Digital polskim okiem – Adrian Biłozór

Adrian Biłozór

Dlaczego zawsze warto tworzyć, a artysta winien być człowiekiem na tyle zdyscyplinowanym, by nie wahał się on uciec do (cytując) „kopania samego siebie w dupę”? Od psychologii tworzenia po multiwymiary – o swoich inspiracjach, metodach pracy i szczerych przemyśleniach, opowie Wam dziś kreator fascynujących światów – Adrian Biłozór.

Piotr: Na początek chciałbym zapytać cię o inspiracje, jakie najmocniej wpłynęły na ten liczny przekrój scenerii w twojej sztuce, od cyberpunku, po surrealistyczne, mohrbacherowskie postaci.

Adrian: Oba style, tak cyberpunk, jak i surrealizm rozwijałem jednocześnie. Były one tak różne względem ich tworzenia, że z chęcią przeskakiwałem z jednego na drugi, kiedy czułem „zmęczenie materiału”. Jeśli chodzi o same inspiracje… w temacie surrealizmu, nie bez powodu byłem wielokrotnie porównywany do stylu P. Mohrbachera.

Przedstawił on na Youtube swój proces twórczy opierający się, tak samo jak w przypadku Keitha Thompsona, na szkicu tradycyjnym, więc surrealizm był dla mnie najlepszym, następczym nurtem w rozwoju. Jego wczesne prace miały znajome mi niepokojące detale. Poszukałem głębiej i okazało się, żeu podstaw obaj byliśmy inspirowani przez tego samego artystę: naszego wielkiego Zdzisława Beksińskiego.

Tymczasem uczyłem się też rzeźbienia w 3D i photobashingu. Moją największą inspiracją były prace Macieja Kuciary. Zawsze zachwycały mnie grafiki mające znamiona fotorealizmu.

Maciej, jako doświadczony grafik pracujący przy takich produkcjach filmowych, jak X-Men: Days of Future Past, Ghost in the Shell, Captain America: Civil War, był idealnym artystą do czerpania wiedzy. Jego tutoriale znalazłem na Gumroad. Nie pamiętam ile kosztowały, ale wiem, że były warte swojej ceny. Jest wiele więcej artystów mających wpływ na moją twórczość, ale nie chcę przedłużać, więc po prostu wymienię kilku z nich: Marek Okoń, Anthony Jones, Kekai Kotaki.

Jak technologia wpłynęła na to, co tworzysz? Dlaczego digital?

Od zawsze rysowałem ołówkiem. Do dziś zresztą szkicuję ołówkiem automatycznym, próbowałem też malować farbami będąc dzieckiem, ale to medium było przeze mnie nie do opanowania.

Pozostałem przy odcieniach szarości ołówków, jednak chciałem, by moje rysunki wyglądały lepiej. Najlepszym sposobem było połączenie szkiców tradycyjnych z grafiką komputerową, która miałaby wesprzeć moje braki artystyczne. Znalazłem artystę, który idealnie wpasowywał się w to, co chcę osiągnąć. Był to (wyżej wspomniany – dop. red.) Keith Thompson. Jego rysunki to idealne połączenie skomplikowanych szkiców tradycyjnych i cyfrowego cieniowania wraz z kolorowaniem.

Po opanowaniu tej metody, zacząłem rysować w pełni cyfrowo. Parę lat później zapragnąłem czegoś jeszcze więcej, co wzbogaci moje prace, ucząc się grafiki 3D. A po 3D przyszła pora na photobashing.Teraz, mając tyle różnych opcji do kreowania swoich idei, czuję się wolny jak ptak. Technologia rozwija skrzydła umysłu otwartego na wiedzę i praktykę.

Pracujesz raczej według danego schematu, czy „idziesz na żywioł”? Jak wygląda Twój proces twórczy?

Zawsze warto tworzyć... bez względu na nastrój, czy brak weny.

Oczywiście, mając wenę rysuje się łatwiej, ale rysowanie, tak jak każda inna czynność, musi być ćwiczone regularnie – jak mięsień, żeby zdolność nie zanikła. Mój proces twórczy przebiega bardzo różnie, w zależności od tego, co chcę osiągnąć. Jeśli chcę, aby praca sprawiała wrażenie „bardziej” tradycyjnej, zaczynam od „w miarę” szczegółowego szkicu tradycyjnego, który później skanuję i zaczynam cieniować już na ekranie monitora.

Adrian Biłozór
God of Pain

Kiedy czarno-biały obraz jest w 70% gotowy, dodaję kolory gradient mapami i kończę, malując kolorem pobieranym z obrazu jakiegoś artysty tradycyjnego.

Sprawa wygląda całkiem inaczej, kiedy tworzę postać do gry.

Zaczynam od stworzenia pozy w Daz Studio, którą później importuję do Zbrush, gdzie zostaje poprawiona i wyrenderowana. Wszystkie warstwy renderingu zostają skomponowane w jednym folderze, po czym domalowuję wstępny ubiór postaci.

Adrian Biłozór
Cyber Joker 2077

Następnie przeszukuję Pinterest, poszukując wszystkiego, co może wzbogacić mój design. Na tym etapie często używam photobashingu, wycinam fragmenty zdjęć, które łączę w kolaż z wcześniej już wyrenderowaną postacią 3D. Całość kończę malując po zdjęciach, tak by obraz nabrał spójności i stylu.

Według ciebie, lepiej jest w obecnych czasach zdać się na freelancing czy może trafić pod skrzydła studia?

Pracując w firmie, ma się „względną” stabilność płac. Pracując jako freelancer, raz masz „hossę”, a raz „bessę” w kwestii płac.

Pracując w firmie, można czerpać doświadczenie z ludzi wokół ciebie, jako freelancer raczej uczyć się samodzielnie. Będąc samemu sobie szefem, masz większą kontrolę nad swoim życiem, czasem pracy i tym, z kim pracujesz, co jest plusem, ale i zrzuca więcej odpowiedzialności na twoje plecy.

Sam jeszcze nie pracowałem w dużej firmie, ale z tego, co słyszałem od artysty, który zrezygnował z pracy w jednej z nich, nie jest to praca dla ludzi z rodziną. Wracasz późno z pracy, bo musiałeś zostać dłużej, robiąc słabo płatne nadgodziny. A gdzie tu jeszcze znaleźć czas dla żony, czy dzieci?

…z drugiej jednak strony, praca przy dużych projektach to prestiż i duma z samego siebie. Poza tym, osoba mająca wiele ciekawych tytułów czy też firm w swoim CV, chętniej zapraszana jest na rozmowy kwalifikacyjne.

Co robisz, gdy łapiesz art-blocka? Co radzisz twórcy, który natyka się na mur w swojej głowie?

Zmęczenie materiału często występuje wtedy, kiedy rysuje się w kółko jedno i to samo.

To, co zawsze cieszy człowieka najbardziej, to progres, a ten osiągamy tylko wtedy, gdy wyjdziemy ze swojej strefy komfortu.

Brak weny czy art-block oznaczają, że brakuje nam stymulacji zewnętrznej. Do utrzymania weny, przydaje się posiadanie podobnego hobby. Ja na przykład lubię chodzić nocami po mieście w poszukiwaniu zdjęć alej, ulic, które mogą później przerodzić się w futurystyczną historię w komputerze. Ważną rzeczą jest też noszenie ze sobą kieszonkowego szkicownika… bez względu na to, co robimy w ciągu dnia, mimowolnie mamy kilka świetnych pomysłów, idei, które znikają po minucie rozmowy z sąsiadem, na przejściu dla pieszych, etc. Wystarczy na chwilę się zatrzymać i zrobić dosłownie dziesięciosekundowy szkic, który zostaje dla nas znakiem pamięciowym, do którego będziemy mieli powrotny dostęp w późniejszym czasie.

Adrian Biłozór
The one who carries the light

Wszystko to, co nas otacza, może nas stymulować, jeśli umiemy to zinterpretować na swoją korzyść. Poza byciem ilustratorem, pracuję również jako masażysta, a znajomość anatomii i to, że codziennie widzę pracę mięśni, wspiera mój character i creature design.

Równie dobrze ktoś, kto lubi sam naprawiać swój samochód, może wyrobić sobie szeroką, wizualną bibliotekę kształtów, które pomogą w tworzeniu futurystycznych maszyn czy robotów. To, jak obchodzimy się z naszym ciałem również ma kolosalne znaczenie. Trzeba wyrównywać spoczynkowe siedzenie przed komputerem jakąś aktywnością fizyczną, która lepiej dotleni nasz mózg do działania.

Czy każdy artysta możne znaleźć swoje miejsce na rynku grafiki cyfrowej, zważywszy na jego umiejętności i potrzeby?

Tak, dla każdego znajdzie się miejsce. Dla każdego, kto ma coś do zaoferowania i zapuka w odpowiednie dla swojej sztuki drzwi. Dajmy przykład artysty, który nie chce pracować ani w firmie, ani nie chce być freelancerem szukającym klientów. Taka osoba może zgłosić się na portal Polska Grafika Cyfrowa. Firma ta sprzedaje wysokiej jakości limitowane, certyfikowane i sygnowane wydruki grafiki cyfrowej. Jeśli ktoś umie szukać, to znajdzie miejsce dla siebie.

Czy w branży bywa stresująco? Pamiętasz jakieś wyjątkowo napięte sytuacje?

Myślę, że nie jestem odpowiednią osobą, by odpowiedzieć na takie pytanie. Mam tylko rok doświadczenia pracy w firmie gamingowej. Dodam, że była to mała, angielska firma indie. Nie zdarzyło mi się zdenerwować. Wiem, jak radzić sobie z krytyką.

Podstawowym problemem artysty podczas krytyki jego pracy jest branie wszystkich opinii zbyt osobiście. Należy umieć rozdzielić pracę od swojego EGO. Można to porównać do stwierdzenia: „stolarz robi krzesło, ale stolarz nie jest krzesłem”. Z kolei praca jako freelancer może być irytująca, jeśli zapomnisz np. określić z klientem, ile poprawek jest w cenie, a kiedy trzeba będzie dopłacić.

A jak już o branży mowa – ile swobody twoim zdaniem ma artysta, który tworzy w firmie – gdy mowa o wspomnianej przez ciebie małej firmie, jak i tej całkiem dużej?

Pracując w małej firmie indie miało się dużo do gadania, ponieważ byłem jednym z dwóch grafików, a firma była tak mała, że miało się wrażenie bycia w swego rodzaju rodzinie. Ma to swoje plusy i minusy. Odpowiadając na pytanie: to zależy. Im większa firma, tym „typowy grafik” ma mniej do powiedzenia, chyba że jest liderem, seniorem swojej branży. Szacunek przychodzi z doświadczeniem.

Wracając do procesów twórczych – czy, według ciebie, digitalu można nauczyć się bez odpowiedniego wykształcenia akademickiego, metodą prób i błędów, w domu?

Jestem samoukiem, więc moja odpowiedź brzmi „tak”. Wszystkiego można nauczyć się samemu, zwłaszcza dzisiaj, mając tak szeroki dostęp do wiedzy z internetu.

Moja edukacja plastyczna skończyła się na podstawówce, a na temat liceów plastycznych czy ASP wolałbym się nie wypowiadać. Sam porzuciłem studia informatyki ze specjalizacją „grafika komputerowa”. Nie zamierzałem czekać 2 lat okresu wyrównawczego, by uczyć się grafiki 3D.

Adrian Biłozór
Life Looking into Death

Produktywniejsze okazało się być dla mnie wykupienie 14 godzin tutoriali o grafice 3D w programie Zbrush. Chcąc nauczyć się digital paintingu, należy mieć umiejętność „kopania samego siebie w dupę”. Ucząc się na studiach, ktoś wyznacza ci poziom trudności i zadania domowe. Ucząc się samemu, trzeba być surowym dla samego siebie, wiecznie głodnym wiedzy. Cieszyć się z postępów, ale zawsze chcieć więcej. Internet dostarczy wiedzy o rysowaniu na dobrym poziomie, jednak jeśli chce sie osiągnąć wysoki poziom, należy wesprzeć się płatnymi tutorialami z, przykładowo, wspomnianej strony Gumroad, lub książkami o danej tematyce, takimi jak Colour and Light: A Guide for the Realist Painter czy How To Draw by Scott Robertson and Thomas Bertling.

Najbardziej przełomowy, najszczęśliwszy moment Twojej kariery?

Jako artysta nie mam żadnej wielkiej firmy czy produkcji na swoim koncie.

Myślę, że najbardziej przełomowy moment miałem w wieku lat 6. Jako leworęczne dziecko miałem problemy z pisaniem. Był to okres. w którym da się jeszcze dziecko przymusić do pisania prawą ręką. Po wizycie u psychologa dziecięcego stwierdzono, że nie wolno mnie przestawiać na prawą rękę, bo „podobno mam talent”. Cieszę się, że nadal piszę i rysuję lewą ręką, bo nie wiadomo, jak by to dziś wyglądało z prawą. Dodam, że jeśli ktoś dzisiaj stwierdza, że mam talent, mogę odpowiedzieć: „to nie jest talent, to jest rezultat, gdybyś większość swojego wolnego czasu przez 24 lata spędził na rysowaniu, to każdy głupi osiągnąłby dobry poziom”.

Było o momencie przełomowym, to teraz o najszczęśliwszym.

Stało się to około roku 2009, kiedy to pierwszy raz kupiłem sobie tablet graficzny: Wacom Intuos 4M. Był to dla mnie spory wydatek, ale tablet działa po dziś dzień, więc opłacało się. Ta sensacja z rysowaniem na komputerze była dziwna i niesamowita; niczym pierwsza wędrówka Doktora Strange przez multiwymiary.

Adrian Biłozór
The first gate of Hell
A od czego, twoim zdaniem, powinien zacząć absolutny, digitalowy noob?

Po części odpowiedziałem już na to pytanie wyżej podając książki i źródło tutoriali. Na początek radziłbym kupić jakikolwiek tablet Wacom na własną kieszeń.

Następnie odwiedzić niniejszą stronę. Ma ona pięknie poukładane tutoriale; od podstawowych, do zaawansowanych. Chcę tu dodać aspekt psychologiczny – po osiągnięciu pewnego dobrego poziomu, możemy już nie chcieć dalej przerabiać tutoriali z np. YT. Często myślimy, że jeśli jest to ogólnie dostępna wiedza, to nie jest nic warta, bo bardziej doceniamy to, za co sami zapłacimy. Nie oznacza to jednak, że tutoriale darmowe nie mają wartości, to raczej my mamy już inny standard i szukamy bardzo specjalistycznej wiedzy, za którą chcemy zapłacić. Nie jestem po żadnym kursie, ale jedno mogę polecić. Jeżeli jest się osobą ciut ekstrawertyczną lub taką, która lubi pracować z ludźmi, albo nie potrafi sama się motywować do rozwoju, polecam każdą szkołę, w której pracują ludzie z branży, na przykład Focal Point w Gdyni.

Na koniec – co może zrobić młody artysta, by się wypromować, zaistnieć jakoś w sieci?

Ciężkie pytanie. Sam nie uważam się za osobę znaną, czy rozpoznawalną. Nie znam się na autoreklamie. Jest to mój błąd, spowodowany byciem totalnie zafiksowanym na samym kreowaniu i rozwoju umiejętności. Jest to częsty problem wielu artystów. Potrafimy dobrze rysować ale nie wiemy jak dojść do dużej publiki. Powiem tylko o kilku truizmach, które każdy powinien znać. Facebookowy fanpage to podstawa, choć nie jest on najważniejszy. Sam mam około trzech i pół tysiąca followersów, z czego średnio 200-300 osób zobaczy mój post. Jeśli z kolei udostępnię go z mojego fanpage na kilka innych grup artystycznych, to zasięg może wzrosnąć do nawet czterech, sześciu tysięcy odsłon grafiki. Warto mieć również inne konta, na przykład na Instagramie, bo on nie obcina zasięgów tak jak Facebook.

Jeśli chodzi o posiadanie własnej strony WWW z portfolio: warto ją mieć, ale nie jest niezbędne do autopromocji. Ja sam nie posiadam osobistej strony. Myślę, że zrobiłbym, czy kupił takową witrynę dopiero wtedy, gdy sam miałbym dużą renomę i potrzebował „garnituru skrojonego na miarę”. Dzisiaj standardem jest posiadanie galerii na Artstation. Strona ma minimalistyczny design, a jednocześnie klarownie przedstawia grafiki w galerii. Wcześniej wspomniałem o możliwości współpracy z polskagrafikacyfrowa.pl. Innymi stronami sprzedażowymi, z których chętnie korzystają artyści cyfrowi, są Redbubble i Society6.


Prace Adriana znajdziecie pod tym linkiem

Zainteresowani? Zapoznajcie się z poprzednim tekstem serii „digital polskim okiem”, czyli nowym cyklem artykułów poświęconym naszym rodzimym artystom cyfrowym. Do następnego!

Digital polskim okiem – Patryk Stefaniak