Leh – Dziki i Nietoperze [recenzja]

Dziki i Nietoperze

Po typowych już niestety dla Leha zawirowaniach, otrzymaliśmy wreszcie jego najnowszy krążek zatytułowany Dziki i Nietoperze. Według wielu miał on decydować o jego „być albo nie być” na polskiej scenie rapowej.

Na miarę oczekiwań

Myślę, że tym krążkiem pokazał, że nigdzie się z tej sceny nie rusza. Dziki i Nietoperze to album bardzo stylowy, uwydatniający największe atuty gdyńskiego rapera. Leh świetnie bawi się liryką. Nie szczędzi licznych gierek słownych (Ziomek, dziś na blacie grubo, to sypie wszystko na raz. Jutro powie mi, że jak się sypie, to wszystko naraz). Jednocześnie cała płyta utrzymana jest w typowym dla niego klimacie. Historie przedstawione przez Leha są mocno tożsame z tekstami z poprzednich płyt. Widać jak na dłoni, że gdynianin nie sili się na pisanie o rzeczach, o których nie ma pojęcia. Ten charakterystyczny sznyt jest wyczuwalny od pierwszego przesłuchania. Dla mnie jako słuchacza osobiście jednak najważniejsze jest to, że Dziki i Nietoperze są materiałem równym i spójnym. Nie uświadczymy tu numerów brzmiących jak zapychacze, co miało niestety miejsce na poprzednich płytach.

Dziki i Nietoperze
Kadr z teledysku do utworu McCulkin
Daleko od perfekcji

Są jednak rzeczy, z którymi Dziki i Nietoperze radzą sobie słabiej. Brak tu numeru, który wbije słuchacza w fotel (fenomenalne Czasem jebnę sobie z płyty Lep EP) czy takiego, którego refren wejdzie w czaszkę i nie będzie chciał wyjść (Dorosłość z płyty Podwórka Pytają Kiedy Płyta czy Przerwa na ruch na Flow Mixtape). Jedynym utworem mogącym aspirować do miana takowego kawałka jest McCulkin. Jednak pomimo niewątpliwie wysokiego poziomu nawijki, jako singiel znajduje się on półkę niżej od wymienionych wyżej numerów.

Drugą poważną wadą stanowi wtórność tekstów. Oprócz nielicznych utworów, przekaz Leha można spłycić do trzech prostych punktów. Mam wszystko gdzieś, lubię jarać blanty, moje życie to wieczna nocna impreza i związane z nią fazy świadomości. I choć chwaliłem Leha, że nie próbuje w utworach być kimś, kim nie jest, jego słowa zaczęły się mocno zlewać. Brakuje w nich drobnych wzmianek autobiograficznych, szczegółów, które różniłyby tekst jednego utworu od drugiego. Tak jak jednak napisałem wcześniej, problem ten dotyczy większej części utworów, lecz nie wszystkich. Pozostałe utwory na płycie  Dziki i Nietoperze są moim ulubionym jej elementem. Leh przywraca do żywych mocno zanikającą w ostatnim czasie formę pisania tekstów.

“Niech ktoś o tym zrobi storytelling”


Gdynianin tworzy fenomenalne storytellingi w klasycznej formie. Nie są to historie przedstawiane przez narratora patrzącego z perspektywy trzeciej osoby czy wizje oniryczne. Dziki i Nietoperze dostarczają nam pełnokrwistych storytellingów, w których Leh zaprasza nas do swojego świata w sposób dużo bardziej otwarty niż na pozostałych utworach. Najlepsze na płycie Parę zakurzonych klisz z 90s opowiada historię z młodości gdyńskiego rapera. Świetny bit wyprodukowany przez Brak Oczu nadaje klimatu utworowi. Słuchając mamy przed oczami nasze własne przygody z dzieciństwa.

Oprócz tego, na płycie znajdziemy także zabawną historię próby dostania się na koncert w Sosnowcu (Sosnowiec), a także lekko obrzydliwą opowieść o defekacji na maskę samochodu znienawidzonego sąsiada (Szczere gówno z gościnnym udziałem Kosiego z JWP). W tych trzech utworach czuć, że autor nie ma nic do ukrycia i jest dokładnie taki sam, jak to opisuje. Nie kryje m.in. swojego gapiostwa i roztrzepania, co sprawia, że bardzo łatwo, tak po ludzku, polubić Leha.

Dziki i Nietoperze
Leh i Kosi JWP
Byle tak dalej

Gdy w 2015 roku Leh trafił do Młodych Wilków Popkillera, wydawało się, że jego kariera nabierze ogromnego rozpędu. Szczególnie, że już wtedy zdawał się być raperem wręcz kompletnym, posiadającym swój własny styl. Niestety, gdynianin trochę przespał swój moment, po czym wypuścił materiały przyzwoite, choć świadczące raczej o stagnacji jego umiejętności. Dziki i Nietoperze są tak naprawdę pierwszym konkretnym krokiem do przodu od czasu debiutanckiego Podwórka Pytają Kiedy Płyta. Lehowi nie pozostaje więc nic innego, jak tylko nagrywać coraz więcej i kontynuować postęp, jaki poczynił w swojej muzyce. Nam z kolei pozostaje czekać na nowe rzeczy i wspierać byłego reprezentanta Alkopoligamii. Dzikami i Nietoperzami, choć niepozbawionymi wad, udowodnił, że wciąż ma potencjał, by dorównać czołówce polskiej sceny.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o