Michele Morrone zaskakuje? [Recenzja]

Kojarzycie go z „polskiego Greya”. Michele Morrone okazuje się być nie tylko aktorem, ale również debiutującym piosenkarzem. Jak prezentuje się jego pierwsza płyta – Dark Room? Michele Morrone zaskakuje? [Recenzja]

Kim w ogóle jest Michele Morrone?

Z powodów rodzinnych Morrone nie mógł sobie pozwolić na profesjonalne wykształcenie aktorskie. Uczył się warsztatu w czasie wielogodzinnych seansów filmowych, gdy oglądał produkcje z największymi gwiazdami ekranu. Zadebiutował we włoskim serialu o pływakach, co otworzyło mi drzwi do kariery. Poza paroma innymi rolami wziął również udział we włoski odpowiedniku Tańca z gwiazdami, gdzie wraz z partnerką zajął 2 miejsce. Prawdziwy rozgłos zdobył dzięki roli w filmie 365 dni – ekranizacji bestsellera autorstwa Blanki Lipińskiej. Oprócz aktorstwa jego pasją jest muzyka oraz … historia.

W filmie 365 dni zostały wykorzystane utwory Feel It, Dark Room, Hard For Me oraz Watch Me Burn.

Płyta Dark Room zaczyna się od piosenki Drink Me. Jest ona mocno średnia. Momentami odnosi się wrażenie, jakby Michele próbował wydobyć z siebie takie dźwięki, które są dla niego nieosiągalne. Kiepski start, nawet jak na debiutanta. Później jest już dużo lepiej. Mimo nieudanego początku Michele ma bardzo dobry głos, idealny dla filmowego „polskiego Greya”. Uwodzicielski, zmysłowy, przyjemny dla ucha. Same aranżacje są popowo-rockowe.

Udany debiut czy nie do końca?

Słuchając tego albumu, ma się nieodparte wrażenie, że w większości został stworzony specjalnie na potrzeby filmu 365 dni. Nawet, jeśli w samej produkcji wykorzystano raptem 4 utwory… Zmienia się to dopiero przy piosence Dad, która jest ewidentnym nawiązaniem do śmierci ojca Michele’a. Jednak poza tym szału nie ma. Tekstowo i muzycznie jest zmysłowo, może nawet erotycznie i zdecydowanie komercyjnie. Ciężko stwierdzić, czy trzymanie się otoczki Massima to robota producentów, czy to sam Morone nie chciał wychodzić ze swojej strefy aktorskiego komfortu. W każdym razie – mężczyzna ma kawał dobrego głosu z pazurem i gdyby nagrał płytę w całości rockową, to byłby to strzał w dziesiątkę! Na Dark Room jego pełny potencjał został pokazany dopiero w Rain In The Heart, Dad oraz No One Cares – czyli w przedostatnich 3 numerach na płycie. Szkoda…

Jeśli ktoś szuka niezbyt ambitnej, rockowo-popowej płyty, to Dark Room jest dla niego. Jeżeli komuś podobał się Morrone w roli Massimo, tak samo. Jednak, jeżeli ktoś oczekuje oryginalnego debiutu, to nie w tym przypadku. Może przy następnej płycie Michele zerwie z łatką uwodziciela i gangstera z filmu erotycznego? Mam nadzieję, bo ten gość ma potencjał, a szkoda, żeby go zrujnowała etykietka 365 dni