Srebrne lata Hollywood: Mężczyźni wolą blondynki (1953 r.)

Mężczyźni wolą blondynki
Mężczyźni wolą blondynki. Plakat filmu

Stereotypowa komedia, której nie można odmówić swoistego humoru i wdzięku. Mężczyźni wolą blondynki, to kultowy musical, a pierwsze skrzypce grają w nim urocze: Jane Russell i Marilyn Monroe. Ten zniewalający, kobiecy duet szturmem rozkochał w sobie Hollywood oraz cały świat. Efekty owej kokieterii dają się we znaki do dziś, bo siła niechlubnego paradygmatu wciąż nie traci na ważności…

Mężczyźni wolą blondynki
Marilyn Monroe i Jane Russell na kadrze z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”

Mądra brunetka i głupia blondynka – prawda czy fałsz?

Atrakcyjne, estradowe artystki: blondynka – Lorelei Lee (Marilyn Monroe) i brunetka – Dorothy Shaw (Jane Russell) płyną transatlantykiem do Paryża. Niezwykle seksowna Lorelei ma słabość do ponadprzeciętnie zamożnych mężczyzn, a właściwie do ich pieniędzy i w szczególności diamentów. Dlatego powabna blondynka jest zaręczona z chorobliwie zazdrosnym synem milionera – Gusem Esmondem juniorem (Tommy Noonan). Jednakże majętny pan Esmond senior (Taylor Holmes) nie ufa czarującej, zachłannej pannie Lee. Z tego względu podejrzliwy bogacz, aby ustrzec dziedzica swojej fortuny przed rozczarowaniem, wysyła w ślad za urodziwą narzeczoną Gusa charyzmatycznego detektywa. Przystojny agent Ernie Malone (Elliott Reid) nieoczekiwanie, szczerze zakochuje się w – pozornie – niedostępnej, eleganckiej Dorothy Shaw. Bezinteresowna brunetka – w odróżnieniu od chciwej, blond przyjaciółki – nie gustuje w milionerach, lecz poszukuje prawdziwej miłości. Niestety podróż do Francji komplikuje niepohamowane zamiłowanie materialistki-Lorelei do diamentów. Kokieteryjna panna Lee, dzięki urokowi osobistemu potrafi okręcić niemal każdego mężczyznę wokół palca. Co tylko przysparza mnóstwo kłopotów i wystawia przyjaźń obu kobiet na niełatwą próbę. Zatem Mężczyźni wolą blondynki, to opowieść o fascynujących damach: rozważnej brunetce oraz beztroskiej blondynce, które razem w duecie są nieprzewidywalne…

Jane Russell i Marilyn Monroe na kadrze z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”

Mężczyźni wolą blondynki vs. blondynki wolą diamenty…

Nie od dziś wiadomo, że kobiety kochają biżuterię. Natomiast pazerna Lorelei Lee ukochała brylanty ponad wszystko! Marilyn Monroe, która wcieliła się w tę nieracjonalną, blond lawirantkę miała przyjemność zabłysnąć na ekranach kin w znamiennej piosence: Diamonds Are A Girls Best Friend. Czyli Diamenty są najlepszymi przyjaciółmi dziewczyny. To właśnie dzięki temu oszałamiającemu wykonaniu Monroe zyskała ogromną sławę. Popularność musicalowego występu Marilyn zapisała się na kartach historii także za sprawą Madonny. Amerykańska piosenkarka w 1985 roku wykorzystała sztandarową scenę z filmu Mężczyźni wolą blondynki w reżyserii Howarda Hawksa. Królowa muzyki pop wystroiła się w różowo-brylantową stylizację Lorelei Lee do teledysku promującego swój przebój: Material Girl z albumu Like a Virgin. W ten sposób filmowy, diamentowy epizod z 1953 roku został odtworzony po trzydziestu dwóch latach. Co jedynie potwierdza, jak bardzo to musicalowe show w wykonaniu Marilyn Monroe jest ponad czasowe. Nawet do teraz zachwyca i inspiruje, zwłaszcza środowiska artystyczne.

Mężczyźni wolą blondynki
Marilyn Monroe na kadrze z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”
Przekleństwo Marilyn Monroe

Niestety po odegraniu roli filuternej Lorelei Lee miano płytkiej, zalotnej blondynki definitywnie przylgnęło do Marilyn Monroe. Seksbomba Hollywood z tą niepochlebną, stereotypową opinią zmagała się do końca życia. To było, jest i będzie jej przekleństwo! Natomiast prawdę mówiąc; Marilyn prywatnie nie odzwierciedlała swoich filmowych kreacji. W zasadzie była inteligentną, dość wulgarną i niezwykle pracowitą artystką. W końcu to ona zasugerowała reżyserowi Howardowi Hawksowi, aby w filmie Mężczyźni wolą blondynki jej ponętna – uchodząca za infantylną – bohaterka, wypowiedziała kwestę:

„Kiedy naprawdę trzeba, potrafię być mądra, ale większość mężczyzn tego nie lubi.” – Marilyn Monroe

To zdanie niewątpliwie stanowi o sile i niezależności fenomenalnej aktorki. Jak również świadczy o tym, że Marilyn sprzeciwiała się kategoryzowaniu kobiet. Szkoda tylko, że grywała głównie w produkcjach, które nagminnie wkładały ją w ramy uwodzicielskiej, pełnej seksapilu panienki, dodatkowo pozbawionej piątek klepki. Cóż się dziwić jej przekleństwu?

Marilyn Monroe na kadrze z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”
Fortunna wpadka Jane Russell

Aż trudno uwierzyć, że owacje na stojąco za film Mężczyźni wolą blondynki przypadły tylko tytułowej blondynce. Przecież wspaniałej brunetce – Jane Russell nie można zarzucić braku gracji lub wyzucia z kobiecości. Wręcz przeciwnie, to właśnie ona zagrała jednocześnie atrakcyjną i rozważną damę, co wydaje się dużo trudniejszym zadaniem. Tym bardziej, że udało się jej przekuć wpadkę w sukces… Mowa o scenie, w której Dorothy Shaw energicznie śpiewa do męskiej drużyny atletycznej o ich muskułach i szukaniu wśród nich miłości: Ain’t There Anyone Here for Love.  Rozśpiewana Jane Russell w pewnym momencie została – przypadkiem – strącona przez jednego ze statystów-sportowców wprost do basenu. Jednak ten niefortunny incydent nie zakłócił nagrania. Przemoczona artystka po wynurzeniu z wody kontynuowała występ i nie zająknęła się ani na moment. Godna podziwu Jane Russell wykazała się opanowaniem i aktorskim kunsztem. W efekcie zachwycony reżyser Howard Hawks zadecydował, że spontaniczna scena natychmiast zostanie włączona do produkcji.

Mężczyźni wolą blondynki
Jane Russell na kadrze z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”
Diariusz dystyngowanej damy – historia Anity Loos

Mało kto wie, że filmowa adaptacja z lat 50. XX wieku jest oparta na powieści z 1925 roku – Mężczyźni wolą blondynki: diariusz dystyngowanej damy, autorstwa amerykańskiej pisarki Anity Loos. Książka opisuje podróż literatki przez  Atlantyk. Przygoda jest o tyle intrygująca, że powieściopisarka spędziła na statku kilka dni w towarzystwie amerykańskiej, męskiej drużyny olimpijskiej. Czyż sytuacja nie brzmi znajomo? Toż identyczne okoliczności podróży trafiają się Lorelei Lee i Dorothy Shaw. Historia lubi się powtarzać!

Mężczyźni wolą blondynki
Marilyn Monroe i Jane Russell na kadrze z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”
Zabójczo piękne, odważne i niebezpieczne…

Chciałoby się nazwać film Mężczyźni wolą blondynki paradygmatyczną bajką. Bo współcześnie nie gloryfikuje się już kobiet ze swoistą galanterią, z jaką czynili to dżentelmeni w latach 50. XX wieku. Mimo wszystko produkcja ta jest niezwykle aktualna, zwłaszcza jeśli chodzi o wyraz artystyczny, nietuzinkowy humor i unikatowy dystans aktorów. Nawet niekonwencjonalne, eleganckie stroje Lorelei i Dorothy są ekstrawaganckie na miarę XXI wieku. Dzięki wykorzystaniu metody koloryzacji obrazu po przez proces Technicoloru można podziwiać charakterystyczne, jaskrawe barwy. To one nadają niesztampowym kostiumom bohaterek innowacyjnego stylu.

Mężczyźni wolą blondynki
Marilyn Monroe i Jane Russell na kadrze z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”

Za sprawą dynamicznych, pierwszych scen akcja natychmiast przykuwa uwagę widza i trzyma w napięciu do samego końca. A finał kinowej adaptacji absolutnie zaskakuje! Nieprzewidziana puenta wzbudza jeszcze większą sympatię wobec prawdziwej siły kobiecej przyjaźni. Bo często taką damską zażyłość określa się niesłusznie i powierzchownie, jako niezdrową, hermetyczną lub zakłamaną. Nadto wiadomo, że szczerej przyjaźni nie można kupić za żadne diamenty świata. Nawet pochopna Lorelei Lee ma tego świadomość, dlatego jej kultowy duet z rezolutną Dorothy Shaw jest tak zabójczo piękny, odważny i niebezpieczny… Zatem nic dziwnego, że srebrne lata Hollywood i wytwórnia 20th Century Fox szczycą się Marilyn Monroe oraz Jane Russell – ikonicznymi kobietami, które podbiły amerykańską kinematografię.