Poznajcie The Alligator Wine

Na pewno ich nie znacie. Teoretycznie, nawet nie istnieją, bo nie ma ich na Wikipedii. Próżno też szukać tekstów ich piosenek, czy artykułów o nich. A jednak są, jednak istnieją. Co więcej, właśnie wydali płytę i lepiej się z nią zapoznajcie, bo jeszcze zrobi się o nich głośno. Przedstawiam Wam The Alligator Wine!

Jak do tego doszło, nie wiem. COVID-19 to jedyne racjonalne wyjaśnienie, jakie mi przychodzi do głowy. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że wydana 24 kwietnia płyta Demons Of The Mind, przeszła niemal bez echa? Przecież The Alligator Wine są większym objawieniem niż Greta Van Fleet i zasługują na to, by świat oszalał na ich punkcie równie mocno.

Przypadkowe odkrycie

Muszę spuścić głowę i posypać ją popiołem, bo sama odkryłam ich dopiero niedawno. I to przypadkiem! Miałam napisać recenzję jakiejś płyty. To miało być wyzwanie. Chciałam napisać o czymś, czego sama z siebie nigdy bym do ręki nie wzięła. Zaczęłam przeglądać, co nowego ukazało się w kwietniu. Wybrałam POP, bo leży skrajnie daleko od moich muzycznych zainteresowań. Kliknęłam pierwszy lepszy album. The Alligator Wine. Nigdy nie słyszałam. Super, tym lepiej. Wrzucam nazwę zespołu na Spotify i odpalam pierwszy kawałek. Konsternacja. Co?! POP?! Kto to, tam umieścił?! Od razu było jasne, że charakterystycznego dla tego gatunku cukru i tęczowej posypki tutaj nie będzie. Trafiłam na coś zdecydowanie w moim klimacie. Całkiem przypadkiem. Miało być wyzwanie, a wyszło jak zawsze.

Absolutna nowość

The Alligtor Wine jest absolutną nowością nie tylko dlatego, że swoją płytę wydali trzy dni przed powstaniem tego artykułu. Od nich wieje powiew świeżości. Zapomnijcie o skostniałym Pearl Jam i ich wychwalanym przez krytyków, ale mocno przereklamowanym Gigatonie. To dopiero jest płyta roku! Czegoś takiego dawno już na muzycznym rynku nie było. Obstawiałabym, że od pojawienia się The White Stripes, do których można tu zresztą znaleźć odwołania. Szczególnie do zespołu Jacka White’a – The RaconteursZespół wymienia go wśród swoich inspiracji razem z All Them Witches, Queens of The Stone Age, The Back Angels czy The Doors. I to słychać! Zwłaszcza wpływ tego ostatniego jest wyraźnie dostrzegalny w ich muzyce. Jeszcze zanim znalazłam o nich jakiekolwiek informacje nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Jim Morrison żyje i właśnie założył nowy zespół.

Cudowna ambiwalencja

Wyobrażam sobie, że gdyby Król Jaszczur na prawdę nadal był z nami i wciąż tworzył, właśnie tak by to brzmiało. Muzyka The Alligator Wine to połączenie starego i nowego. Znajdziecie w niej esencję lat siedemdziesiątych w nowoczesnej odsłonie. Na myśl przychodzi mi solony karmel. Dwie całkiem odmienne i względnie nie pasujące do siebie rzeczy, w połączeniu tworzą jednak pyszną całość. Taka właśnie jest płyta Demons Of The Mind. Słodka i słona. Na wesele i na pogrzeb. Dosłownie. Jest tu mroczno, psychodelicznie, czasem wręcz depresyjne. Ale przy tym wszystkim jest też taki groove, że robi nam się upiorna, ale jednak dyskoteka.

Niespodzianka

Jest jeszcze coś, czym ten zespół Was zaskoczy. Nie bez powodu wspomniałam wcześniej o The White Stripes. Aligatora też tworzą tylko dwie osoby Rob Vittaca i Thomas Teufel. Ale to nie to. Prawdziwa niespodzianka, polega na tym, że żaden z nich nie gra na gitarze! Tak, dobrze czytacie. Klasyczny rock bez gitar. Pisałam Wam przecież, że to zespół pełen sprzeczności. Jakże pięknych i wyjątkowych. Dawno nic było nic równie oryginalnego i pewnie nie prędko się pojawi. Zapamiętajcie więc ich nazwę, bo pewnie jeszcze o nich usłyszycie. Mam przynajmniej taką nadzieję. Zasługują na to, jak mało kto.