Slipknot jak za Iowy | Mystic Festival 2019 [fotorelacja]

Mystic
Corey Taylor (Slipknot), fot. Piotr Kozioł

Mystic Festival po latach powrócił z hukiem. Takiego stężenia tylu znanych zespołów metalowych w jednym miejscu w Polsce nie było już od dawna. Jak wypadły one w obiektywie naszego redaktora? Sprawdźcie.

Mystic Festival odbył się w krakowskiej TAURON Arenie i otaczających ją terenach w dniach 25-26 czerwca. Relacja skupia się wokół pierwszego dnia festiwalu. Na trzech scenach (zamkniętej Main, mrocznej i brutalassaultowej Shrine oraz klasycznej Park) wystąpiło łącznie 28 zespołów, po 14 każdego dnia. Wśród nich między innymi Slipknot, In Flames, Soulfly, Eluveitie czy Testament.

Okiem redaktora

Przyznam, że byłem bardzo ciekaw, jak zaprezentuje się Mystic po latach przerwy. Szczególnie mając świadomość, że organizatorzy mają ambicje dorównać zagranicznym festiwalom metalowym. Czy stanęli oni na wysokości zadania? Moim zdaniem tak, choć pod kątem czasu trwania i ilości zespołów daleko nam jeszcze do wyżej wspomnianego Brutala. Jednak organizacja tych 28 koncertów okazała się przebiec bardzo sprawnie – nieliczne opóźnienia czasowe, dobra, przestronna lokalizacja i małe smaczki uczyniły ten festiwal godnym zapamiętania. Jakie smaczki?

Takie na przykład The Shrine: scena poświęcona domyślnie tej bardziej black/death metalowej stronie twórczości. Nazwa obowiązuje, więc wokół niej rozstawiono powiewające na wietrze postacie, a nad sceną powieszono ogromny łeb ptaszyska. Efekt dosyć przyjemny. Co z tą Batushką? Zagrali na Shrine, ale tłum odpowiedział na to mieszanymi uczuciami. Niby się podobało, ale bez nadmiernego entuzjazmu. Zespół zaprezentował nowe utwory w lekko odświeżonej scenerii (czytaj: wszystko pozłocone i detale bardziej po królewsku, ale to by było na tyle, jeśli chodzi o zmiany).

Frekwencja na Mysticu nie pozostawia złudzeń, że organizatorzy raczej nie będą mieli problemu z funduszami na organizację kolejnego festiwalu za rok. A wiemy, że mają oni zamiar jeszcze bardziej go rozbudować. Nic, tylko trzymać kciuki, bo jest ogromny potencjał. Nie będzie zapewne zaskoczeniem, jeśli powiem, że najbardziej oczekiwałem koncertu Slipknota. Koncerty amerykańskiej legendy są koniec końców otoczone niemałym kultem. Obok niego jednak inne zespoły zrobiły naprawdę dobre show. In Flames porazili swoją energią, grając przekrój twórczości z kilku albumów (nawet Come Clarity). Podobnie Amon Amarth, którzy nie stronili ani od ognia, ani od… wikingów okładających się mieczami na scenie.

One more time motherfucker!

Niemniej to właśnie Slipknot pokazał, jak się robi niezapomniane show. Corey Taylor kocha kontrolować tłum, a tłum uwielbia być przez niego kontrolowany. Szczególnie, że uczestnicy Mystica wykazali się ogromnym oddaniem i żywotnością w trakcie koncertu. Nie zabrakło utworów z nowej płyty, ale i klasyków jak Psychosocial, Vermillion, Before I Forget, Sulfur, Get This, czy The Hereric Anthem.

Ich nowe wdzianka zdają znacznie lepszy egzamin, niż wydawało się niektórym fanom tuż po ich ujawnieniu. Wciąż sprawiają oni bardzo energiczne, bardzo dominujące wrażenie na scenie. Nie zapomnę entuzjazmu nowego pobocznego bębniarza, występującego w masce przypominającej spaloną twarz. Cały koncert miał w sobie silnego ducha dawnych występów (wczesne lata 2000), co objawia się nie tylko w jego estetyce, ale przede wszystkim w formie, w jakiej był zespół.

Podsumowując w kilku słowach: festiwal godny uwagi, z dużym potencjałem na przyszły rozwój. I myślę, że bezpiecznie możemy założyć, iż za rok zobaczymy festiwal w jeszcze lepszej, jeszcze większej formule.


W ubiegły weekend nasi redaktorzy zostali porażeni festiwalem Tauron Nowa Muzyka. Przekonajcie się dlaczego.

Brutalna elegancja – Tauron Nowa Muzyka 2019 [fotorelacja]

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o