“Anna Bolena” Gaetano Donizetti [recenzja]

Anna Bolena
Plakat autorstwa Piotra Suchodolskiego

O tym, czy widowisko wystawiane bezpośrednio na scenie podobało się widowni, wiemy zaraz po jego zakończeniu. Im mocniejsze brawa, tym lepsze przedstawienie. Nie widziałem w Operze Krakowskiej nic, co zebrałoby większą owację niż Anna Bolena. Pomimo drobnych uwag był to jeden z lepszych spektakli jakie zaserwowano nam w Krakowie.

Czym jest Anna Bolena Donizettiego?

Mamy do czynienia z dwuaktową operą z muzyką autorstwa Geatana Donizettiego w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz. Orkiestrę oraz chór poprowadził, jak zazwyczaj, Tomasz Tokarczyk. Treść libretta opisuje koniec małżeństwa tytułowej Anny, małżonki Henryka VIII. Jak wiemy, ten angielski władca miał aż sześc żon, Anna Bolena była druga, została skazana na śmierć z powodu domniemanej zdrady. 

Opera rozpoczyna się od fantastycznej uwertury. Muzyka, która towarzyszy nam przez czas trwania spektaklu jest wspaniała. Nie ma żadnych fragmentów, które brzmiałyby w jakikolwiek sposób gorzej. Jedynie pierwszy akt jest minimalnie za wolny, przez co może trochę nudzić. Jest to tylko drobna uwaga, która w żaden sposób nie psuje końcowego wrażenia.

Jeżeli chodzi o scenografię oraz oprawę wizualną, cóż. Sposób przedstawienia opery jako filmu może mieć swoich fanów. Nie jest to nic nowego widzieliśmy to chciażby w Miłości do trzech pomarańczy. Rozumiem jednak celowość tego zabiegu, zwłaszcza, że Magdalena Łazarkiewicz jest reżyserką filmową. Z kolei jeżeli chodzi o scenografię – właściwie nie istnieje. Są to tylko paździerzowe płyty zestawione z pięknymi kostiumami z epoki. Osobiście mi to przeszkadzało, gdyż bogata scenografia w tym wypadku lepiej podkreśliłaby doskonały występ aktorów. Całości obrazu dopełniała bardzo dobra gra świateł.

Anna Bolena

Bo czymże jest w operze muzyka, scenografia i kostiumy bez śpiewu? Wszyscy śpiewali doskonale. Jednak nikt nie mógł się równać z głosem tytułowej królowej – Kariny Skrzeszewskiej. Cały jej występ aż do dramatycznego końca – był wspaniały. Finał (Coppia iniqua) przyprawiał o ciarki i wgniatał w fotel. Zostało to uhonorowane największymi brawami jakie słyszałem w operze Krakowskiej.Do tej pory, byłem przekonany, że Opowieści Hoffmanna były najlepiej zrealizowanym i oklaskiwanym przedstawieniem, jednak po obejrzeniu opisywanego spektaklu zmieniłem zdanie. 

Była to ostatnia premiera w Operze Krakowskiej w tym sezonie artystycznym. Miejmy nadzieję, że kolejne premiery będą chociaż w połowie tak dobre jak ta. Jeżeli w przyszłym sezonie znowu będzie wystawiona Anna Bolena polecam wszystkim się wybrać.