Margo (MOYRA): Wiem, czego chcę i do tego dążę

Początki grupy Moyra sięgają 2017 roku. Mimo dosyć krótkiej historii zdążyli zdobyć spore grono fanów i zagrać z takimi kapelami, jak Kat&Roman Kostrzewski czy Percival Schuttenbach. Nie oznacza to jednak, że spoczęli na laurach. Przeciwnie – chcą się rozwijać i podbić zarówno polską, jak i zagraniczną scenę! Mnie udało się porozmawiać z wokalistką i założycielką, Margo. Zapraszam!

Margo (MOYRA): Wiem, czego
fot. materiały prasowe

Jak sobie radzicie w tych dziwnych czasach? Koronawirus, maseczki, obostrzenia, brak koncertów…

Można powiedzieć, że jakoś dajemy radę, ale nie jest to szczyt marzeń, niestety. Staramy się nie zwalniać tempa, ale nie grając, też nie zarabiamy tych kilku groszy, które mogłyby sfinansować chociaż w połowie pewne cele. Nie ukrywamy, że jest nam ciężko, jak i wielu zespołom w Polsce i na świecie. Poza tym koncert to zwieńczenie twórczości, zatem, jeśli nie ma koncertów, nasza energia nie ma ujścia. Każdy gdzieś zamyka się w swoim świecie i skupia się na rzeczach obecnych tu i teraz. Zaczyna się rozleniwiać i tak to w większości przypadków jest – więc mam nadzieję, że jakaś siła pozwoli nam przetrwać ten najgorszy czas i powrócić, by szturmować sceny, w  końcu 🙂

Jak opisałabyś Wasz zespół?

Jesteśmy kapelą metalową grającą gatunek melodic death, ale w sumie na LP, które nie wiemy, kiedy wyjdzie, ale znajdą się na nim na pewno single, które sukcesywnie będziemy starać się tworzyć i wrzucać do sieci – usłyszysz różne dźwięki, czasem usłyszysz coś w stylu ballady, czasem mroku podchodzącego pod black…. My się nie zamykamy na nudę, siedzimy cały czas w swoim nurcie, ale ja osobiście lubię wrzucać smaczki trochę z tego, trochę z tamtego.  A jacy jesteśmy jako kapela? Współpracujący – ja z Damianem tworzymy kawałki, on instrumentalnie, ja wokalnie i słownie. Dodatkowo jestem głową operacyjną tego wszystkiego, Kacper (basista) jest kimś w rodzaju technicznego ogarniacza i zorganizowania w kwestiach jakichś małych przedsięwzięć video, audio itp. Dwóch pozostałych członków kapeli – są dość nowi, na razie muszą wykazać się graniem, a potem zobaczmy, jaki mają potencjał.

fot. materiały prasowe (na zdjęciu Kacper Kulios)

Dlaczego Moyra?

Bo Moyry są życiem, energią, wszystkim – w końcu to boginie przeznaczenia i losu człowieka. W ich rękach leży wszystko – to one decydują o tym, co się z nami stanie, pomogą albo zgładzą. Poza tym uosobienie tej niezwykłej siły i kobiecości nie mogło umknąć mojej uwadze. Zawsze mnie interesowała mitologia grecka. Choć tak naprawdę uosobienie tej trójcy przedstawiane jest w wielu wierzeniach na swój sposób – zachęcam do zgłębienia informacji każdego na ten temat. Ja utożsamiam się bardzo mocno z symboliką – MOYRA to tylko nazwa, która niesie za sobą drugie dno – doskonałości, dobroci, możliwości kierowania swoim życiem. Są one porządkiem świata takim, jakim chciałabym się otaczać – sprawiedliwością,  życzliwością i przede wszystkim siłą.

13 listopada opublikowaliście najnowszy kawałek – The Eyes of the Rats, natomiast 10 września ukazała się piosenka The End of The World. Czy to oznacza, że pracujecie nad nowym albumem?

Cały czas pracujemy nad albumem 🙂 Owszem, poszliśmy teraz w wydawanie singli, bo ma to większy sens niż wypuszczanie albumu w obecnej sytuacji. Niestety, nie gramy, nie zarabiamy nawet grosza, by sobie móc pomóc w sfinansowaniu płyty itp. Najbardziej prawdopodobne jest to, że trzeba będzie poczekać rok na wydanie LP. Chyba że wszystko wróci do normy i ruszy z kopyta. Obecnie cały czas tworzymy coś nowego, uczymy się kawałków, gramy próby, ogrywamy nowe kawałki, stawiamy sobie cały czas cele, bo niestety bez tego będzie wielkie boom…. 🙂

Opowiedz proszę o tym, jak powstają Wasze kawałki?

Prosto – Damian dostaje mniej więcej wytyczne, w jakim klimacie zrobić kawałek, ma czas i wenę, to zasiada i komponuje. Potem wysyła mnie te kawałki i ja znowu osłuchuję się i, gdy mam wenę, to tworzę linię melodyczną wokalu i słowa. Zawsze, gdy usłyszę dany kawałek zazwyczaj wczuwam się w jego klimat i wyczuwam, jaki temat idealnie pasowałby do utworu – poza tym od razu widzę obraz, jaki można stworzyć do niego 😀 Moja głowa to balon wypełniony obrazami, a jak eksploduje, to wychodzi coś takiego jak RATS na przykład, hehe… Więc nie ma tu większej filozofii w komponowaniu, raczej dużo więcej poświęca się na obmyślenie tematu i klimatu, w jakim w danym utworze chcemy podążać.

fot. materiały prasowe (na zdjęciu Damian Paszczak)

Co cię inspiruje do pisania tekstów?

Samo życie, moje, ludzi…. Przede wszystkim doświadczenia te złe i te dobre, ale życie…. W końcu jest to tak niewyczerpalny temat, że zawsze znajdzie się coś, o czym można napisać i wyrzucić z siebie.  Myślę, że życie jest ogromną inspiracją.

Jakie zespoły was inspirują – oprócz Arch Enemy, do których jesteście porównywani?

Ach z tym porównywaniem 🙂 Z jednej strony – hmm, no, fajnie, lubimy ich i jest to coś super, ale z drugiej – my idziemy w swoją stronę, jesteśmy inni oprócz muzyki, która się kojarzy 🙂 Mamy inne przesłanie, inny wizerunek …Choć nie zaprzeczę, że skoro jesteśmy do nich porównywani, to jestem z tego dumna 😀 JESTEM, bo skoro porównują moją kapelę do światowej gwiazdy, to sorry….. Ale jak nie być  dumnym. Nikt mi nie dopiecze z tego powodu, a wręcz przeciwnie, wzbudzi mój uśmiech na twarzy. Wracając do inspiracji, powiem Ci, że jest tego dużo… Testamet, Judas Priest, Megadeath, Kreator, Myrkur, Samael …Ja na przykład uwielbiam folkowe nuty również takie jak Wardruna, wspomniany Myrkur, Runfell, uwielbiam też Synth, hehe.. Ale tego już nie wpleciemy za bardzo w naszą twórczość.  Natomiast mogłabym tak wymieniać i wymieniać, a nasze utwory i tak będą zupełnie inne i po prostu MOYROWEJ.

Wokalnie kojarzysz mi się z Angelą Gossow, a z zachowania na scenie z Alissą White-Gluz. Czy któraś z nich cię inspiruje?

Kocham Angelę za to, że była mega prawdziwa na scenie i jest to cholernie mądra i silna kobieta. Z niej biorę, a przynajmniej staram się brać przykład w  życiu – nie na scenie. A na scenie być może jestem podobna do Alissy, ale jak odblokuje Ci się ten taki haczyk w byciu sceniczną, to myślę, że wiele jest wokalistek, które będą podobnie zachowywać się na scenie. Ja nie staram się kopiować jej ruchów, oczywiście zwracam dużą uwagę i niejako inspiruję się wieloma Paniami ze sceny metalowej, ale ruchy wychodzą z Ciebie, w rytm muzyki, w klimat, jaki panuje pod sceną. A, że jeszcze zostały mi pozostałości po szkole tańca, to może stąd jakoś łatwiej mi to przychodzi, wczuwanie się i bycie sceniczną. Każdy muzyk musi być jakiś, ruszać się i to zawsze powtarzam moim muzykom. To jest SHOW.

A zawsze chciałaś być wokalistką?

Jasne, że tak, od kiedy się urodziłam 🙂 Ale tak naprawdę w wieku może 7 lat zaczęłam kumać muzę i przebierać się, stroić, wyciągać lustro i stawiać przed siebie, puszczać muzę (wtedy Madonnę, hehe. Serio, moja mama jej słuchała) i udawać, że jestem gwiazdą i kiedyś będę występować. Na studiach dopiero zaczęłam uczęszczać do szkoły wokalnej, a śpiewam już od 13 roku życia. Obecnie jestem na scenie, za gwiazdę się nie uważam, a nawet jestem czasem już zmęczona tą walką o to, by zespół mógł iść dalej – zwłaszcza, że potrzebne jest wsparcie wszystkich. Ale też z wiekiem więcej widzisz, więcej rozumiesz, więcej Cię męczy i mniej zadowala, bo profesjonalizm rośnie wraz z doświadczeniem i wiesz, że pewne rzeczy już nie wystarczają, a inni nie kumają nawet połowy tego świata, jakim jest branża muzyczna. Niemniej jednak jest to moje życie, moja pasja i kocham to, co robię i póki nie zdecyduję, że dość, to doprowadzę to moje dziecko, gdzie się da.

Po przeczytaniu wywiadów z Tobą, odnoszę wrażenie, że jesteś osobą, która wie, czego chce i jest bardzo zdeterminowana. Zgodzisz się ze mną?

Tak, ja wiem, czego chcę i dążę do tego na tyle, na ile się znam, na ile mam sił. Jestem wymagająca od siebie samej i moich muzyków. Nie stopuję, było kilku muzyków, którzy nie wytrzymali, bo to wiesz – leżenie na kanapie i gapienie się w sufit to też aktywność…. Ale nie dla mnie. Jestem pracowita, jestem pragmatyczna i zdecydowana, ale również jako człowiek i muzyk cholernie wrażliwa i, mimo tej baby z warkotem w gardle, jestem też po prostu człowiekiem, kobietą, a czasem nawet małą dziewczynką, ze swoimi  marzeniami i problemami. Ci, którzy są silni na zewnątrz, nie zawsze mają serce z głazu. Więc taka oto jestem 🙂

Macie jakieś inne pasje poza muzyką? Czy też zespół pochłania was całkowicie?

Muzyka jest pierwszorzędna, ale ja uwielbiam też dział kosmetologii. Interesuję się i wykonuję makijaże, stylizację paznokci i rozwijam się jeszcze w kilku tego typu rzeczach. Gdybym miała ogrom funduszy, to nawet zajęłabym się fotografią i kręceniem klipów 🙂 Zakupiłabym sprzęt i ruszyła z działalnością, a pracuję w biurze jako księgowa, haha… Zobaczymy, może i to spełnię kiedyś, jak mi lat starczy, haha. Tak samo chłopaki – jeden oprócz grania, nagrywa też w swoim domowym studyjku i rozwija swoje umiejętności, drugi rozwija umiejętności techniczne właśnie w programach graficznych, video itp. Jeden wychowuje dzieci 😛 To też jest niejako pasja, hehe 🙂 Ale nie zmienia to faktu, że każdy z nas pracuje na etacie w pełnym wymiarze godzin i cholernie jest czasem zmęczony.  Mimo to ciśniemy! 🙂

fot. materiały prasowe (na zdjęciu Matt Karmelita)

Czy pod kątem promocji kapeli skupiacie się jedynie na scenie polskiej? Czy macie w planach wziąć się za sceny zagraniczne?

Oczywiście, że w planach mamy też zagraniczne podboje 🙂 Już mieliśmy grać za granicą, ale, niestety, Covid rozwalił wszystkie plany – i te w Polsce, i te zza granicą. Mimo to absolutnie Polska nie pozostanie jednym krajem, gdzie będziemy się promować.

Moyra powstała w 2017 roku. Czy z racji tego, że jesteście bardzo młodym zespołem, jest wam trudniej dotrzeć do potencjalnych odbiorców?

Młodym, ale nie młodym pod kątem dorobku 🙂 Inni trwają dłużej i co z tego, jeśli nadal cały marketing leży i jest to granie od święta. Podstawowym błędem wielu kapel jest to, że… nie robią NIC. Samo przyjdzie, samo się zrobi, samo się przeczyta… No, nikt za nich nic nie zrobi, jak sami nie zaczną szukać odpowiedzi na zadane sobie pytanie. Mi było od początku trudno, ale swoim uporem maniaka jestem tu, gdzie jestem i nadal promuje to, ile się da. Nie wiem, co przyniesie jutro, ale na tyle, ile mogę z pomocą dobrych dusz, bo takie też mam wokół siebie, które niezależnie i bezinteresownie chcą pomóc mi i kapeli… Za co jestem ogromnie wdzięczna – bo myślę, że bez tego byłoby mi na pewno trudniej. Natomiast, jeśli chodzi o to, czy jest trudno, pewnie, że jest… Ludzie już nas kojarzą, ale jeszcze spora część nie – i jak tu do nich dotrzeć? Są patenty na to, ale wszystko kosztuje 🙂 Więc powoli swoim tempem dążymy do rozprzestrzeniania się o nas wieści.

fot. materiały prasowe (na zdjęciu Mateusz Muzioł)

Co Twoim zdaniem jest najtrudniejsze w tworzeniu zespołu?

Ludzie, relacje – tam, gdzie są wymagania i ciężka praca, bo sama pasja nie wystarczy, żeby znaleźć się trochę ponad lokalne bandy. Tu zaczynają się schody, bo wielu ludzi przychodzi sobie do kapeli z myślą, że będą gwiazdami, ale nagle okazuje się, że trochę tu trzeba się napracować, a u mnie jest jedna złota zasada: jesteś w kapeli – tak samo pracujesz, jak reszta na sukces. Nie ma tak, że ja będę robić wszystko – sprawiedliwy podział musi być. I tu się zaczyna problem, bo nagle taki delikwent staje przede mną, naściemnia mi wcześniej, jaki to on jest do roboty i do wszystkiego, a potem okazuje się, że do niczego. Strasznie tego nie lubię, dla mnie kapela to praca, jak każda inna. Jeśli wszyscy działamy i cieszymy się z sukcesów, wtedy też następuje właśnie to takie zgranie, że kopiemy do jednej bramki, że każdy tu coś znaczy i jest potrzebny. Ale wielu muzyków nie czai kompletnie, co to znaczy robota… Owszem, jakby były solidne pieniążki za to – to wtedy może by coś zatrybiło. Ale póki nie ma, a same się też nie zarobią, to tak jest to raz na wozie, raz pod wozem.

Zaczęliście nagrywać vlogi, w których pokazujecie, jak wygląda życie zespołu. Skąd ten pomysł?

Wiesz co – a, no stąd, że ludzie, fani na pewno chcą nas lepiej poznać. Dzięki temu mają taką małą namiastkę, co u nas piszczy poza sceną 🙂 Mniej więcej mogą wyciągnąć z tych nagrań to, jakimi ludźmi jesteśmy – wiadomo, że nigdy nie poznają nas w pełni, nie przebywając z nami, ale z tego chociaż jest jakiś fun dla kogoś i dla nas 🙂 Myślę, że to jest fajna forma poznawania się z potencjalnymi fanami 🙂

Sami tworzycie swoje klipy?

To znaczy, sami ich nie montujemy , mamy od tego ekipę, która robi to na co dzień i traktuje to jako swoją pracę. Ale scenariusze są moje – w End of the World trochę pomógł mi Damian, ale zawsze ode mnie wychodzą wszelkie pomysły na to, jak przedstawić temat związany z utworem. Gdzie nakręcimy klip, jak będą wglądać stroje, makijaże (nawet sama je wykonuję, bo uwielbiam wizaż) . Załatwiam wszystko od sali po scenografię, jak w przypadku The Eyes of Rats… Ale tylko tak naprawdę ja wiem, jak chcę przedstawiać MOYRĘ, w jakim kontekście, wiem, jak metaforycznie poruszyć pewne tematy. Lubię to ogromnie i na razie nie zawodzę się na swojej intuicji.

Kto jest odpowiedzialny za wasze okładki – ReGenesis i Threads of Fate?

ReGenesis narysowały Karolina Aghora – moja wieloletnia kumpela, która jest obecnie świetną tatuatorką, natomiast całość –kolorystyka, projekt sam w sobie wykonała Tewinia – znajoma graficzka. Threads of Fate stworzył Bartosz Korotkiewicz także grafik i malarz Wrocławski.

Jaki macie cel jako zespół?

Wyjść poza granice Polski i przywitać Europę 🙂 Chcielibyśmy któregoś razu móc usiąść, otworzyć zimnego browara już po koncercie, stuknąć się butelkami i powiedzieć – kurwa, no udało nam się 🙂 Gramy fajne koncerty, mamy grono zajebistych fanów (już mamy oczywiście), możemy tworzyć muzę  i ona się sprzedaje…. No, bajka 🙂 Więc teraz tę bajkę trzeba przenieść do realnego życia 🙂 Taki mamy cel.

Czym się zajmujecie, kiedy nie pochłaniają Was granie, tworzenie i wszystko, co wiąże się z zespołem?

Pracą na etacie 🙂 Tak pracujemy wszyscy, jak to w Polsce – chcesz mieć na swoje pasje i zrobić to na zajebistym poziomie, to hajs też trzeba mieć. No więc, aby dać naszym słuchaczom zarąbisty kop w postaci muzy i klipów oraz koncertów itd., to tak sobie grzecznie chodzimy do pracy i zarabiamy na to 😀 Ale jest już coraz lepiej, czasem właśnie dzięki wsparciu nas – kupując merch i płyty lub, gdy gramy koncerty, z których coś tam zawsze spłynie, możemy spokojnie dołożyć do tego, co tworzymy nowego 🙂 Więc tak to działa. Ale to trzeba być muzykiem, żeby kumać zajawkę i kochać muzę 🙂

Niedawno zagraliście trasę z Vane. Z kim chcielibyście zagrać?

Tak, byliśmy współtwórcami i coheadlinerami tejże trasy:) Więc to była też nasza trasa, hahah. Z kim chcielibyśmy grać? Myślę, że sami byśmy chcieli i z nami ktoś, hahahah. Jeśli chcemy grać support, to bardzo lubimy się z chłopakami z KAT&Roman Kostrzewski i z Percival Schuttenbach :), więc z nimi sobie gramy czasem. A z zagranicznych gwiazd metalu – chyba nie było żadnej kapeli, której można byłoby odmówić 😀

Gdybyś miała podsumować dotychczasową działalność Moyry, to jesteś zadowolona z tego, co jako zespół osiągnęliście? Co Wam się udało przez te 3 lata?

Czy ja jestem zadowolona – obiektywnie tak, subiektywnie nie. Wiem, że jest to krótki czas na osiągnięcie szczytów, bo to jednak trzeba się trochę poświęcić temu, aby wybić się z gąszczu wielu kapel. Natomiast, mnie jest ciężko zadowolić czymś tak, po prostu – mam tak, że skoro już jesteśmy gdzieś, gdzie inni by chcieli albo mogą pomarzyć, to jednak zaraz mi się zapala lampka w głowie: hallo? Teraz to się zaczyna dopiero poważnie robić, to musimy inaczej, lepiej, więcej… I tak w kółko, więc ja nigdy nie będę nasycona i nie będę się chełpić jedną rzeczą do śmierci. Bo wygrałam Eliminacje do Pol’and’Rocka – no, super, fajnie, ale to trzeba było by zagrać tam jeszcze jeden raz, a może dwa – aby móc powiedzieć: Ooo, no, teraz to już można powiedzieć „to coś znaczy”. Ale z drugiej strony, tej obiektywnej – wiem, że ten zespół wyszedł spoza grajdołka, kapela gra po całej Polsce, ludzie nas znają, a jak nie znają, to kojarzą – nie mówię, że tłumy, ale jest to już na obecną chwilę bardzo zadowalający wynik. Zagraliśmy dużo świetnych koncertów, w tym plenerowych festiwali – ostatnio nawet udało nam się uciec przed zamknięciem granic i zagraliśmy w Niemczech, mieliśmy grać w Czechach, i znowu w Niemczech w Berlinie, i wszystko się odwołało przez covid. Ale nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie 🙂 Na pewno zagramy tam – tak czy inaczej:) Aha, i będziemy planować swoją wyłącznie trasę 🙂