Digital polskim okiem – Patryk Stefaniak

Patryk Stefaniak

Oto pierwszy tekst nowej serii artykułów, poświęconej w całości naszym rodzimym artystom cyfrowym – a uwierzcie, mamy powody, by czuć z nich dumę. O tym, jak radzić sobie z blokadą twórczą, gdzie i jak zacząć, wreszcie jak rozplanować swoją pracę (i wiele więcej), opowie Wam Patryk Stefaniak, artysta koncepcyjny i ilustrator.

Piotr: W jaki sposób technologia cyfrowa wpłynęła na Twój rozwój artystyczny? Czy digital niesie ze sobą inną gamę doznań podczas jego tworzenia, w porównaniu do sztuki tradycyjnej?

Patryk: Technologia cyfrowa znacząco wpływa na rozwój artystyczny. Nie jestem ograniczony już tylko przez papier, ołówek i pędzle. W digital arcie ilość narzędzi jest ogromna, wciąż rośnie. Mogę pomagać sobie użyciem zdjęć, grafiki 3D, mam możliwość modyfikacji obrazu oraz jego poszczególnych elementów. Poza tym różnica jest niewielka, jeśli ktoś potrafi malować na płótnie, to poradzi sobie również w digital arcie. Czeka go tylko długa nauka narzędzi.

Jak wygląda Twój proces twórczy? Pracujesz według określonego schematu? Systematyka jest niezbędna czy może czasem lepiej tworzyć w przypływach weny?

Schemat zawsze jest potrzebny. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak dużo czasu trzeba poświęcić na planowanie oraz ile kwestii należy przemyśleć, zanim rozpocznie się główny proces malowania. Na początku zbieram zdjęcia, które służą za referencje, często też prace bardziej doświadczonych artystów digitalowych, by nauczyć się, jak rozwiązują w swoich obrazach problemy, z którymi ja bym sobie nie poradził. Innymi słowy, jak ktoś poradził sobie z konkretnym aspektem, z którym mogę mieć później problem w swoim dziele. Następnie zaczynam szkicować. W tej fazie trzeba rozplanować wiele rzeczy, takich jak kompozycja czy walor. Dopiero po tych etapach można zabrać się za tworzenie oraz przejście do szczegółów.

Źródło
Jak radzisz sobie z art-blockiem? Co możesz poradzić osobom, które natykają się na mur, czują zmęczenie materiału?

W przypadku blokady zaczynam malować cokolwiek, abstrakcyjne rzeczy, szkice, które nic nie przedstawiają. Można by powiedzieć, że staram się wyłączyć na jakiś czas myślenie. Przy okazji z takich tworów mogę później coś stworzyć, jeśli te kształty zaczną mi coś przypominać. Dzięki temu, że to digital art, mogę nawet malować po obrazie, który mnie blokuje, bez obaw o uszkodzenie pracy, z nadzieją na uzyskanie nowej perspektywy i spojrzenia, co mogłoby zaowocować nowym, zachęcającym do pracy pomysłem.

Z prywatnej perspektywy – co przemawia za byciem freelancerem w świecie sztuki cyfrowej, a co za związaniem się z danym studiem na dobre?

Freelancingiem się nie zajmowałem, ale mogę powiedzieć, że na pewno elastyczność w wyborze zleceń. W studiu przez długi okres trzeba trzymać się tylko jednego stylu i tematyki, co jest często męczące. Druga sprawa, to możliwość pracy w domu. Wstajesz kiedy chcesz i pracujesz jak chcesz, byle wyrobić się w terminie. Ja osobiście tak nie potrafię, z racji, że mnie praca w domu nie motywuje, w studiu natomiast, otoczony przez innych grafików i artystów, staram się dać z siebie jak najwięcej. Mam również stałe wsparcie od kolegów z pracy, które bardzo często pomaga spojrzeć na swoje dzieło z innej perspektywy. W studiu mam pewność stałego przychodu i nieprzerwanej pracy. Myślę, że dzięki takiej pracy prawie wcale nie doświadczam wspomnianych wcześniej art-blocków.

Źródło
Czy – w Twojej opinii – digitalu można „wyuczyć” się intuicyjnie w domu, posiadając odpowiedni sprzęt, czy wykształcenie wyższe w tej dziedzinie jest niezbędne, by wspiąć się na wyżyny?

Wykształcenie wyższe nie jest niezbędne, choć osobiście zawsze polecam jakiekolwiek studia, ponieważ człowiek zazwyczaj wychodzi z nich dojrzalszy, co w tym zawodzie jest bardzo dobrą cechą. Wracając do digitalu, nauka w domu jak najbardziej wystarczy; w internecie jest mnóstwo źródeł, z których można korzystać. Trzeba mieć na uwadze, że jego nauka jest długa i po prostu trudna, jeśli chcemy reprezentować wysoki poziom.

A konkurencja? Mamy mnóstwo studiów niezależnych, jak i potężnych firm-kombajnów. Czy dla każdego znajdzie się w tym świecie miejsce?

Moim zdaniem branża gier komputerowych teraz jeszcze nie jest zbyt konkurencyjna. Małe studia mogą wydać grę równie dobrą co znane i duże studio. Warto też wziąć pod uwagę, że duże studia pracują nad dużymi projektami, które wypuszczane są co kilka lat, więc szansa na przyćmienie gry mniejszych deweloperów jest naprawdę niewielka. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że gry bardzo się od siebie różnią, więc ciężko o konkurencję.

Jak bardzo jest to stresogenny zawód? Pamiętasz jakieś sytuacje, które doprowadziły Cię do szewskiej pasji?

Jeśli wszystko jest dobrze rozplanowane, to stresu prawie nie ma. W studiu game-developerskim zazwyczaj wszystko jest rozplanowane, gorzej może być w przypadku freelancingu, gdzie człowiek musi się martwić pozyskiwaniem zleceń. Z mojego doświadczenia w studiu mogę powiedzieć, że stresujące są momenty, w których dostaje się jakieś niezaplanowane zadanie. Potrafi to wytrącić z równowagi, rytmu i z twórczego nastroju, czasami trzeba zostawać przez to po godzinach. Najgorzej jednak jest mi współpracować z osobami o ciężkim charakterze, a w świecie sztuki nietrudno o chociażby wysokie ego. Szewskiej pasji jeszcze nie doświadczyłem i mogę stwierdzić, że raczej się na to nie zapowiada, ale to już wszystko zależy od podejścia.

Źródło
Najbardziej przełomowy, najszczęśliwszy moment Twojej kariery?

Kiedy dostałem się do game devu. Było dość ciężko, zwłaszcza że dużo osób stara się o pozycję concept artysty/ilustratora. Na moje miejsce zgłosiło się około 60 osób z całej Polski, kiedy na stanowisko grafika 3D zgłasza się często tylko kilka osób.

Ile swobody ma artysta koncepcyjny w działaniach dla całego zespołu, mającego konkretną wizję dla świata, który tworzy? Jest ugodowo czy trzeba pilnować, by nie dać sobie wejść na głowę?

Dużo zależy od relacji między concept artystą, a art directorem lub game designerem. Jeśli jest pomiędzy tymi osobami dobre zrozumienie i zaufanie, to swobody może być naprawdę wiele. Drugim wyznacznikiem jest też okres tworzenia takich konceptów. Na początku swoboda mimo wszystko musi być duża. Dopiero z czasem obierana jest konkretna droga i zaczynamy się odrobinę ograniczać. Zazwyczaj jednak jest ugodowo, a w miarę duży poziom „luzu” musi być zachowany, inaczej nie byłby to już concept art.

Źródło
Od czego powinien zacząć kompletny digitalowy laik? Jaki soft, kursy czy poradniki polecasz na początek?

Jeśli chodzi o program, to Photoshop jest najczęściej używany; alternatywą jest Corel Painter. Mnóstwo poradników (i wciąż pojawiają się coraz to nowsze) jest na Youtube za darmo i tam bym polecałbym zacząć – wystarczy znać angielski i wpisać „digital painting tutorials”. Jeśli filmik jest z komentarzem, to na pewno ma jakąś wartość.

Najlepsze są kanały artystów. Dla przykładu Marco Bucci ma świetny kanał, gdzie omawia wiele aspektów digital paitingu i z nim polecałbym zacząć. Takich kanałów trochę jest i łatwo je odnaleźć. Polecam również grupy na facebooku, gdzie ludzie wspierają się wzajemnie i często dają linki do użytecznych materiałów. Dla przykładu, grupa: „Digital Painting – jak żyć?!”. Dobrym pomysłem jest też znaleźć osobę, która jest na podobnym poziomie do naszego i wzajemnie się wspierać, a odrobina konkurencji nie zaszkodzi. Nie polecam pisania do bardzo doświadczonych i znanych artystów. Zazwyczaj nie odpiszą, ponieważ dostają takich pytań mnóstwo i z pewnością już dawno zmęczyli się pisaniem tego samego. W zamian za to lepiej zadawać takie pytania na grupach facebookowych bądź forach, gdzie zazwyczaj znajdzie się ktoś chętny, by odpowiedzieć.

Czysto hipotetycznie – przypuśćmy, że dany artysta tworzy piękne prace, ale nie wie, co z nimi dalej począć. Jaka jest Twoja rada, by „wyszedł z nimi do ludzi” w skuteczny sposób?

Jeśli tworzy piękne prace, to najłatwiej je pokazać na wcześniej wspomnianych grupach facebookowych. Moim zdaniem to obecnie najłatwiejsza i najszybsza opcja na zdobycie uwagi. Jeśli obecni na takich grupach artyści dostrzegą coś ładnego, to zazwyczaj szukają czegoś więcej, co prowadzi ich do naszego portfolio. Największą taką grupą jest, jak sądzę, “Level Up!”.


Tutaj możecie obejrzeć inne prace Patryka

Zainteresowani? Oto kolejny tekst z serii:

Digital polskim okiem – Adrian Biłozór