„To dla mnie podróż bardzo sentymentalna i melancholijna.” – Michał Kowalonek o swojej solowej płycie

„To dla mnie podróż bardzo sentymentalna i melancholijna.
fot. Artur Gogulski/Kulturalne Media. Finał WOŚP 2019 - Warszawa

Przy okazji 27. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy udało nam się spotkać z Michałem Kowalonkiem – frontmanem formacji Snowman – by porozmawiać o tym, co było – współpracy z Myslovitz – jest – zawodowych planach Snowman – i będzie – nadchodzącej debiutanckiej płycie solowej artysty. Wywiad przeprowadzony został przez Marcina Twardysko we współpracy z Zuzanną Iwanowską.

„To dla mnie podróż bardzo sentymentalna i melancholijna.” – Michał Kowalonek o swojej solowej płycie.

Snowman – pierwszy raz na Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i od razu  w samym sercu wydarzenia – na Placu Defilad w Warszawie. Jeśli jednak o Ciebie chodzi, nie jest to wcale pierwszy „raz” z WOŚPem. Wcześniej wspierałeś Orkiestrę grając z Myslovitz…

Tak, miałem przyjemność śpiewać w Myslovitz za Artura (Rojka, przyp. red.) przez 6 lat, dlatego zjeździłem trochę świata z WOŚP-em, czasami grając nawet 3-4 koncerty dziennie. To wielki zaszczyt być dziś w samym sercu Orkiestry – zawsze oglądało się Finał w telewizji, chciało się być tu na miejscu i zobaczyć jak Jurek traci głos. W końcu się udało, jest pięknie.

Jak znaleźliście się tutaj z zespołem Snowman?

Myślę, że drogą prób i błędów. Braliśmy udział w eliminacjach do Pol’and’Rock Festivalu, gdzie potem zagraliśmy na Dużej Scenie i chyba się sobie po prostu spodobaliśmy. Idziemy w świat dalej, wciąż razem, więc naturalnie teraz gramy tu, z Orkiestrą.

Skoro już padła nazwa Myslovitz… Dołączyłeś do projektu za czasów prężnej, kilkuletniej już, działalności Snowman i przez kolejnych 6 lat udawało Ci się zgrabnie łączyć oba projekty. We wrześniu ubiegłego roku zdecydowałeś się jednak w pełni poświęcić Snowmanowi. Myślę, że nie uda mi się skłonić Cię do skomentowania i zdradzenia kulis rozstania z mysłowickim zespołem, ale może do podsumowania, choćby w skrócie, Waszej współpracy?

Jestem bardzo wdzięczny za ten piękny czas. Był dla mnie wielkim doświadczeniem, czasem natężonej pracy, wielkiego podróżowania, pracowania nad płytą i utworami, które zapowiadać  miały kolejną płytę… Jestem za niego wdzięczny zarówno zespołowi, jak i sobie – że miałem wystarczająco energii i siły, by stanąć w jednym rzędzie z legendą i pracować na równi z równym, a później stawać z nimi na scenie i śpiewać.

27. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – podsumowanie [fotorelacja]

Przed Tobą stało przecież ogromne wyzwanie. Fani oczekiwali, chyba że zastąpisz Rojka..

I myślę, że to się udało. Na jednym z forów internetowych przeczytałem kiedyś, że nigdy nie będę w stanie tego zrobić. Odpowiedziałem wtedy, że zarówno Artur jak i ja jesteśmy wyjątkowi i nie da się nas podrobić. Wierzę w to. Ty również jesteś wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju – jak widzisz porównywanie i ocenianie na starcie jest całkowicie bez sensu. Ktoś mógłby kazać porównać mi się z Bono – porównaj się z Bono i zobacz, kto jest lepszy. Po co?

„Na własnych nogach idziesz własną drogą” – tak właśnie skomentowałeś odejście z Myslovitz. Z perspektywy prawie roku, gdzie ponownie jesteś tylko w swojej macierzystej formacji, co to dla Ciebie znaczy?

Było to odniesienie zarówno do zespołu Myslovitz, jak i Snowman. Cytowałem moją przyjaciółkę, Mirelę, trenerkę w ośrodku szkoleniowym Meritum w Katowicach. To cudowna kobieta – żyjąca blisko natury, posługująca się głosem serca i miłości, a ta miłość ma naprawdę różne oblicza. Czasami można komuś powiedzieć w twarz, co się myśli, nawet jeśli nie jest to najprostsze, i to też jest miłość. Były i są to dla mnie ważne słowa. A te własne nogi, to jest moja droga. To jest to, w którą stronę zmierzam, zarówno teraz, z zespołem Snowman, jak i solowo, bo zamierzam wydać także solową płytę wspólnie z zaproszonymi do tego projektu artystami. Właściwie to już ją finiszuję – do skończenia uśpiewania go przez gościa muzyczego został mi jeden utwór. Póki co nie zdradzę jednak kto to jest. Będę się chwalić, na pewno, gdy już wszystko będzie nagrane i będę pewien, że doszło do skutku.

Zatrzymajmy się przy niej na chwilę, bo temat, który zdecydowałeś się wziąć na warsztat, jest niezwykle ciekawy – Powstanie Wielkopolskie. Co skłoniło Cię, żeby właśnie temu poświęcić debiutancki solowy album?

Tak, płyta dotyczy Powstania Wielkopolskiego, dlatego udało mi się nawet doprowadzić do współpracy z Wydziałem Kultury Urzędu Miasta Poznania, który ją współfinansuje. Oprócz tego w ramach działań zaprosiłem licealistów z Puszczykowa do tego, by przy opiece trenerskiej animatorów i techników, stworzyli wspólnie klip – który notabene już powstał dzięki Fundacji Santander i Urzędowi Miasta – i okazało się nagle, że tych piętnastu młodych ludzi bardzo się w zadanie zaangażowało. Naprawdę nie spodziewałem się, że mamy w Polsce tak wspaniałą młodzież. Poszedłem do liceum w Puszczykowie, odwiedziłem dyrektora, opowiedziałem o projekcie i zamyśle, a on wskazał mi klasę humanistyczną, prowadzoną przez panią Czajkę, do której później zwróciłem się z moim pomysłem. Na ich odpowiedź nie czekałem długo – właściwie od razu zgłosiło się piętnaście młodych, naprawdę ambitnych osób. Niespełna tydzień później zaczęliśmy pracę: warsztaty, przygotowania i finalnie – nagrywanie. Jak mówiłem, klip już powstał i jest wspaniały, a ja jestem trochę tym wszystkim, co się wydarzyło, zszokowany.

Wiem też, że jesteś potomkiem uczestnika walk z 1918 roku, także płyta zapowiada się bardzo emocjonalnie.

To dla mnie podróż bardzo sentymentalna i melancholijna. Szczególnie, że część mojej rodziny brała udział w Powstaniu (Wielkopolskim, przyp. red.) – babcia była w nim sanitariuszką, a dziadek powstańcem, który ucierpiał w wydarzeniach. Tak właśnie się poznali. Nie mógłbym być więc wobec tych wydarzeń obojętny.

Piękna historia. Płyta o takiej, a nie innej tematyce, będzie bardziej wyrazem polskości i patriotyzmu czy ukłonem w stronę bohaterstwa i wyrazem uznania wobec babci i dziadka?

Przede wszystkim jest ukłonem w ich stronę – ich oraz wszystkich Powstańców, z naciskiem na kobiety, które brały udział w wydarzeniach tamtych dni, bo są chyba trochę niedocenione. Ten motyw dziewczyny, sanitariuszki, która pomaga, wspiera, gotuje ziemniaki na Dworcu Poznańskim, itd., to jest jedna rzecz, ale były także tzw. „Matki Chrzestne Powstania”, które walczyły w nim w sposób ideologiczny – działały sprawczo, politycznie wręcz. Poruszam w materiale kilka takich wątków, jednak największą inspiracją było dla mnie to, co wiem, poznana historia. Album ma znamiona edukacyjne, jak i patriotyczne, jednak głównie chciałem, by było to coś, co pokaże młodym ludziom, że są na świecie piękne historie, po które warto sięgać, nawet po latach, warto je pamiętać i o nich mówić.

Skoro już o patriotyzmie mowa, to jak zdefiniowałbyś ten dzisiejszy?

Trudne pytanie. Ostatnio czytałem jego definicje w różnych słownikach, a potem próbowałem to odnieść do różnych epok, w których dane było nam istnieć. Do tej pory patriotyzmem zawsze było wznoszenie sprawy kraju ponad swoje własne dobro i cele. Wydaje mi się, że świat bardzo się w tym podejściu zmienił. Mnóstwo Polaków pracuje dziś przecież w innych krajach, a nawet na innych kontynentach. Jestem też chyba za tym, żeby posługiwać się w życiu wartością miłości i szacunku, bo to one, według mnie, przetrwają w nieskończoność i są najważniejsze. I o tym właśnie jest moja solowa płyta – o lojalności, przyjaźni, rodzinie, miłości.

Marcin Twardysko & Zuzanna Iwanowska.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here