Rogalik inny niż wszystkie – Children of Morta [recenzja]

Children of Morta

Children of Morta to gra, która idzie pod prąd! Na popularnym gatunku rougelite’ów hoduje kilka własnych pomysłów, które czynią ją jedną z najprzyjemniejszych gier 2019 roku. Jestem w stanie zarzucić jej tylko jedno: marnuje swój potencjał.

Children of Morta to gra z gatunku rougelite, która została stworzona przez studio Dead Mage i wydana przez polskie 11 Bit Studio. Tytuł swoją premierę miał 3 września na komputerach osobistych, a w połowie października ukaże się także na konsole PlayStation 4, Xbox One i Nintendo Switch.

Tradycja pokoleń

Produkcja opowiada historię heroicznej rodziny Bergsonów. Są oni rodem wojowników, strzegących krainy przed rozmaitymi zagrożeniami. Niekiedy przed napadami goblinów, innym razem atakami grabieżców, a niekiedy… przed zepsuciem trawiącym krainę. Akcja gry rozpoczyna się w momencie, w którym świat zaczyn trapić dziwna zaraza zabijająca zwierzęta i niszcząca rośliny. Dziwna fioletowa maź pokrywa coraz większe tereny, a rodzina pod okiem mądrej babki Margaret schodzi do ukrytej pod kominkiem swojego domu komnaty, gdzie będą podróżować do trzech krain, by uwolnić trzy starożytne duchy, które pomogą im zrozumieć powody powstania zarazy.

Children of Morta

Zaczyna się dość typowo, prawda? Jak na typowego rogalika przystało, jest sobie jakiś tam cel, a my idziemy dalej zarzynając wszystkich po drodze? Otóż nie tutaj. Children of Morta wychodzi naprzeciw większości gier z gatunku, które fabułę traktują drugoplanowo. Tutaj każdy z członków licznej rodziny ma swój silnie nakreślony charakter i ciekawą historię do opowiedzenia. Jeden z synów to pacyfista służący w okolicznym klasztorze, jeden z mężczyzn rodziny to alkoholik, który przez swój nałóg stracił kobietę swojego życia, a lękający się o życie porywczego syna ojciec zabrania mu szkolić się w walce, pomimo ambicji młodziaka. Do tego rodzina spodziewa się niedługo powiększenia, bo matka rodziny jest ciężarna.

Domek pełen miłości! 

W toku rozgrywki możemy także powiększać dom Bergsonów o napotkane w przemierzanych krainach zabłąkane istoty. Jedną z nich będzie wilczątko, któremu zabito matkę, a które musimy najpierw uleczyć zbierając medykamenty. Będzie także kilka innych okazji. Children of Morta

 

Z członkami rodziny nietrudno jest się zżyć. Są oni dobrze napisani, pomiędzy misjami możemy przeklikiwać ich portrety, by dowiedzieć się, co mają do powiedzenia. Do tego co misję możemy być świadkami rodzinnych zdarzeń: niekiedy matka karmi okoliczne zwierzęta w lesie, innym razem ojciec czyta bajkę dziecku, jeszcze innym razem cała rodzina gra w znalezioną w jednej z jaskiń planszówkę albo wszyscy razem śmieją się przy stole.

Rodzina jest najważniejsza

Sam pomysł na stworzenie zżytej rodziny, której wszyscy członkowie mają tak silny własny charakter stało się cechą rozpoznawalną Children of Morta i głównym aspektem utrzymującym wyjątkowy klimat produkcji. Z całej palety postaci do naszej dyspozycji przeznaczonych jest aż 6 grywalnych. Wszyscy członkowie rodziny pomiędzy misjami swoje własne zajęcia: niektórzy ćwiczą walkę, inni grają na czymś, najmłodsza z córek rysuje, matka gotuje a babka studiuje stare księgi. Dom Bergsonów żyje i jeśli nie spieszy nam się do powrotu do gry to możemy poprzyglądać się codziennym czynnościom poszczególnych bohaterów, a zawsze znajdziemy tam coś nowego.

Tak silna personalizacja bohaterów i stworzenie ich jako generalnie dobrych, niemal baśniowych sprawia, że o wiele chętniej wracamy do gry i śledzimy ich losy. Nie są już nam obojętni. Stają się czymś więcej niż tylko pięknie poskładanymi pikselami, a ich losy zaczynają być dla nas przejmujące. Jedynym, czego mi zabrakło to bardziej spersonalizowane zdarzenia losowe w poszczególnych misjach. Przemierzając kolejne krainy będziemy natrafiać na różne zajścia (jak np nękanie lokalnych górników, których będziemy ratować, albo wyrżniętą przez bezmyślne gobliny szukające złota karawany rodzin z dziećmi), a nasze postaci będą pomagały lokalnym nieszczęśnikom. Do ideału brakuje mi jedynie tego, by poszczególni bohaterowie choćby inaczej komentowali całe zajście. Gra oczywiście posiada tylko jeden głos: przyjemny ton narratora, ale jednak przedstawia on zdanie poszczególnych postaci, więc mógłby to robić także w tych sekcjach.

Children of Morta

Niby to samo…

No dobrze! Przejdźmy już do samej rozgrywki. Choćby gra miała najlepiej napisaną rodzinę, to nie sprzeda się tak dobrze, jeśli warstwa gameplayowa nie będzie odpowiednio dopieszczona. W Children of Morta na pierwszy rzut oka gra się bardzo podobnie do innych gier z gatunku. Wybieramy lokację, do której chcemy się udać, postać którą chcemy zagrać a następnie lądujemy w generowanych proceduralnie lochach i pokonujemy setki przeciwników odkrywając kolejne komnaty. W grze znajdziemy 3 różnicowane typy lokacji podzielone na 2 lub 3 misje każda (a każda z misji ma właśnie od 2 do 4 poziomów, w których schodzimy coraz głębiej).

A jeśli chcielibyście zobaczyć moją casualową recenzję Enter The Gungeon to zapraszam Was pod ten adres!

Casual gatunku w morzu pocisków – Enter the Gungeon [recenzja]

… ale jednak inaczej

Choć gra jest rougelitem to wprowadza bardzo dużo ułatwień do mechaniki gatunku. Śmierć jest tutaj definitywnym końcem misji, ale jeśli przejdziemy daną misję i pokonamy bossa końcowego to odblokowujemy następną na stałe. Tak więc jesteśmy w stanie zauważać tutaj stały progres zmierzający do fabularnego domknięcia. Nie ukrywam, że to dla mnie ogromna zaleta bo wprost nie cierpię gier, w których chwila nieuwagi cofa mnie do samego początku. Okropnie się umęczyłem przy Enter The Gungeon (choć gra oczywiście jest wykonana bardzo dobrze. To po prostu nie moja bajka. Za bardzo brakowało mi odczuwalnego postępu.) Sama ta cecha nie stanowi jednoznacznie zalety, bo zależy od Waszych preferencji, niemniej dla mnie było to jak wybawienie.

Na samych poziomach jest już za to o wiele przyjaźniej fanom gatunku. Walczymy z setkami przeciwników kilku zróżnicowanych typów, otwieramy kolejne przejścia i zbieramy złoto dążąc do końca areny, na której czeka boss. Śmierć cofa nas do początku, a podczas przechadzania się komnatami możemy znaleźć przedmioty, które zostają z naszą postacią tylko do zakończenia misji. Mamy więc mikro skalę rougelike oraz makro skalę rougelite. 

Children of MortaUlepszamy! 

Za zdobyte w misji złoto możemy permanentnie ulepszyć całej rodzinie różne statystyki. Wśród modyfikowalnych znajdziemy takie parametry, jak ilość punktów życia, siła ataku, procentowa szansa na unik, szansa na znalezienie przydatnych przedmiotów, ilość zdobywanego doświadczenia czy nawet zwiększenie czasu trwania znajdowanych ulepszeń itd.

 

Doświadczenie? Ale jak to – zapytacie! Otóż każda z 6 grywalnych postaci w grze zdobywa swoje własne poziomy i rozwija posiadane drzewko umiejętności. Dodatkowo co 4 poziomy zdobywa umiejętność, która wzmacnia pozostałych członków rodziny. Dla przykładu troskliwy ojciec wzmacnia tężyznę rodziny zwiększając ich ilość życia swojej rodziny a spostrzegawczy syn uczy ich jak wynajdować słabe punkty przeciwników co permanentnie zwiększa szansę na trafienie krytyczne. Dalsze umiejętności sprawiają także, że podczas rzucania zaklęcia mamy szansę na to, że inny członek rodziny wzmocni ja swoim zaklęciem, a nawet, że pojawi się na chwilę u naszego boku by np. uchronić od śmierci albo odegnać szarżującego wroga. Poza tym każda postać ma kilka umiejętności aktywnych i kilka pasywnych.

Same postaci są także bardzo zróżnicowane. Znajdziemy tutaj ciężkozbrojnego Johna, który walczy długim mieczem, może wykonać jedynie jeden uskok przed przeciwnikiem, ale za to może schować się za tarczą, aby przez jakiś czas blokować wszystkie ataki (lub odbijać  je po odpowiednim ulepszeniu). Jest tu także łuczniczka, która może atakować z dystansu, ale strzelanie podczas ruchu stopniowo ją męczy, a w starciu bezpośrednim brakuje jej argumentów. Jest także łotrzyk zadający większe obrażenia i atakujący błyskawicznie, mogący chować się w cieniu.

Children of Morta

Resztę pozwolę Wam odkryć samym. Każdym z bohaterów gra się inaczej, każdy wymaga od nas nieco innego zachowania i postępowania na polu bitwy. Żaden nie jest jednoznacznie słabszy od innego, choć prawdę mówiąc, jeden z bohaterów przysporzył mi tak dużych problemów w operowaniu, że nie potrafiłem nim przejść więcej niż 1-2 poziomów żadnego lochu. Był zbyt wolny przy konieczności walki w zwarciu. Aczkolwiek na Youtubie zobaczyłem ludzi wyczyniających nim cuda, więc to pewnie kwestia moich własnych predyspozycji.

Graficzny miód

Produkcja posiada także wprost obłędną oprawę graficzną. Jeśli nie należycie do osób, którym pixel art się przejadł to będziecie tutaj zachwyceni. Pięknie wykonane tła pełne żywych kolorów i malutkich detali sprawiają, że w samym domu Bergsonów można spędzić niemało czasu podziwiając poszczególne pokoje. O muzyce za to można powiedzieć jedynie tyle, że jest.

Children of Morta

Gdzie ten zmarnowany potencjał?

No i do czego ten Popielarz się chce przyczepić? Piękna gra ze świetną mechaniką rougelike’a w misjach i stałego progresu poza nimi? Ano do tego, że produkcję skończyłem w 19 godzin i… mało mi! Rougelike’i to zazwyczaj gry na dziesiątki godzin, do których można wracać regularnie na kilkudziesięciominutowe sesje. W Children of Morta oczywiście po zakończeniu wątku głównego możemy wrócić do wcześniej przemierzanych lokacji, ale już po 3-4 wizytach okazuje się, że wyczerpaliśmy większość zdarzeń losowych a poza tym ciągle zmierzamy do tego samego: walki z jednym bossem na arenach, które już znamy. Bardzo przydałby się tutaj jakiś lepszy endgame.

Mam na myśli np. tryb, w którym wymieszane są lokacje wszystkich trzech światów a my schodzimy bezustannie w dół zbierając nowe przedmioty, walcząc z jakąś pulą losowych bossów i znajdujemy zdarzenia losowe ekskluzywne dla tego trybu. Nie zdążyłem wylevelować wszystkich swoich postaci, a prawdę mówiąc chętnie bym to zrobił dla samej satysfakcji. Niemniej te same lokacje zdołały przyciągnąć mnie tylko na kilka dodatkowych posiedzeń, zanim odłożyłem Children of Morta na dobre. Aplikacja GOGa pokazuje mi, że w grze spędziłem 19 godzin. Czuję, że mógłbym poświęcić jeszcze przynajmniej drugie tyle, bo mechanika nadal mnie przyciąga. Jedynie monotonia po zakończeniu głównej linii fabularnej sprawia, że produkcja zniknie z mojego dysku po napisaniu recenzji. Ale jeśli twórcy zdecydują dodać jakiś nowy tryb popremierowo, to na pewno wrócę, bo jest do czego.

Children of Morta
Wszystkie menusy w grze wykonane są w przepiękny sposób.

I tymi właśnie słowy mógłbym podsumować tę grę. Uważam za wielki komplement dla niej to, że po tylu godzinach nadal mi mało. Jednocześnie… czuję niedosyt, a odebrałem kompletny produkt. Piękny, grywalny, wciągający, dodający głębię fabularną do gatunku, gdzie rzadko można to spotkać, z ciekawymi, dobrze napisanymi i zróżnicowanymi bohaterami. Na pewno warto zagrać, poznać, przekonać się. Polecam w ciemno, bo niedosyt to jeszcze nie podstawa do rezygnacji. Powodzenia!

Grę do recenzji udostępnił GOG.com. Znajdziecie ją tutaj.

Seria Arkham i LEGO Batman w Epic Games Store – 6 gier za darmo

Seria Arkham i LEGO Batman w Epic Games Store – 6 gier za darmo

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o