“Jesus Christ Superstar” z nową mocą wrócił do Teatru Rampa [recenzja]

Jesus Christ Superstar w interpretacji Teatru Rampa jest niczym żywy organizm napędzany siłą tworzących go artystów. To dzięki ich wyobraźni, talentowi oraz zaangażowaniu zmienia się i rozwija. Musical wrócił właśnie na deski teatru na Targówku i zachwyca oraz porusza jeszcze bardziej niż dotychczas. Wznosi emocje widzów na zupełnie nowy poziom. 

Siłą inscenizacji Jesus Christ Superstar w Rampie są genialne interpretacje wokalne, piękna muzyka na żywo, świetnie dobrane do postaci kostiumy, urzekająca choreografia, wyjątkowa atmosfera oraz świetny przekład Wojciecha Młynarskiego i Piotra Szymanowskiego.

Atmosfera spektaklu jest budowana od samego początku, tak aby widz został wciągnięty w historię już od momentu wejścia na salę. Mała przestrzeń sceny Teatru Rampa jest znakomicie wykorzystana. Wydarzenia toczą się również poza nią. Ogromnie podoba mi się ten zabieg. Jest tajemniczo i intrygująco.

KREACJE AKTORSKIE 

Artyści dają ogromnie wiele z siebie, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym, żeby dostarczyć widzom niezapomnianych doznań. To robi wrażenie. Wszystko przeżywa się razem z postaciami, czując ich ekscytację, radość, rozterki czy ból.

W roli tytułowej występuje Jakub Wocial, genialny wokalista, który jest również reżyserem musicalu (razem z Santiago Bello). Artysta dysponuje niesamowicie mocnym głosem, który wbija w fotel i wywołuje łzy wzruszenia. Wykonania Jakuba są fenomenalne, niezwykle emocjonalne. Gdy stoi na skraju sceny i śpiewa do publiczności, przeżycia i rozterki Jezusa stają się jeszcze bardziej poruszające, a on sam jeszcze nam bliższy. Interpretacja Gethsemane w jego wykonaniu wciąż pozostaje moim ulubionym momentem spektaklu.

Gdy oglądałam Jesus Christ Superstar w poprzednich latach, podobał mi się Sebastian Machalski w roli Judasza. Jednak nie zachwycił mnie aż tak bardzo jak Kuba Wocial w roli Jezusa, na którym zdecydowanie bardziej skupiłam swoją uwagę. Tym razem uważam, że na wyróżnienie zasługuje Sebastian. Na jego barkach skupia się ciężar muzyczny spektaklu i on teraz ten ciężar udźwignął. Zachwycił mnie bez reszty zarówno swoją grą aktorską, jak i wykonaniami wokalnymi. Był naprawdę genialny. Odnoszę wrażenie, że dojrzał z tą rolą i wskoczył na niesamowity poziom emocjonalny. Z podziwem i zachwytem obserwowałam jego ekspresję i zaangażowanie. W jednej scenie na jego twarzy maluje się wahanie, za chwilę przerażenie, a w kolejnej szyderstwo. Te emocje szybko się zmieniają, zalewają widza. Scena, w której szlocha na skraju sceny, gdy zdaje sobie sprawę z tego co zrobił, była dla mnie jedną z najbardziej poruszających scen w całym musicalu.

Machalski znakomicie odegrał rolę Judasza pokazując tragizm swojej postaci – zagubienie i rozdarcie, jego miłość do Jezusa, a jednoczesną zdradę oraz świadomość tego, że stał się znienawidzony przez wszystkich, wypełniając boski plan.

Maciej Nerkowski w roli Piłata kradnie całą uwagę publiczności w momencie, gdy tylko wkracza na scenę. Mimo, że ma o wiele mniej czasu scenicznego niż Jezus czy Judasz, to jest to rola bardzo ważna i zasługująca na odrębne pochwały. Jest znakomity zarówno wokalnie jak i aktorsko.

Natalia Piotrowska wzrusza jako Maria Magdalena. Jej interpretacje wokalne są autentyczne. Przebija się przez nie miłość i ból. Popisowo wykonuje jeden z najbardziej znanych utworów z Jesus Christ Superstar – I Don’t Know How to Love Him.

Zachwyciła mnie również Dominika Łakomska w roli Przeznaczenia. Pozostaje milcząca przez większość spektaklu, więc jej gra aktorska tym bardziej imponuje. Zimne, bezlitosne, przeszywające spojrzenie Przeznaczenia budzi grozę i paraliżuje. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie sceny Dominiki z Jakubem Wocialem i Sebastianem Machalskim. Warto zwrócić na nie szczególną uwagę, bo zostały zagrane po mistrzowsku. 

W pamięci pozostają również odtwórcy mniejszych ról – Jakub Szyperski (Piotr) oraz Przemysław Niedzielski (Szymon), którzy zostali wyłonieni w drodze castingów i dołączyli do obsady w tym roku, a także Paweł Tucholski jako Kajfasz, Agnieszka Fajlhauer w roli Annasza oraz Daniel Zawadzki jako Herod.

Zbiorowe sceny były bardzo widowiskowe i znakomicie zagrane. Wszyscy artyści byli pełni entuzjazmu, bez reszty zaangażowani. Przelewali emocje w każdy swój ruch. Warto wymienić w tym miejscu ich nazwiska: Paulina Janczak, Anna Kędroń, Wiktoria Jabłońska, Ewelina Kruk, Natalia Kielan, Santiago Bello, Michał Cyran, Patryk Gładyś, Robert Tondera, Mariusz Czaja, Jarosław Zawadzki.

MUZYKA

Kierownictwo muzyczne sprawuje Jan Stokłosa, który stworzył wybitne aranżacje. Zebrał fantastyczną obsadę muzyków: Adam Kram, Paweł Maruszak, Błażej Chochorowski, Kacper Stolarczyk, Andrzej Olewiński, Maciek Papalski, Marek Lipski, Adam Bieranowski, Miłosz Oleniecki, Wojtek Bylica, Kornel Jasiński, Bartosz Smorągiewicz, Tomasz Duda, Rafał Dubicki, Damian Marat, Igor Szeligowski, Marek Michalec. Znajdują się oni na scenie w czasie spektaklu i ich zaangażowanie niesie wokalistów i tancerzy – dodaje mocy tańcu i wykonaniom wokalnym.

CHOREOGRAFIA I SCENOGRAFIA

Nie mogę też nie wspomnieć o choreografii Santiago Bello, która znakomicie wpisuje się w klimat musicalu, dodając mu wyrazistości, energii, intensyfikując doznania. Sceny tańca  urzekają, momentami wręcz hipnotyzują i zapadają w pamięć. Widać w nich niesamowitą wyobraźnię Santiago Bello, bez pracy którego ten spektakl nie zachwycałby aż tak bardzo.

Scenografia jest skromna, ale doskonale wpisuje się w klimat spektaklu. Jej autorką jest Dorota Sabak, która stworzyła również kostiumy niezwykle pasujące do postaci. Realizatorzy postawili na poruszające symbole. Minimalistyczne środki wyrazu działają tylko na korzyść musicalu. Nie chciano oszołomić widza efektami, lecz skupić całą ich uwagę na artystach, ich grze, wykonaniach wokalnych, tańcu.

Przejścia między poszczególnymi występami są bardzo dynamiczne. Panuje cisza i pełne skupienie, czasem przerywane nieśmiałymi oklaskami, gdyż wyeliminowano dziury zwykle zarezerwowane właśnie na nie. Był to zabieg celowy służący temu, aby utrzymać klimat, na którym zależało realizatorom tego musicalu. Po finałowej scenie, widzowie dochodzą pewien czas do siebie, nie wierząc, że spektakl już się zakończył i czekając aż zakapturzone postacie stojące obok nich powrócą znów na scenę.

REFLEKSJA KOŃCOWA

Na jednej scenie udało się zgromadzić grupę wyjątkowych artystów. Ich talent i zaangażowanie sprawiają, że podbijają serca coraz to nowej publiczności i biorą je we władanie aż do końca spektaklu, a czasem nawet na dłużej. Na Jesus Christ Superstar w Teatrze Rampa chce się wracać, przeżywać na nowo tę historię, analizować ją, skupiać swoją uwagę na innych elementach, dostrzegając rzeczy niezauważone poprzednim razem.

Jesus Christ Superstar Teatru Rampa jest spektaklem dynamicznym, nafaszerowanym emocjonalnością, angażującym widza i dostarczającym niezapomnianych wrażeń artystycznych. Pierwszy raz w teatrze zdarzyło mi się tak przeżywać spektakl, że emocje wywoływały fizyczne drżenie.

Każdy może odbierać ten musical w odmienny sposób i u każdego może on powodować inne emocje, ale jestem pewna, że nikt nie wyszedł z teatru obojętny na to co właśnie zobaczył. Dla jednych będzie to porywająca rozrywka, dla innych wręcz przeżycie duchowe. Mnie ten musical zachwyca, oszałamia, nastraja do refleksji.  Porusza każda komórkę w moim ciele i sprawia, że nie mogę się po jego zakończeniu pozbierać i od razu wrócić do rzeczywistości.

Gorąco polecam Wam musical Jesus Christ Superstar. Stanowi on wspaniały prezent od Teatru Rampa wpisany w ten wyjątkowy, przedświąteczny czas. 

Wszystkie zdjęcia są autorstwa Kingi Karpati: http://kingakarpati.com

Moja ocena: ★★★★★