„Niby mamy więcej czasu, a jednak mało inspiracji” – wywiad z Kayah

Zdjęcie wykorzystane dzięki zgodzie Unablanca

Kayah jest jedną z najpopularniejszych i najwybitniejszych wokalistek w Polsce. Niedługo po wydaniu singla Ramię w ramię z Viki Gabor do głowy przyszedł pomysł o przeprowadzeniu wywiadu. Został zrealizowany tuż przed urodzinami artystki.

Dzień dobry! Zacznę nietypowo – lubi pani udzielać wywiadów? (śmiech)
Niespecjalnie… (śmiech) Ale wiem, że to część mojego zawodu, więc się przyzwyczaiłam. Lubię inteligentnych rozmówców i przygotowanych dziennikarzy.
Zapytałam, gdyż w pewnym sensie pani również jest aktywna dziennikarsko i przeprowadza rozmowy z wieloma znanymi oraz ważnymi osobami. Mam na myśli audycję w MeloRadio.
Ja jestem ciekawa ludzi i uwielbiam z nimi rozmawiać, nie przeprowadzam wywiadów, żeby siebie stawiać na piedestale. Moi goście są zawsze bohaterami. Poza wszystkim, to są fajne spotkania towarzyskie i moi słuchacze też to czują.
Dobrze, to od początku. Jaki był pani wymarzony zawód w dzieciństwie?
Zawsze chciałam śpiewać, ale nie miałam pojęcia, że może stać się to moim zawodem. Zatem myślałam, że będę archeologiem, policjantką lub lekarzem i że będę sobie do tego śpiewać w ramach pasji. Szczęśliwie los przyniósł inne rozwiązanie.
Kiedy tak naprawdę narodził się pomysł na bycie wokalistką?
Miałam wtedy 4 lata i wiedziałam, że bez muzyki nie istnieję.
Pamięta pani, wobec tego, swój pierwszy koncert w życiu jako widz?

Chodziłam do Filharmonii Narodowej na Poranki Cioci Jadzi, takie spotkanie dzieci z muzyką klasyczną, a także do Guliwera. Ale prawdziwą edukację muzyczną miałam w domu.

Przechodziła pani tak zwaną „duchową przemianę” od dzieciństwa?
Tak.
Czy ona jeszcze trwa?
Oczywiście, że trwa. To proces. Ciągle poszukuję.
Co pani robiła przed karierą muzyczną? Słyszałam, że trenowała pani judo, sprzedawała krawaty… A w trakcie przerwy od muzyki mieszkała pani w Wiedniu pracując jako modelka.
Dokładnie tak. Życie lubi zaskakiwać. Zawsze gdzie byłam, próbowałam swoich sił, jako wokalistka. Potem przez wiele lat udzielałam się jako chórzystka, aż w końcu postawiłam na swoją autorską twórczość.
Zdjęcie wykorzystane dzięki zgodzie artystki
Kariera muzyczna zaczęła się w roku 1984, ale dwa lata później nagrała pani utwór Mówię Ci, że… z zespołem Tilt.
To był mój pierwszy kontakt z mikrofonem studyjnym. Okazało się, że jednak niewiele umiem. Każde takie muzyczne spotkanie dało mi całą masę doświadczeń i lekcji, które skrzętnie odrabiałam.
Niedługo po tym zrobiła pani przerwę w muzyce kończąc współpracę z ówczesną wytwórnią. Czy dziś, analizując tę sytuację, żałuje pani? Czy jednak dobrze się stało?
Wszystkie doświadczenia w życiu są cenne. Niczego nie żałuję. To nie są porażki, to ważne lekcje, z których się uczymy i wyciągamy wnioski.
Właśnie, po powrocie wiele się wydarzyło. Między innymi poznała pani Grzegorza Ciechowskiego. Właściwie to on panią odkrył. Wspomina go pani czasem? Ja uważam, że jest z pani dumny. Gdziekolwiek się teraz znajduje.
Mam taką nadzieję. Był wspaniałym artystą, człowiekiem i przyjacielem. Dużo mu zawdzięczam. Był jednym z pierwszych, którzy docenili mnie jako artystkę.
Listopad 1995 to chyba spełnienie marzeń – wydała pani wreszcie swój pierwszy, autorski album. Kamień. Jak dziś on brzmi według pani? Jest aktualny?
Z powodu technicznych możliwości dziś trochę pewnie trąci myszką, ale emocjonalnie jest wciąż aktualny. Może o tym świadczyć cudowna trasa koncertowa, jaka odbyła się w dwudziestą rocznicę tej płyty. Ludzie tłumnie na nią przybywali i ze wzruszeniem przeżywali każdy utwór. Ta płyta dała mi też najwierniejszych fanów, którzy trwają ze mną do dzisiaj.
W styczniu wyszedł duet z Viki Gabor, Ramię w ramię. Skąd pomysł na taką współpracę? [rozmowa rozpoczęła się przed wydaniem singli z Mery Spolsky i Marią Sadowską – przyp. red.]
Pomysł wyszedł od wytwórni Viki, po tym jak ktoś zobaczył, że na swoim Facebooku zachwalam jej talent. Bardzo jestem wdzięczna, że ten duet powstał, bo uważam Viki za jedną z najbardziej utalentowanych osób, jakie znam. To cudowna przygoda pokazująca, że w muzyce, jak i w moim mniemaniu, nie ma granic, także wieku.

Przejdźmy do obecnej rzeczywistości, jeszcze pandemicznej. Światowy „lockdown” sprawił, że znalazł się czas na robienie innych rzeczy, a więc… Ostatnia przeczytana książka?
To jest ruchome. Zaliczam zaległości. Mam tendencję do czytania kilku książek jednocześnie. Zawsze tak było. Oczywiście wszystkim bardzo polecam najnowszą książkę Kasi Nosowskiej – Powrót z Bambuko. Myślę, że każdy z nas może się w tej książce przejrzeć jak w lustrze. Do śmiechu do łez i wzruszeń także do łez.
Ostatni obejrzany film?
Za filmami nie do końca przepadam, choć lubię sięgać do klasyki polskiej kinematografii czy seriali sprzed lat. Tworząc utwór do serialu Królestwo Kobiet, który nagrałyśmy wspólnie z Mery Spolsky, obejrzałam dwa pierwsze odcinki tego serialu i wkręciłam się w tę czarną komedię.
Ostatnio przesłuchana płyta?
Muzyka towarzyszy mi całe życie i często właśnie w chwilach wypoczynku wolę ciszę, bo tej mi najbardziej brakuje. Ale oczywiście cieszę się i z przyjemnością słucham nowości, które wypuścili ostatnio moi znajomi, jak Czułe Struny Natalii Kukulskiej, na której znajduje się utwór, do którego nawet napisałam jeden tekst. Piękna jest płyta solowa Igora Herbuta, cieszę się nową płytą Marii Sadowskiej, na której znalazł się także jeden utwór ze mną – bardzo piękny Kocham Cię. Już zacieram ręce na nową premierę, która będzie miała miejsca na dniach – a ja już miałam okazję posłuchać. Mowa o nowej płycie Skubasa Duch.

A oprócz sztuki…?
Co do tego, co najchętniej robię aktualnie, to teraz najbardziej lubię bycie w domu z bliskimi. Poświęcam też wiele czasu moim zwierzętom, trochę wcześniej zepchniętym na dalszy plan.
Skała to ostatni, autorski album, wydany w roku 2009. Pozwoli pani, że zakończę nasz wywiad, pewnie słynnym już, pytaniem… Kiedy nowa płyta? (śmiech)
No właśnie. Podczas obostrzeń i braku koncertów, niby mamy więcej czasu, a jednak mało inspiracji. Nie wiem, pracuję, ale to niełatwe, bo większość z nas jest zamknięta w domach, przytłoczona lękiem, który nas otacza. Nie mamy koncertów, więc i tej do tworzenia potrzebnej, wymiany energii, też nie ma. Mam jednak nadzieję, że ten czas nie zakończy się bezproduktywnie.
Bardzo dziękuję za rozmowę!