„Ten album to ja” – wywiad z J.Wisem

Zdjęcie wykorzystane dzięki zgodzie FONOBO

J.Wise to intrygujący wokalista, który wręcz zmusza słuchaczy do poznania go bliżej. Znany z zespołu The Suns, postanowił, że wyda swój solowy album. Porozmawialiśmy o tym.

Pochodzisz z Poznania, ale przez wiele lat mieszkałeś w Wielkiej Brytanii. Jak wspominasz tamten okres w swoim życiu?
Zgadza się. Od szesnastego roku życia mieszkałem w Anglii. Uczęszczałem tam do szkoły średniej, następnie na studia, do Polski wróciłem dopiero po ukończeniu MA. Co do wspomnień, to po tych ośmiu latach są one wspaniałe. Wielka Brytania mnie ukształtowała i wychowała na człowieka, jakim jestem dziś. Mam tam wielu przyjaciół i mimo tego, że nie zdecydowałem się na obywatelstwo, to czuję się częścią tego kraju, a jako, że jestem wielkim fanem piłki nożnej, to reprezentacja Anglii zajmuje u mnie w sercu to samo miejsce co kadra Polski.
Czy nadal czujesz się związany z tym krajem? Bywasz tam raz na jakiś czas?
Tak jak wcześniej wspominałem, związany z Wielką Brytanią jestem i będę pewnie do końca życia. Co jakiś czas odwiedzam wyspy, nie jest powiedziane, że jeszcze tam nie wrócę.
W Wielkiej Brytanii nie tylko tworzyłeś muzykę, ale także zajmowałeś się sztukami wizualnymi. Możesz opowiedzieć o nich coś więcej?
Skończyłem uczelnię artystyczną, więc można powiedzieć, że już wtedy zajmowałem się sztuką. Po zakończeniu studiów miałem okazję wystawiać swoje prace w wielu galeriach, między innymi w Opera Galley czy The Exhibitionist. Po dziś dzień tworzę nowe prace, myślę, że w niedalekiej przyszłości podzielę się, ze światem moją sztuką.
Współtworzysz zespół The Suns.
Cały okres koncertowy przygotowywaliśmy się, by występować jako J.Wise & The Suns. Z wiadomych przyczyn do tego nie doszło…
Jak długo trwa twoje zamiłowanie do sztuki?
Mam potrzebę tworzenia odkąd pamiętam. Staram się zaspokajać swój głód artystyczny na różnych polach, od animacji, ilustracji, komiksów poprzez rzeźby a kończąc na muzyce. Zakładam, że taki się urodziłem i nigdy nie uda mi się zaspokoić mojej twórczej natury. I bardzo dobrze!
Jak ważne miejsce w twojej artystycznej działalności odgrywa muzyka?
Nie mam takiej hierarchii. Na wszystko staram się znaleźć czas, nawet jak miałoby to być kosztem snu. Wszystko przychodzi naturalnie. Robię to tyle lat, że nie zwracam specjalnie na to uwagi. Muzyka znacznie różni się od rzeźbienia czy malowania. Uważam, że wyżej wymienione dają nam większą intymność i komfort tworzenia, w muzyce niestety nikt nie ocenia ciebie poprzez samą muzykę, znaczenie mają też wizerunek, medialność itp. Następnie musisz potwierdzić to wszystko na koncertach, więc jest to zupełnie inna forma ekspresji, często wychodząca poza strefę komfortu w porównaniu do siedzenia przed płótnem, a następnie prezentowaniem go w galerii.  
Jak, jako artysta, odnajdujesz się w czasach pandemii?
Tak samo jak wtedy, kiedy jej nie było. Oprócz oczywistych aspektów finansowych, nie wpłynęło to w żaden sposób na mnie. Ja najbardziej lubię spędzać czas ze sobą. 
Miałeś przeciwności losu w trakcie pandemii do pokonania?
Tak, wiele, ale są one niczym w porównaniu z tym, przez co muszą przechodzić aktualnie kobiety. 
Myślisz, że jesteś przygotowany na premierę płyty w tych trudnych dla muzyki czasach?
Zdaję sobie sprawę, że to najgorszy czas na premierę, ale nikt się tego nie mógł spodziewać. Nie mam na to wpływu, więc nie zamierzam się nad sobą użalać. Co do przygotowania, to jest to jeden wielki znak zapytania, ponieważ nikt nie był przygotowany na to, w jakiej rzeczywistości przyszło nam dziś żyć.
TearsCrying For HelpCaliforniaIdealnyPłonie nasz dom – który z tych singli lubisz najbardziej i dlaczego?
Każdy lubię  z innych względów. Crying For Help lubię za to, że był pierwszym utworem, jaki napisałem na tę płytę i dał mi moc by się podnieść oraz stworzyć cały album. Tears lubię za to, że daje nadzieję i był listem do miłości mojego życia, która zresztą zagrała w teledysku. California jest piękną pocztówką z moich wypadów do Kalifornii, więc chyba nic więcej nie muszę tu dodawać. Idealny jest moim pierwszym utworem napisanym po polsku, a Płonie nasz dom jest bardzo ważnym utworem – dla mnie również – który opowiada o prawdziwej miłości i trudach z nią związanych. Utwór został napisany z zamysłem by zaśpiewały go dwie osoby. W związku z tym, że do tego nie doszło, podkreśla jeszcze bardziej fakt, że nawet miłość potrafi być trudna.
W którym języku najlepiej ci się pisze i śpiewa?
Naturalnie przychodzi mi pisanie po angielsku, ale nie mam problemu z tworzeniem po polsku, więc trudno jest mi postawić na którąś z opcji. Uważam, że po angielsku można pisać fajniejsze teksty, ale mało osób w naszym kraju robi to dobrze, wiec pewnie też mało muzyków się za to bierze. Inna sprawa to akcent, ale o tym nie będę się rozpisywał. Mogę na pewno powiedzieć, że wolę słuchać muzyki w języku angielskim. Bardzo rzadko sięgam po muzykę z naszej rodzimej sceny, chyba, że autorem jest mój kolega czy koleżanka. 
Jak wygląda twój proces tworzenia? Czy nad płytą pracowałeś tak samo jak zazwyczaj?
Nie chcę za dużo ujawniać, ale powiedzmy, że na początku powstaje muzyka a następnie tekst. Nad całością pracowałem w ten sam, dobrze mi znany sposób.
O czym opowiadają tytułowe Stories, które znalazły się na płycie?
Stories to zbiór moich wspomnień i emocji. Na tej płycie znajdują się prawdziwe historie pełne miłości, bólu czy walki z samym sobą. Niektóre są smutne, a niektóre piękne, dające nadzieję na lepsze życie. Ja sam uważam siebie za tekściarza i myślę, że to jest zdecydowanie moja najmocniejsza strona. Więc jeżeli ktoś chce posłuchać prawdziwych historii opowiedzianych z pasją, oprawionych w bardzo ładne ramy, to na pewno płyta dla niej lub dla niego. Myślę też, że każdy znajdzie sobie numer na płycie, z którym będzie mógł się utożsamić, który zabierze go w wycieczkę po własnych wspomnieniach. Ten album opiera się na czystych emocjach i bije z niego autentyczność, ten album to ja.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!
Dziękuję.