Kasia Cerekwicka – „Pod skórą” [recenzja]

Zdjęcie wykorzystane dzięki zgodzie Agora Muzyka

Przyznam się szczerze, iż naprawdę czekałam na powrót Katarzyny Cerekwickiej. Ostatni album wydała w roku 2015, a teraz wraca po pięciu latach z Pod skórą. Czy jest to udany „comeback”?

Nigdy… nie mów nigdy?

Płytę Pod skórą otwiera utwór o tytule Nigdy. Odczułam dosyć spore, nostalgiczne podobieństwo do drugiego albumu wokalistki Feniks z roku 2006 co może oznaczać, iż Kasia wraca do korzeni. Tym bardziej, że refren jest naprawdę chwytliwy i łatwy do zapamiętania na tyle, żeby móc go cały czas śpiewać. Jest to taki typowy kawałek pop – choć nie oznacza to nic złego, wręcz przeciwnie. Warstwa tekstowa jest prosta i jasna do zrozumienia, ale nie jest odpychająca.

Nutki eksperymentów

Cerekwicka w utworze, który łączy sobie elektronikę, pop i… trap? Czemu nie? Na pewno ktoś tu napisze, że przesadziłam. Ale naprawdę takie skojarzenia usłyszałam dzięki kawałkowi Na próżno. Całość jest naprawdę dobra, ale troszkę ubolewam nad tym, że pierwsze sekundy dźwięków nie były później – w piosence – kontynuowane. Bardzo bym chciała usłyszeć Katarzynę w takich nurtach muzycznych. Ja po prostu czuję, że ona by się w tym bardzo dobrze odnalazła. Jeśli chodzi o Lody – tytuł troszkę jest mylący, przynajmniej według mnie. Jest to dosyć poważny numer, a chórki w tle sprawiły gęsią skórkę przechodzącą po całym ciele. Może kiedyś wystąpi na żywo z prawdziwym chórem?

Pod skórą

Pozycja numer pięć z tracklisty nosi taki sam tytuł jak cały album czyli Pod skórą. Jest to chyba najsmutniejszy utwór z płyty. I linia melodyczna, i warstwa tekstowa… oraz sposób śpiewania. O osobie, która zraniła, o nieudanej miłości – tematy z życia wzięte. Z pewnością może ten kawałek pomóc niejednej osobie przejść przez trudne chwile. Jednakże chciałabym poruszyć jeszcze jedną, bardzo istotną rzecz – a może i najistotniejszą. Talent. Chyba wszyscy dobrze wiedzą, iż ona go posiada. Niedowiarkom też pokazała dzięki udziałowi w programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo. Ale tutaj… jestem w szoku, że potrafi z siebie wydobyć tak wysokie dźwięki! Coś niesamowitego. Czapki z głów.

Przesympatyczny singiel

W pogoni za szczęściem to pierwszy singiel nowej płyty Katarzyny Cerekwickiej – Pod skórą. W pierwszej chwili tytuł skojarzył mi się z książką Chrisa Gardnera… no i film, rzecz jasna, na podstawie książki, z Willem Smithem w roli głównej. Coś mi podpowiadało, iż moje skojarzenia nie musiały być wcale takie dziwne lub głupie. Już dawno nie słyszałam tak przesympatycznego singla, a teledysk… po prostu jest uroczy. Jestem pod ogromnym wrażeniem charakteryzacji! Wracając jednak do piosenki – wszystko się zgadza. Wesoła melodia sprawia, że chce się tańczyć – a warstwa tekstowa na pewno podniesie na duchu słuchaczy. W końcu… przecież tylko jedno życie masz. I tym się kierujmy. Choć przyznam ze szczerością, iż nie spodziewałam się takiego ruchu, aby to właśnie ten utwór był pierwszym motywem przewodnim całego krążka. Ale dobrze się stało.

Kwestia „znaczenia”

Nic nie znaczą już jest trochę podobne do Nigdy i Pod skórą czyli, w pewnym sensie, takie trochę połączenie obu kawałków w jedną całość z dodatkami. I nie, nie jest to w żadnym stopniu tak zwany „hejt”. Uważam, że to odpowiednie posunięcie, bo po prostu usłyszałam kolejny, dobry utwór. Tym bardziej, że w swojej dyskografii piosenkarka ma wiele piosenek w takim stylu, a więc nie jest to jakieś wielkie zaskoczenie… ale rozczarowanie również nie.

Podsumowanie

Zacznę od odpowiedzi na pytanie zawarte na początku tej recenzji – tak, to udany „comeback”. Byłam pozytywnie nastawiona do przesłuchania Pod skórą i nie zawiodłam się. Bardzo bym chciała, aby wokalistce się udało wrócić na szczyt w przeróżnych listach przebojów i nie tylko. Tylko czy tak będzie? Ja wierzę, że tak.