Jak posypał się domek z kart? Ostatni sezon House of Cards

House of Cards - Domek z kart
House Of Cards Season 6

Premiera ostatniego sezonu House of Cards kończy pewną epokę w historii Netflixa. To ich pierwszy autorski serial, wielokrotnie nagradzany, dla wielu widzów jeden z powodów rejestracji w serwisie…

Domek z kart ugina się

Frank Underwood nie żyje. Niech żyje Claire Underwood – pierwsza kobieta na stanowisku Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Przed sobą ma szereg wyzwań. Musi zmierzyć się ze swoimi przeciwnikami – nie tylko tymi po przeciwnej stronie barykady, ale i w szeregach własnego gabinetu. Aby stawić im czoła, stosuje kłamstwa i podstępy ze sprawnością w niczym nie ustępującą jej zmarłemu mężowi. Oczywiście knuje własną intrygę, celem ugruntowania swojej władzy w Białym Domu. Jednocześnie stara się odkryć prawdę o śmierci Francisa…

To wszystko zawarte zostało przez twórców w ośmioodcinkowym finale House of Cards. Ewidentnie pospieszyli się ze stworzeniem zakończenia dla flagowego serialu Netflixa. Niestety duża ilość wątków nie służy krótkiemu sezonowi. Trudno zorientować się w motywacjach poszczególnych bohaterów oraz nadążyć za ich tokiem myślenia. Trochę tak, jakbyśmy na małym talerzu otrzymali zbyt obfite danie – nie wiadomo na którym składniku, kosztem strącenia innego, się skupić.

Poprzednie sezony pełne były odwołań do prawdziwego świata polityki, które ułatwiały widzowi zorientować się w świecie serialu. Mowa chociażby  o takich elementach jak postać Prezydenta Petrova – boleśnie oczywistego odpowiednika Władymira Putina czy organizacja terrrorystyczna ICO – serialowe ISIS. W rolę dziennikarzy i prezenterów telewizyjnych wcielają się prawdziwe osobistości telewizyjne. Tym razem pod lupę brana jest tematyka nadużyć seksualnych i równouprawnienia kobiet. Jednak ten feminizm i seksskandale zawieszone są jakby w powietrzu, nie wnoszą wiele do historii. Co więcej, temat wydaje się być nieco skarykaturowany.

Świetna scenografia, doskonałe kadrowanie i prowadzenie kamery, to niemal znak firmowy serialu, dobrze znany fanom z poprzednich sezonów. Oczywiście pozostajemy w tej konwencji. Podobnie rzecz się ma z bardzo dobrą grą aktorską. Efekt psuje zbyt zagmatwany scenariusz dla tak szybkiego tempa akcji. Najwierniejsze odwzorowanie Gabinetu Owalnego i idealne ujęcia nie uratują tego za szybko i po zbyt zawiłych ścieżkach pędzącego taboru.

Co się tyczy nieobecności FU. Ta kwestia została rozwiązana w sposób całkiem elegancki, zrobiono z niej jeden z wątków fabularnych. Dziwi mnie natomiast motyw dziennika audio, którego nie dane było usłyszeć widzom. Czy nie prościej byłoby z dziennikiem pisanym?

Zakończenie House of Cards z pewnością obejrzą wierni fani flagowego serialu Netflixa. Ci, którzy byli wobec niego obojętni, nie powinni tracić nań swojego czasu. Widzom pozostaje żałować, że gdyby nie podłość jednego człowieka – kto wie – domek z kart by się nie rozsypał i podziwialibyśmy go przez jeszcze jakiś czas, zamiast żegnać się z nim w pośpiechu.