Przyszedł z małego węgierskiego klubu za 600 tysięcy euro. Odszedł za 3,5 miliona jako legenda. Artjoms Rudnevs drugi rok w polskiej lidze zakończył z koroną króla strzelców. Jednak historia Łotysza to coś więcej niż liczby. To opowieść o piłkarzu, który wybrał to, co ważniejsze.
Z Węgier do Poznania
Przed sezonem Juventus wydał na zakupy piłkarzy 56 milionów euro. Lech tylko milion, z czego 600 tysięcy wydał na Artjomsa Rudnevsa. Mało kto wierzył, że to będzie dobry interes. Łotysz był młodym, mało znanym napastnikiem bez ekstraklasowego doświadczenia. Jednak już w pierwszym meczu wpisał się na listę strzelców. W lidze w pierwszym sezonie zdobył 11 bramek w 27 meczach. To był dopiero przedsmak tego, co miało nadejść. Kibice przy Bułgarskiej pokochali go niemal natychmiast. Grał bez strachu, bez kompleksów i bez żadnych oznak tremy.
Turyn i hat-trick
16 września 2010 roku. Stadio Olimpico, Turyn. Skazywany na pożarcie Kolejorz zremisował z Juventusem 3:3. Bohaterem był Artjoms Rudnevs, który popisał się hat-trickiem. Lech prowadził 2:0, następnie jednak stracił trzy gole. Wydawało się zatem, że wszystko stracone. W doliczonym czasie gry Rudnevs uderzył potężnie z dystansu, a bramkarz Manninger był bez szans. Łotysz po meczu był natomiast skromny jak zawsze. Nawet nie celowałem — ważne, że walczyliśmy do końca i mamy jeden punkt — powiedział. Hat-trick Rudnevsa zapewnił mu tym samym miejsce na nagłówkach włoskich gazet i na głównej stronie UEFA.com. Warto jednak pamiętać, że mecz z Juventusem to nie jedyna europejska noc Rudnevsa. Łotysz strzelał bowiem też w rewanżu — i znowu to on ratował Lecha. Dla polskiej piłki tamten sezon europejski był czymś wyjątkowym. Jednak to właśnie twarz Rudnevsa na tle turyńskiego stadionu pozostaje w pamięci najdłużej.
Sezon 2011/12 — jak zdobywa się koronę króla strzelców
Następny sezon był jeszcze lepszy. Swój drugi sezon w barwach Kolejorza Rudnevs rozpoczął od hat-tricka z ŁKS-em. Po czterech meczach miał już osiem goli. Tempo było nieludzkie i nie słabło przez całą rundę jesienną. W 17 kolejkach Łotysz zdobył bowiem 18 bramek i zanotował cztery hat-tricki. Co więcej, cały Lech strzelił w tym czasie 29 goli — Rudnevs odpowiadał zatem za ponad 62 procent trafień drużyny. To były liczby z innej planety. Ostatecznie sezon 2011/12 zakończył jako król strzelców Ekstraklasy z 22 golami. Wiosna była słabsza, jednak nikt nie zbliżył się do jego dorobku. Efekt był tym samym nieuchronny — zainteresowanie płynęło z całej Europy. W lipcu 2012 roku Lech sprzedał go zatem do Hamburger SV za 3,5 miliona euro. Rudnevs przez lata pozostawał ponadto najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Kolejorza.
Niemcy, choroba żony i koniec kariery w wieku 29 lat
W Bundeslidze Rudnevs zaczął obiecująco. W pierwszym sezonie w Hamburgu rozegrał 34 mecze i strzelił 12 goli. Tytuł najskuteczniejszego strzelca klubu dzielił z Sonem Heung-minem. Za kulisami narastał jednak dramat. W 2015 roku jego żona Santa poroniła i od tego momentu zaczęły się jej problemy psychiczne. Na Artjomsa spadł cały ciężar utrzymania domu i rodziny. Dyrektor sportowy FC Koeln był szczery, gdy Łotysz podjął swoją decyzję. Artjoms ma poważne problemy rodzinne. W życiu są ważniejsze sprawy niż sport — powiedział Joerg Schmadtke. We wrześniu 2017 roku Rudnevs zakończył karierę w wieku 29 lat. Nie przez kontuzję i nie przez brak formy. Pożegnał się jednak z klasą. Chciałbym wszystkim podziękować za kibicowanie w Poznaniu. To był najlepszy czas dla mnie i mojej rodziny — powiedział w filmie dla kibiców Lecha.


