Kiedy Pep Guardiola negocjował swój pierwszy transfer w Bayernie Monachium, powiedział działaczom coś bardzo prostego: „Rozmawiałem z klubem o mojej koncepcji i powiedziałem im, dlaczego chcę Thiago. To jedyny zawodnik, którego chcę. Albo on, albo nikt.” Guardiola to człowiek, który pracował z Messim, Xavim, Iniestą i Davidem Silvą. Kiedy mówi o kimś „albo on, albo nikt” – to znaczy, że mamy do czynienia z czymś naprawdę wyjątkowym.
Dziecko La Masii
Rodzice Thiago byli Brazylijczykami i oboje związani ze sportem – matka grała zawodowo w siatkówkę, a ojciec Mazinho był mistrzem świata z 1994 roku. Dorastanie w takim domu musiało zostawić ślad. Thiago dorastał grając w piłkę we Flamengo, zanim przeniósł się do słynnej La Masii w 2005 roku. W akademii Barcelony szybko wyróżnił się spośród rówieśników. Thiago czarował w La Masii swoim stylem gry, polegającym na zdobywaniu przewagi w pojedynkach. Jak mało który zawodnik potrafił przedryblować w środku pola dwóch, trzech graczy rywala, żeby stworzyć przestrzeń kolegom i obsłużyć ich kluczowym podaniem. To było coś, czego nie można nauczyć – po prostu albo się ma, albo nie. Thiago miał. W pierwszej drużynie Barcelony błyszczał, gdy tylko dostawał minuty, ale musiał rywalizować o miejsce w składzie z Xavim, Iniestą i Busquetsem. Guardiola zapewniał: Wierzę w niego bardziej niż jego ojciec. To też mówi wszystko o skali oczekiwań.
Bayern i złote lata
Przeprowadzka do Bayernu Monachium była właściwym ruchem w właściwym momencie. Thiago trafił do klubu zbudowanego pod styl Guardioli – z naciskiem na posiadanie piłki, szybkie kombinacje i inteligentnych pomocników. Tu wreszcie mógł grać regularnie i pokazywać wszystko, co miał. W Bayernie Thiago zdobył siedem mistrzostw Niemiec i dwa tytuły Ligi Mistrzów, w tym triumf w finałowym turnieju w Lizbonie w 2020 roku. Kiedy był zdrowy, był po prostu jednym z najlepszych pomocników na świecie. Jego kontrola piłki, wizja gry i odwaga w podejmowaniu decyzji w ciasnych przestrzeniach robiły wrażenie na każdym, kto oglądał go w akcji. Ale właśnie to „kiedy był zdrowy” jest kluczowym sformułowaniem w całej tej historii. Przez ostatnie osiem sezonów kariery opuścił ponad 900 dni treningowych. Jego podatność na kontuzje przez aż cztery urazy więzadeł w kolanie sprawiała, że systematycznie opuszczał jedną trzecią spotkań w każdym sezonie. Nawet w najlepszym dla siebie klubie nie potrafił być po prostu dostępny.
Rozczarowanie na Anfiled
Latem 2020 roku Liverpool zapłacił za Thiago 22 miliony euro. Kibice na Anfield marzyli o tym transferze od miesięcy. Wreszcie Klopp miał w środku pola piłkarza klasy światowej, który miał wynieść grę drużyny na inny poziom. I tak się stało – ale tylko w tych nielicznych momentach, gdy Thiago był zdrowy. Thiago Alcantara wszedł na boisko z ławki w 85. minucie meczu z Arsenalem. Przebywał na murawie przez 12 minut. Następnego dnia Liverpool wydał komunikat: Thiago Alcantara doznał kontuzji mięśniowej i pozostanie poza składem na czas nieokreślony. To zdanie mogłoby służyć jako skrót całej jego kariery na Anfield. Wracał, zachwycał przez kilka meczów, a potem znowu wypadał. W sezonie 2023/24 czarodziej futbolu rozegrał tylko jeden oficjalny mecz, co ostatecznie skłoniło go do powiedzenia sobie dość. Cztery lata w Liverpoolu, a kibice do dziś zastanawiają się, co mogłoby być, gdyby tylko był zdrowy.
Legenda czy zmarnowany talent?
W wieku 33 lat Thiago Alcantara zdecydował się zakończyć karierę. Jego słowa pożegnalne brzmiały: Jestem wdzięczny za cały czas, którym się cieszyłem. Dziękuję, piłko nożna. Thiago zdobył dwa tytuły Ligi Mistrzów, siedem mistrzostw Niemiec i cztery mistrzostwa Hiszpanii. To CV, o którym 99% piłkarzy może tylko marzyć. A jednak nie opuszcza poczucie, że oglądaliśmy jedynie fragment tego, na co go było stać. Niecałe sto minut rozegrane od lutego 2023 do lutego 2024 to i tak nie była najgorsza passa Thiago w karierze. Kiedy był na boisku, publiczność wstrzymywała oddech. Kiedy wypadał – a wypadał regularnie – zostawiał po sobie dziurę, której nikt nie potrafił zapełnić. Historia Thiago Alcantary to opowieść o tym, że nawet największy talent nie wystarczy, jeśli ciało nie chce współpracować. I że futbol bywa po prostu okrutnie niesprawiedliwy wobec tych, którzy zasługują na więcej.


