Digital polskim okiem – Dawid Jurek

Dawid Jurek

Powracamy do świata digital artu. Na pytania dręczące każdego artystę, zarówno tego świeżego w branży, jak i zaprawionego w boju, odpowiada obszernie Dawid Jurek, twórca równie uzdolniony, co przyjazny. Po co więcej spoilerować – przekonajcie się sami, jak zróżnicowane portfolio posiada on w swoim dorobku.

Piotr: Czy zechciałbyś opowiedzieć coś o swoim autorskim projekcie, Periphery? Przyznam, że concept arty z nim związane mocno mnie zaintrygowały. 

Dawid: Periphery to postapokaliptyczna opowieść o człowieczeństwie, woli przetrwania i odrodzeniu natury. Po trzeciej i ostatniej wojnie światowej cywilizacja upada. Wszystko rozgrywa się w odizolowanej wschodniej Europie, w słowiańskim sosie. Ludzie łączą się we frakcje i usiłują stworzyć nową rzeczywistość z tego, co po niej zostało. Pod wpływem skażenia wszystko mutuje, zmienia się klimat, powstają nowe gatunki, choroby, nowe zdolności. Każdy ma swoje dążenia, które często kłócą się z dążeniami innych. Długo można by o tym opowiadać – zapraszam do portfolio.

Periphery było we mnie od zawsze. Od dziecka uwielbiałem eksplorację i naturę. Czasami wpadałem do jakiejś dziury, z której potem wyciągała mnie mama. Pod koniec studiów pojechałem do Prypeci. To był przełom. Bardzo bliski jest mi temat rozpadu, degradacji, przemijania i odrodzenia – rzeczy, natury, ale i człowieka. Do tego dochodzi opowiadanie historii, takich, które wywołują emocje i pokazują to, kim jesteśmy z nieoczywistej perspektywy, siłę buntu, chęć zmian i wyciśnięcia z życia tego, co ma najwięcej „mięsa”. Uwielbiam oldschoolowe rpgi, jak Baldur’s Gate czy stare Fallouty, bo miały to, czego często współczesne gry nie mają wcale – fabułę.

Docelowo myślę o Periphery jako o cRPeGu w rzucie izometrycznym. Mam opracowaną fabułę i zasady, na bieżąco tworzę frakcje, zasoby, lokacje i bestiariusz. Myślę, że prędzej czy później znajdę inwestora, który wsiąknie w ten świat tak samo, jak ja i pomoże mi go powołać do życia.

Masz wypracowany „system”, według którego tworzysz? Jak ważna jest systematyka w tej branży?

Niezależnie od tego, czy maluję w akrylu, czy pracuję na tablecie graficznym, proces wygląda właściwie tak samo. Najpierw jest pomysł. Potem zbieram referencje.

W końcu robię szkice, sam wykon właściwie staje się formalnością. Jednocześnie do samego końca podważam wszystkie swoje wybory. Rysuję i maluję mniej więcej sześć dni w tygodniu. Wena, podobnie jak talent, jest mocno zmitologizowana. Są lepsze i gorsze dni. Samoświadomość tego, co i jak się w danym momencie tworzy, nie zawsze jest zgodna ze stanem faktycznym, więc trzeba działać codziennie i patrzeć na wszystko zbiorczo, z dystansu. Mam oczywiście takie spontaniczne olśnienia, często przed snem, zawsze wtedy wstaję i robię notatki.

Czy digital niesie ze sobą inne doznania podczas procesu twórczego, gdyby go zestawić z metodami tradycyjnymi? Czy technologia przyczyniła się do twojego rozwoju?

Od zawsze staram się wykorzystywać wszystkie dostępne narzędzia, jak i sprawdzać te nowe. Telefon jest dla mnie ważnym narzędziem, robię w nim notatki, zdjęcia i filmy, zapisuję materiały inspiracyjne i referencyjne z sieci.

Malarstwo cyfrowe daje dużo więcej możliwości niż tradycyjne. Na każdym etapie pracy można wprowadzać poważne zmiany, bez szkody dla efektu końcowego. Pod ręką ma się nieskończoną ilość narzędzi, jak chociażby pędzle, także te, które można przygotować samemu.

Jest to z drugiej strony przekleństwem, bo proces decyzyjny momentami rozbudowuje się do niebotycznych rozmiarów, więc z czasem zacząłem samemu sobie nakładać ograniczenia. Docelowo jednak praca wygląda bardzo podobnie, od ogółu do szczegółu, jak w mediach tradycyjnych.

Dawid Jurek
Periphery – uniwersum będące projektem Dawida. Opowiada historię świata, który doczekał się kolejnej wojny światowej, po której nasza rodzinna planeta już nigdy nie będzie taka sama. Źródło
Na co w digitalowym świecie należy uważać? Jakie momenty w swojej działalności zapamiętałeś jako najmniej przyjemne?

Po studiach przez kilka lat pracowałem w różnych instytucjach, firmach i studiach graficznych, zawsze pod parasolem ochronnym przełożonych i akantów.

Projektowałem, rysowałem i miałem względny spokój. Kiedy zdecydowałem się na freelance, na początku moje oczekiwania były takie, że każde negocjacje powinny zaowocować współpracą. Jestem typem człowieka, który do nowo poznanych osób podchodzi z pewną dozą ufności. No i właśnie – zdarzało mi się trafiać na kompletnych laików, mitomanów, zwykłych oszustów, do tego doszli „starzy znajomi”, którzy oczekiwali absurdalnych zniżek, czy agencje pracujące wiecznie w świńskim pędzie.

Tak, to wszystko dało mi w kość i musiałem zweryfikować swoje podejście. Bardzo pomógł mi mój tata, który ma ogromne doświadczenie biznesowe. Teraz wszystko weryfikuję zaliczkami i umowami. Odrzucam oferty, które mi nie leżą. Mam alergię na menadżerski bełkot. Dokładnie określam stawki. Zawsze jestem sympatyczny, ale i stanowczy. Od pewnego momentu praca stała się czystą przyjemnością. Zgrzyty się zdarzają, jak w każdej pracy – zawsze się zastanawiam, co do nich doprowadziło, i jak temu zapobiec w przyszłości.

Skoro o nieprzyjemnościach już mowa – jak sobie poradzić z blokadą twórczą, jak zwalczyć impas? Na co warto zwrócić uwagę, by się nie „zablokować”?

Tak jak wspomniałem wcześniej, jeśli rozwijasz się twórczo, to to, co robisz, nie zawsze jest zsynchronizowane z tym, jak to postrzegasz, i odwrotnie. Są momenty, w których uważam się za boga kreacji, ale i są momenty, w których wszystko, co zrobiłem, wydaje się żenująco słabe, i chcę z rozpaczy zakopać się w ziemi i zostać tam, aż sczeznę.

W sieci jest sporo wykresów i filmów, które ilustrują ten problem, warto się z nimi zaznajomić. Mnie generalnie artblok nie dotyka, ale wiem, że potrafi to być poważny problem.

Klasyczny jest impas na studiach artystycznych, pomiędzy drugim a czwartym rokiem, gdzie ilość dostępnych technik, ilość danych, skala tego, co stworzono, i co się tworzy w każdej minucie na całym świecie, potrafi być przytłaczająca. Jednocześnie wciąż powstają prace odkrywcze i wybitne.

Etapy powstawania materiału do gry Lust for darkness Źródło

Warto o tym rozmawiać z innymi twórcami i szukać odpowiedzi w sieci. To nie jest nowy problem i rozwiązania nań są gotowe. Ostatnia bardzo ważna rzecz – higiena pracy i higiena życia, które w jakimś momencie stają się formą „przepisu na wszystko”. Ruch, dieta, dobry sen, zrównoważony odpoczynek, eliminowanie toksycznych ludzi i szumu informacyjnego, to wszystko jest bardzo istotne. Przyznam, że od czasu do czasu mam też taki stratny dzień, kiedy odcinam się od tworzenia. Spotykam się wtedy ze znajomymi, oglądam kiepskie filmy i memy, idę do lasu, a następnego dnia rano wracam do pracy.

Który ze swoich projektów wspominasz najlepiej, najciekawiej?

Jak do tej pory, to na pewno było to Miasto Gniewu. Dawid Sawicki dał mi bardzo dużo swobody artystycznej. Temat, choć momentami bardzo ciężki, był bez wątpienia ciekawy. Pomimo dużego tempa i ogromnego nakładu pracy, do samego końca produkcji byłem  nim mega zajarany.

Co przemawia za byciem freelancerem? Dlaczego ktoś miałby przedłożyć firmę nad bycie „wolnym strzelcem”?

Za freelansem na pewno swoboda. Sam dobieram sobie klientów, decyduję o tym, co chcę robić, kiedy chcę to robić i w jaki sposób. Informacje o zleceniu czerpię u źródła, co optymalizuje komunikację. Codziennie pojawiają się nowe możliwości i jest to forma przygody, ale i ogromna odpowiedzialność. Często mam też bardzo duży wpływ na finalny produkt, co jest satysfakcjonujące. Ale siedzenie samemu ze sobą tygodniami nie będzie odpowiadać każdemu.

Dawid Jurek
A moment of respite in the call center Źródło

Za pracą w studiu, w dobrym, profesjonalnym studiu, na pewno przemawia dostęp do specjalistycznej wiedzy i kreatywny ferment, jeśli pracuje się w zespole złożonym z różnych indywiduów. Praca przy produktach AAA jest na pewno ważnym punktem na drodze kariery i otwiera mnóstwo nowych drzwi. Bardzo dużo zależy od indywidualnych preferencji i uważam, że nie należy negować żadnej z tych dróg.

Digitalowiec bez studiów też sobie poradzi, czy zalecałbyś jednak kształcenie się w tej dziedzinie nie tylko na własną rękę?

Digital to tylko technika, tablet (graficzny) to tylko narzędzie, a dyplom uczelni wyższej to tylko dokument. Kluczem jest klasyczna wiedza z zakresu światła, formy, anatomii, perspektywy i dziesiątek innych zagadnień. Jest dużo wartościowej wiedzy w sieci i w książkach, dostępnej dla wszystkich.

Co prawda polskie szkolnictwo nie ma na razie za wiele do zaoferowania w zakresie malarstwa cyfrowego, a prywatnych szkół, które mają jakiś sensowny poziom, jest tylko kilka, ale fundamentalne podstawy są uniwersalne, niezależnie od mediów.

Dobrze opanowany rysunek przyda się zawsze, niezależnie, czy pójdzie się w animację, storyboard, czy w promo art. Sam fakt pracy w grupie, dostępu do wiedzy, często bardzo specjalistycznej, wystawianie się na konfrontacje na przeglądach, samo poznawanie niesamowitych ludzi jest na wagę złota. Gdy ktoś mnie pyta, czy ma iść na studia, to zawsze mówię, że tak, tylko wartość studiowania jest troszkę gdzie indziej niż tam, gdzie się tego oczekuje. Idealnym wyjściem są studia zagraniczne.

Dawid Jurek
Źródło
Czy dla każdego znajdzie się miejsce w świecie digitalu?

Dla każdego – na pewno nie. Rynek dynamicznie się rozwija i jest chłonny, ale trzeba być zdeterminowanym, podnosić swoje kwalifikacje i rozwijać umiejętności, na które jest faktyczne zapotrzebowanie, jeśli chce się zarabiać pieniądze. Sporo osób robi świetne fanarty i portrety, ale poza internetowym fejmem niewiele z tego wynika.

Znajdzie się jakaś uniwersalna rada dla kogoś, kto właśnie zaczyna naukę digitalu? Co polecasz na „pierwszy kontakt”?

Do nauki najlepiej podejść wielopłaszczyznowo, otoczyć się sztuką. W środowisku mówimy o „dobrej rutynie”, codziennej pracy, nawet jeśli to tylko 30 minut dziennie. Praktyka, praktyka, praktyka, studium martwej natury i anatomii, lepiej z natury, ale i ze zdjęć, podpatrywanie dzieł mistrzów, starych i nowych. To samo, co od wieków, plus internet.

Książki – polecam na początek Rysowanie postaci Andrew Loomis’a, Color and Light Jamesa Gurney’a i Framed Ink Marcosa Mateu-Mestre. Softu jest naprawdę sporo i cały czas wychodzi nowy, można eksperymentować, ale nie jest żadną tajemnicą, że docelowo sprawdza się Photoshop, bo jest bardzo wszechstronnym programem. Jeśli są środki, to warto znaleźć dobre szkolenia w sieci (np. Schoolism), lub zapisać się na prywatny kurs, lub mentoring – koniecznie trzeba zweryfikować portfolio swojego potencjalnego nauczyciela.

Dawid Jurek
Blackfly headquarters Źródło
Ile swobody ma artysta koncepcyjny w trakcie pracy zespołowej? Czy czasem zdarzy się komuś „wejść ci na głowę”?

To zależy od specyfiki produktu i od momentu, w którym dołączam do procesu produkcyjnego. Czasem pracuję przy czymś od samego początku i mam wpływ na całość, mogę proponować swoje rozwiązania i wykazać się pełną gamą umiejętności. Czasem robię tylko jakąś wykończeniówkę i wtedy kluczowe jest to, żeby wszystko było spójne z tym, co już powstało wcześniej. Nikt mi nie próbuje wchodzić na głowę, klienci raczej oczekują ode mnie samodzielności i ufają mojemu doświadczeniu.

Co radzisz komuś, kto nie wie, co dalej zrobić z tym, co zdążył stworzyć? Gdzie taką osobę byś pokierował?

Media społecznościowe są odpowiedzią – polskich grup na FB dotyczących digitalpaintingu jest kilka, ale z czystym sumieniem mogę polecić tylko jedną – Digital Painting – jak żyć?.

Jest sprawnie moderowana, jest w niej sporo zawodowców i z otwartymi ramionami przyjmowani są wszyscy. Można znaleźć tam odpowiedzi dotyczące technikaliów, sprzętu, artbloka, wejścia na rynek i wszelkiej maści problemów, a co najważniejsze, można otrzymać naprawdę dobrą korektę i poznać wspaniałych ludzi. Uczymy się od lepszych i przekazujemy wiedzę dalej. Jest nas tam już konkretna armia. Serdecznie zapraszam w imieniu administracji!


Prace Dawida znajdziecie tutaj: portfolio | Facebook | Artstation

Zainteresowani? Zapoznajcie się z poprzednim tekstem z serii „digital polskim okiem”, czyli cyklem artykułów poświęconym naszym rodzimym artystom cyfrowym, ukazującym różne spojrzenia na ważne kwestie związane z tą dziedziną sztuki. 

Digital polskim okiem – Adrian Biłozór

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o