O tym co było i o tym, co będzie – rozmowa z Ianem D’Sa i Jonathanem Gallantem z Billy Talent

billy

Pierwszego dnia tegorocznego Czad Festiwalu udało nam się porozmawiać z Jonathanem Gallantem oraz Ianem D’Sa z Billy Talent! Jakie mają plany na przyszłość? Co stoi za ich dotychczasowymi wydawnictwami? Dowiedzcie się u nas, w ekskluzywnym wywiadzie dla Kulturalnych Mediów!

 

 

 

Minęło pół roku od waszego ostatniego koncertu w Polsce, mam rację? Teraz wróciliście jako headliner Czad Festiwalu.

Jonathan, Ian: Tak, właśnie tak.

I tak sobie myślałem – czy jest coś wyjątkowego dla was w naszym kraju? Coś, kojarzy wam się z Polakami? Oczywiście oprócz korzeni Bena.

Jonathan: Fakt, Ben ma trochę z Polską wspólnego. Wiesz, udało nam się zaliczyć bardzo udaną trasę koncertową w Niemczech, a od dawna pragnęliśmy zjechać całą Europę. Przybyliśmy więc do Polski mając wciąż wiele innych miejsc do odwiedzenia, ale bardzo się cieszymy, że możemy być właśnie tutaj, bo zostaliśmy tu wyjątkowo ciepło przyjęci.

Więc polubiliście nasz kraj, cieszę się.

Ian: Wszystko przypomina mi tu Kanadę – tak od strony klimatu, jak i ogólnie.

Na przykład? Jakieś inne podobieństwa?

Ian: Jak mówiłem, niemal identyczna pogoda, jest tu równie chłodno co w Kanadzie. Mieliśmy okazję zagrać w Krakowie, to piękne miasto, graliśmy również w Warszawie. To wspaniałe, widzieć kolejne części kraju łączące się w jedną całość.

Zgodzę się. Zapraszam do Katowic!

Ian, Jonathan: *śmiech*

Jonathan: Kraków ma przepiękną architekturę. To świetne miejsce.

Nie mogę się nie zgodzić. Z mojego osobistego punktu widzenia, mogę powiedzieć że już od pierwszego albumu trzymacie się swojego wzorca i każde wydawnictwo jest równie solidne co poprzednie. Zastanawiam się, czy macie zamiar w przyszłości nadal iść tą ścieżką, czy może pójść w innym kierunku, zrobić nieoczekiwane „surprise, surprise” starym fanom?

Ian, Jonathan: *śmiech*

Ian: Próbowaliśmy tego na albumie “Billy Talent III”. Proces jego powstawania był zupełnie inny – chociażby przez pracę z Brendanem O’Brien’em. Myślę jednak, że charakterystyczne brzmienie jest najważniejsze dla zespołu. Nie mogę więc powiedzieć, że odejdziemy od tego – ale eksperymentujemy z interpretacją utworów, wykorzystaniem dobrze znanych nam już konfiguracji. Te rzeczy być może w przyszłości dalej będziemy zmieniać – przede wszystkim stawiamy sobie bardzo wysoką poprzeczkę w kwestii jakości nagrania i produkcji.

Rozumiem. Chciałbym zatrzymać się na moment właśnie przy albumach. Jestem ciekaw, czy nazwy krążków BT I, BT II i BT III to jakaś koncepcja trylogii, jak je rozumieć?

Jonathan: Nazwaliśmy swój pierwszy album „Billy Talent” po prostu, by pokazać, że oto jesteśmy my, „to jest Billy Talent”. Kiedy pracowaliśmy nad drugim, Ian pewnego dnia przyszedł do studia i zapytał „chłopaki, może nazwiemy drugi album “Billy Talent II?”. Sądzę, że wszyscy odpowiedzieliśmy „tak, to brzmi dobrze”.

Ian: BRZMI DOBRZE!

Jonathan: … i wraz z trzecim albumem stwierdziliśmy, że III to numer wieńczący trylogię. Mieliśmy też pewną ‘obawę’, z braku lepszego określenia, by nazwać krążek inaczej. Po jego wypuszczeniu uznaliśmy, że czas wreszcie wymyślać nazwy dla kolejnych wydawnictw.

Więc jakie są historie stojące za tytułami dwóch najnowszych płyt?

Ian: Co do “Dead Silence” – poniekąd chodziło o przerwanie systemu numerycznego. Wyszło tak, że tematem albumu był swoisty koniec świata – ukazał się w roku 2012, dużo szaleństwa na tym punkcie, dużo strachu, no i wiele kataklizmów tego roku. Z ich względu okładka albumu przedstawia scenerię pod wodą.

W kwestii “Afraid of Heights” – było to nieco bardziej o zabarwieniu politycznym niż w przypadku “Dead Silence”. Wiesz, dużo nieoczekiwanych rzeczy zbiegło się z prezydenturą Trumpa. No i fakt tego, że pomimo jego nieprzemyślanych i rasistowskich komentarzy ludzie wciąż go popierali – przyprawił mnie o zawrót głowy. Dużo utworów jest więc o tym, dlaczego my, ludzie, boimy się dużych wysokości – boimy się podejmować właściwych decyzji. Taka metafora.

Macie jakieś rytuały bezpośrednio przed koncertem?

Jonathan: Trochę prób, zazwyczaj pół godziny, ćwiczenia wokalne, takie rzeczy. Nie mamy innych rytuałów, uważamy je za nudne rzeczy. *śmiech*

Ian: * śmiech *

Rozmawialiśmy o Polsce, a może odwróćmy kota ogonem – bardzo tęsknicie za Kanadą w trakcie tras koncertowych?

Jonathan: Kiedy jesteś w trasie, masz cały czas z tyłu głowy poczucie komfortu, że niebawem znów wrócisz do domu, za którym tęsknisz. Staramy się jednak utrzymać balans, tak, by nie tęsknić za Kanadą tak bardzo, a jednocześnie dawać dużo koncertów. Ludzie, rodzina – to za nimi tęskni się najbardziej. Ale jak by nie patrzeć, granie po całym świecie, szczególnie na terenie Europy, to duża przyjemność, więc nie ma na co narzekać.

Ian: Tak, po miesiącu zaczyna doskwierać tęsknota. Ale pierwsze trzy – cztery tygodnie są takie ekscytujące!

No właśnie – jako zespół zyskaliście bardzo dużą rozpoznawalność na świecie, równie duże środowisko fanów. Czy pomimo to jest wciąż coś, co jeszcze chcielibyście jako swoja ekipa osiągnąć, pomimo tego, co już wam się udało?

Jonathan: Więcej fanów!

Ian: Docieranie do jak największej – jeszcze większej – liczby odbiorców. To nasz główny cel. Nasz, jak i każdego innego zespołu – dzielić się muzyką, przekazem, jak najdalej. Taki jest plan.

Dziękuję za wywiad – do zobaczenia niebawem na koncercie!

 

[ANGIELSKA WERSJA NA DRUGIEJ STRONIE]

[ENGLISH VERSION IS ON THE SECOND PAGE]

→ Click ←


Wywiad: Piotr Kozioł

Zdjęcie: Marcin Twardysko