„Krew, pot i łzy prosto ze studia” – wywiad z Łukaszem Drapałą

Zdjęcie grupy Chemii - wykorzystane dzięki zgodzie Cantara Music

Łukasz Drapała to polski wokalista rockowy i autor tekstów. Gra w zespołach muzycznych Chemia oraz Łukasz Drapała & Chevy, lecz ostatnio pojawił się gościnnie u Potasha. Nadarzyła się więc świetna okazja na wywiad.

Jagoda Dobrzyńska: Dzień dobry! Cieszę się, że znaleźliśmy czas, aby chwilę porozmawiać o Pana nowościach muzycznych.

Łukasz Drapała: Hej, ja też się bardzo cieszę. Może na początku wyjaśnię to, co robię w muzyce… Jestem frontmanem dwóch zespołów z obszarów rocka – Chemia i Łukasz Drapała & Chevy. Oprócz szeregu projektów muzycznych, jednorazowych i gościnnych występów… to współpracuję z Danielem Potaszem.

Właśnie miałam zapytać o niego.

O! Aczkolwiek z nim to również na zasadach godzinnych, jednak projekt ten wyróżnia to, że jestem współautorem utworów. I nie jest to jednorazowa przygoda.

Wobec tego… jak doszło do tej współpracy?

Danny’m znam się ze Szczecina – on tam kiedyś mieszkał, ja zresztą też. Spotkaliśmy się kilka lat temu przy okazji nagrań zespołu MoonlightMaja Konarska, liderka tej grupy, zaprosiła mnie do wspólnego wykonania ich utworu – na żywo i na płycie. Kolejnym etapem naszej znajomości były nagrania dla Chemii w języku ukraińskim – szukałem wtenczas wolnego studia, bo to była pilna sprawa, a Danny właśnie się przeprowadził do Warszawy i… przeprowadził też swoje studio.

Wow!

Właśnie. Po nagraniach umówiliśmy się, że dobrze byłoby coś razem zrobić – ale coś innego. Nie szukaliśmy stylu, bo okazało się, że to co on stworzył w rozbudowanej warstwie instrumentalnej wystarczy. Ja zrobiłem do tego melodie, napisałem tekst i nagraliśmy. Od początku wiedzieliśmy jednak, że bez wsparcia wytwórni nie mamy szans…

Ale…

… i tak postanowiliśmy wrzucić to do Internetu. Utwory mają jednakże sporą słuchalność na YouTube i to bardzo miłe. Pierwszy z nich to Kosmitko. Być może ktoś z wydawców zwróci uwagę…

Zgodzi się pan ze mną, że drugi kawałek z Potashem, Uciekaj do mnie – zwłaszcza dzięki rewelacyjnemu teledyskowi – pasowałby do soundtracku gry Red Dead Redemption?

Hmmm… rewelacyjny teledysk to, przede wszystkim, zasługa Hektora Weriosa. Z Hektorem znam się również już jakiś czas – kiedyś robił dla mnie i Chevy piękną animację do utworu Zielone, który nagraliśmy z Grzegorzem Skawińskim.

A jak było z utworem?

Hektor zakochał się w nim. Danny zasugerował western, a potem stała się magia. Zresztą… kto nie widział, niech zobaczy!

Jest na co patrzeć.

Nagrania trwały kilka godzin, w małym garażu, w Łodzi. Dzięki olbrzymiej pomocy Joanny Nordyńskiej. Gdybyśmy mieli na to jakiś „normalny” budżet to strach pomyśleć, co by się działo…

Podobieństwo przypadkowe?

Tak, choć bardzo lubię ten utwór i grę tak samo.

Czy w planach jest więcej projektów lub utworów z panem Danielem?

Pracuje nam się świetnie, choć ja nie mam tyle czasu ile bym chciał. System pracy jest identyczny jak w zespołach, chociaż w przypadku tego ostatniego – Chevy – to piszę całe utwory.

To jak, na ten moment, panowie współpracują ze sobą?

Daniel proponuje cały instrumental, ja wymyślam melodię i tekst, a potem pracujemy nad poukładaniem tych klocków – gdzie większość pracy producenckiej, poza wokalami, spoczywa właśnie na nim. Lubię to, bo owoce pracy nie wpisują się w podobieństwa do Chemii czy Chevy – dzięki czemu projekty się nie „kanibalizują”. Podejrzewam, iż „bazowo” trafiają do podobnego odbiorcy, ale w dalszym zasięgu bywa bardziej zróżnicowanie.

Czyli wspólna praca będzie trwała dalej.

Tak, marzeniem byłoby stworzyć pełen album i myślę, że nam się to uda, mimo iż jestem u niego „tylko gościnnie”.

Zauważyłam, że ostatnio opublikował pan krótkie filmiki z prób – mam na myśli zespół Chevy.

Owszem, jednak pandemia wszystko pomieszała i utrudniła. Ten rok miał być rokiem ciężkiej pracy w zespole Chemia zwłaszcza, ale minęło już pół roku i niewiele się zdarzyło…

Jak jest teraz?

To za chwilę się zmieni. Czekając na rozwój sytuacji, z moim bardziej „polskojęzycznym” składem ze Szczecina czyli Chevy, rozpoczęliśmy tworzenie nowego krążka. Mieliśmy już kilka gotowych utworów, ale w międzyczasie pojawiła się opcja stworzenia czegoś zupełnie z innej beczki, o czym wolałbym jeszcze nie mówić. Ale wierzę, że pomysł wypali i stworzymy płytę, która będzie formą hołdu.

Dla kogo?

Już niebawem zdradzę.

Ale Chemia też coś nowego wydała. Modern Times!

To jest fascynująca historia. W zeszłym roku zrealizowaliśmy z Chemią nasz najnowszy krążek – w Balitc Studios w Londynie na zaproszenie 7pm ManagementSeven Webster, nasz agent, jest przy okazji agentem Andyego Taylora, którego publiczność z pewnością pamięta z Duran Duran… The Power Station czy z Robertem Palmerem.

O! Brzmi bardzo interesująco…

Tak. Andy usłyszał naszą demówkę, którą przygotowaliśmy z Wojtkiem Balczunem i Maćkiem Mąką, byłym gitarzystą Chemii. Po czym zaprosił nas do współpracy. To były niesamowite dni!

Jak one przebiegały?

Najpierw nagraliśmy dwa nagrania „na próbę” w grudniu, a potem Andy zaprosił nas na wiosnę, aby zrealizować całą płytę. Dodatkowo, oprócz roli producenta, objął też rolę tekściarza. Od początku sugerowałem, iż wolałbym skorzystać z tekstów kogoś, kto spaceruje na co dzień ulicami Londynu… albo Nowego Jorku. Ja tak czułem. Spędziłem z nim dużo czasu, rozmawialiśmy, słuchał moich melodii i zbierał inspiracje. Potem teksty powstały często z momentem mojego podejścia do mikrofonu! Nie miałem czasu ich przećwiczyć, osadzić, wypróbować… Ale naprawdę, pracowało się genialnie.

Co zatem usłyszymy?

Krew, pot i łzy. Prosto ze studia. Tak jak powinno być! To były kilkanaście dni wytężonej, kreatywnej pracy i jesteśmy bardzo zadowoleni z tego albumu.

Kiedy premiera?

W lutym przyszłego roku.

To świetnie! A co jest panu bliższe? Bo raz mówimy o Chevy, raz o Chemii, raz jeszcze o czymś innym…

Najbliższa jest mi muzyka. W każdej formacji mam przyjaciół i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

No właśnie… pan co chwilę ma jakieś nowe przedsięwzięcie muzyczne!

W sumie…

W którym projekcie, aktualnie, najlepiej się panu pracuje?

W każdym projekcie chodzi o inny przekaz. Chodzi mi o coś innego i każdy dostarcza mi innych, choć osadzonych w tym samym uniwersum, emocji. Generalnie pracuje mi się najlepiej, gdy mam wybór – czym dziś, na przykład, wieczorem się zająć. Czasem odzywa się potrzeba tekstu do Chevy, czasem melodii do Chemii… A czasem przygotowanie się do innych, ciekawych przedsięwzięć.

Na przykład?

Ostatni koncert Niezakazanych piosenek dla Powstańców Warszawskich. Więc… mam tego sporo. To muzyka przez rock, blues, metal… Czasem coś lżejszego, a czasem poezja śpiewana – trudna i poważna.

I dobrze panu z tym?

Tak, lecz warunek jest jeden – zawsze muszę przenieść kawałek swojej duszy. Nie uprawiam odtwórstwa.

To znaczy, że w trakcie przymusowej kwarantanny pracował pan nad nowymi, artystycznymi rzeczami?

Tak! Zbliża się płyta Chemii i teraz jest to najważniejsze. Aczkolwiek, w międzyczasie powstaje na razie wspomniany już projekt z Chevy. Ale jeszcze mam chęć na kilka utworów z Potashem! Pewnie pojawią się jakieś koncerty, festiwale… Od kilku lat śpiewam zresztą na Szlaku Śląskiego Bluesa i na innych memoriałach.

Dużo tego!

Jakby co to zapraszam na swoją stronę, tam zamieszczam wszelakie potrzebne informacje.

Fajna promocja!

Dzięki!

Myślę, że niedługo znowu porozmawiamy… bo tyle się będzie działo…

Koniecznie!

W takim razie… dziękuję za wywiad i do zobaczenia!

Do zobaczenia!