Pearl Jam w Krakowie [relacja]

Pearl Jam

Od koncertu Pearl Jamu w Krakowie (3.07.2018) minął już ponad tydzień, a emocje z nim związane nadal sięgają zenitu. Choć występ trwał niemalże 3h, grupa skradła serca  publiki na znacznie dłużej. Czy kiedyś je zwróci? Oby nie! 

Koncerty Pearl Jamu przenoszą człowieka w inny wymiar. Kreuje się na nich osobliwa atmosfera, której trudno uświadczyć przy okazji występów innych artystów. I nie chodzi tu nawet o muzykę… Sposób w jaki Eddie Vedder nawiązuje kontakt z publiką, jak jednoczy ludzi, tworząc atmosferę ciepła i zrozumienia – to jest wręcz niesamowite. Choć Pearl Jam jest żywą legendą grunge’u i śmiało zasługuje na statut gwiazdy, w przypadku amerykańskiego zespołu określenie to zdaje się być nawet lekko obraźliwe. Frontman nie zadziera nosa, nie panoszy się na scenie i pokazuje, że nie znalazł się na niej przypadkiem lub za karę. Odnoszę wrażenie, że nazwę koncert można by tu zastąpić określeniem spotkanie, bo taki właśnie charakter miało to wydarzenie. Eddie zdawał się być jednym z nas, zwykłym acz piekielnie zdolnym facetem z Illinois.

Co się stało z Black?

Koncert Pearl Jam w Krakowie był wyjątkowy nie tylko pod względem atmosfery. Niemałym zaskoczeniem dla fanów był dobór setlisty. Dla jednych była ona spełnieniem marzeń, inni wyszli z koncertu rozczarowani. Zwłaszcza dla tych, którzy nie znajdą muzyki PJ aż tak dobrze, mogło zabraknąć największych przebojów. Zdaje się, że Eddie Vedder wywinął Polsce psikusa wymieniając ukochane przez wszystkich Black na Whipping. Zabrakło też Jeremy  czy State of Love and Trust.

KRAKÓW CRACOW KRAKOW 🇵🇱 #PJLIVE2018

A post shared by Pearl Jam (@pearljam) on

Kolejny brak Black (utwór nie pojawił się też podczas Open’er Festival w 2014) powinien zostać grupie wybaczony, gdyż w setliście pojawiły się prawdziwe perełki. Other Side zagrane było w Polsce po raz pierwszy w Europie i po raz trzeci w ogóle. W Tauron Arenie przez prawie 3h wybrzmiało aż 30 piosenek, za co należy się wielki ukłon w stronę zespołu. Warto dodać, że setlista Pearl Jamu na każdym koncercie jest inna. Nie dość, że wzmacnia to przedkoncertową ekscytację, to jest również wyraźnym znakiem, że zespół nie idzie w kierunku tzw.  masówki.

Can i play Jeremy with you? – czyli niezwykłe momenty podczas koncertu Pearl Jam w Krakowie

Koncert Pearl Jam w Krakowie pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych. Choć szczęściarzem może nazwać się każdy, kto mógł współtworzyć tą wyjątkową koncertową atmosferę, do niektórych los uśmiechnął się szczególnie.

Rzucanie kostek lub pałeczek perkusyjnych w stronę publiki jest już koncertową normą, nikogo więc nie zaskoczy obecność tych elementów w Krakowie. Zespół jednak poszedł dalej. Stojący najbliżej barierek mieli okazję skosztować Eddowego wina, Elderly Woman Behind the Counter in a Small Town zostało wykonane tyłem do głównej publiczności, co stanowiło niezwykle miły gest dla publiczności na tylnych trybunach, a Matylda, około 10-letnia fanka grupy, uczestniczyła w  koncercie wraz z żoną frontmana i jego dziećmi.

Los uśmiechnął się jednak szczególnie do młodego chłopaka z niewinnym skrawkiem kartonu z napisem Can I play Jeremy with youFakt faktem, Jeremy’ego nie zagrał  (utwór nie pojawił się w setliście), ale Eddie  zaprosił go na scenę podczas ostatniego utworu wydarzenia, Yellow Ledbetter. Po wspólnym muzykowaniu Vedder poczęstował wygranego gitarzystę winem. Trudno wyobrazić sobie emocje, które musiały towarzyszyć chłopakowi podczas tego zdarzenia, skoro sama widownia nie była w stanie ukryć wzruszenia. Był to jeden z piękniejszych gestów koncertowych, jaki w ogóle zdarzyło mi się odnotować. Czuło się w tym jakąś jedność, prostotę, przyjaźń.