można zapomnieć o sobie samym? E. Lockhart, autorka fenomenalnego Byliśmy łgarzami, zabiera nas w świat pełen zawiłości, w którym trudno oddzielić kłamstwo od prawdy. Jak oszuka nas tytułowa Kłamczucha?

Labirynt

Trudno napisać coś o fabule, gdyż za wiele jej tu nie znajdziemy. Główną bohaterką Kłamczuchy jest dziewczyna-kameleon, Jule West Williams, która nagina prawdę równie często, co oddycha. Potrafi perfekcyjnie zmieniać akcent i gdziekolwiek się nie uda, dźwiga ze sobą walizkę pełną ubrań i peruk. Za każdym razem wciela się w inną rolę. Krótko mówiąc: nie ma rzeczy, której nie potrafi.

Poznajemy również Imogen Sokoloff – cyniczkę wychowaną w bogatej rodzinie zastępczej, z obsesją na punkcie książek o sierotach. Rzuca studia i osiedla się w kurorcie, zrywając wszelkie kontakty z przybranymi rodzicami. Właśnie tam trafia na Jule, z którą dotychczas łączyło jedynie to, że chodziły do tego samego przedszkola. Od razu nawiązują nić porozumienia. Jeszcze szybciej okazuje się, że to jedna z tych przyjaźni na zawsze, które trwają zaledwie miesiąc.

Wszystko i nic

Kluczową rolę w książce odgrywa odwrócona chronologia. Chociaż zabieg ten mógł wypaść naprawdę ciekawie i też na taki się zapowiadał, wyszła z tego mieszanka wszystkiego. Mam wrażenie, że autorka sama pogubiła się w podróży w czasie. Mimo to serwuje nam przyjemny dreszczyk emocji, a sceny mrożące krew żyłach spod jej pióra to prawdziwy majstersztyk. Szkoda, że nie poświęciła im więcej uwagi.

Podczas przewracania kolejnych stron nasiliło się we mnie przekonanie, że Kłamczucha nie została szczególnie przemyślana. Postępowanie postaci przez większość czasu jest zwyczajnie irracjonalne i na próżno doszukiwać się w nim sensu. Teoretycznie książka ma opowiadać o toksycznej przyjaźni, w rzeczywistości robi to po łebkach. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, nie wiadomo po co. Równie pobieżnie potraktowano bohaterów, którzy mieli olbrzymi potencjał, a pozostał po nim równie duży niedosyt.

Czy warto?

Jeśli komuś dalej marzy się spotkanie z twórczością autorki, zachęcam do sięgnięcia po jej starsze publikacje, wśród których można znaleźć prawdziwe perełki. Mam nadzieję, że kolejne książki E. Lockhart będą tak dobre jak Byliśmy łgarzami, a Kłamczucha pozostanie jedynie wypadkiem przy pracy.