„Kategoryzacja muzyki tylko szkodzi sztuce” – wywiad z Jannem

Zdjęcie wykorzystane dzięki zgodzie FONOBO

Jann to kolejny artysta, który dołączył do projektu FONOBO Pitcher wytwórni FONOBO Label. Ponieważ wydał swój debiutancki singiel, nadarzyła się okazja na rozmowę.

Jak znalazłeś się w Wielkiej Brytanii?
Wyprowadziłem się z Polski razem z rodziną w 2015 roku i już tam zostałem.
Czy mógłbyś naszym czytelnikom przybliżyć szkołę, w której studiujesz songwriting, czyli BIMM?
Na songwriting się dostałem, ale studiuję wokal. A BIMM London wybrałem głównie ze względu na lokalizację. BIMM ma swoje wydziały w wielu miastach w Europie, ale wydaje mi się, że Londyn ma największe możliwości jeśli chodzi o rozwój, nawiązywanie znajomości i budowanie kariery.
Jak trudno było się tam dostać?
Stosunkowo łatwo. Podczas rekrutacji oceniane są bardziej talent i możliwości, niż oceny. Wysłałem nagrania i dostałem odpowiedź, że zostałem przyjęty na wszystkie kursy, na które aplikowałem.
Chodziłeś też do szkoły artystycznej i śpiewałeś w chórze. Od jak dawna sztuka jest w twoim życiu?
Odkąd pamiętam. W naszym domu zawsze obecna była szeroko rozumiana sztuka i nadal odgrywa ważną rolę w życiu całej rodziny. Malowaliśmy, pisaliśmy, czytaliśmy, graliśmy w teatrze, śpiewaliśmy. Dla mnie kreatywność to była po prostu bardzo normalna, stała część mojego życia. Dosyć wcześnie przestałem przywiązywać dużą wagę do innych sfer, na przykład przedmiotów ścisłych w szkole, bo dla mnie naturalne było, że przyszłość będę wiązał ze sztuką i na tym starałem się skupiać.
Jak udaje ci się łączyć twoje klasyczne wykształcenie z ambitnym popem i muzyką alternatywną?
Nie udaje, bo nie próbuję tego robić. Nie mam wykształcenia stricte klasycznego, a jeśli chodzi o trening wokalny, to nie uczyłem się śpiewu klasycznego na tyle długo, żeby nabrać charakterystycznej dla niego maniery, ale na tyle długo, żeby bardziej zrozumieć swój głos, jego możliwości i anatomię. A to jest przydatne w każdej dziedzinie. Poza tym uważam, że granice między gatunkami zacierają się coraz bardziej, a sama kategoryzacja muzyki tylko szkodzi sztuce. Zastanawia mnie po co, kiedy artysta tworzy muzykę wykraczającą poza ustalone ramy gatunkowe, krytycy i teoretycy próbują go w nie wcisnąć, używając zwrotów w stylu „tworzy muzykę z pogranicza…” albo „jego muzyka to mieszanka…”.
Zgadzam się z tobą.
Dzięki! Nigdy nie zastanawiałem się, w jakim gatunku mieści się moja muzyka, bo nie tworzę jej z myślą o gatunku. Cokolwiek wiem o muzyce, nieważne z której jej dziedziny, implikuję to w swojej twórczości. Świadomie bądź podświadomie.
Jacy artyści najbardziej cię inspirują?
Inspirują mnie artyści, którzy mają jasną wizję swojej sztuki oraz kariery i potrafią ją realizować. Te inspiracje cały czas się zmieniają, bo ciągle poznaję nowych artystów. Na ten moment bardzo inspirują mnie Teyana Taylor, Jorja Smith i FKA twigs. Jedyna artystka, którą inspiruję się niezmiennie od kilku lat, to Beyoncé, ale tu chyba nie jestem oryginalny.
Chciałbyś kiedyś inspirować innych artystów w taki sposób, w jaki ci powyżsi inspirują ciebie?
Oczywiście! Inspirowanie ludzi i motywowanie ich do kreatywności oraz twórczości to chyba najlepszy efekt pracy artysty. Z drugiej strony nie czuję presji i potrzeby, żeby świecić przykładem.
O czym opowiada twój singiel Do you wanna come over?
Nie wiem, zależy od słuchacza. Myślę, że o samotności. Ale mogę się mylić.
Kolejne single też będą po angielsku?
Tak, zdecydowanie łatwiej pisze mi się po angielsku. Ale nie wykluczam muzyki po polsku w przyszłości.
Jaki jest twój plan na najbliższy czas? Widać płytę na horyzoncie?
Nadal chodzę do szkoły, więc muszę skupić się też na nauce. Całe szczęście, moja nauka wiąże się z twórczością. Co do płyty, to zawsze widziałem ją na horyzoncie. Ten horyzont jest coraz bliżej, ale to wciąż horyzont.
Kiedy usłyszymy coś nowego od ciebie?
Nie podam konkretnej daty, ale mam nadzieję, że niedługo. Cały czas nad czymś pracuję, coś tworzę, ale jestem niepoprawnym perfekcjonistą i proces twórczy często się u mnie przedłuża. Kiedy coś zacznę, pracuję nad tym, po tygodniu zazwyczaj przestaje mi się to podobać albo nie mam więcej pomysłów. Wtedy zostawiam to na miesiąc lub dwa, potem wracam i kończę – lub nie. Na pewno takie ciepłe przyjęcie Do you wanna come over? zmotywowało mnie do zorganizowania się i przyspieszenia pracy nad nowym materiałem.
Zatem… powodzenia!