Imprezo trwaj! | Relacja z Enea Spring Break 2019

Enea Spring Break
Publiczność podczas Spring Break | fot. Natalia Nazar

W ciągu kilku lat Enea Spring Break wyrósł na jedną z największych imprez branżowych w naszym kraju. Organizatorzy co roku serwują występy najważniejszych debiutantów oraz występy artystów z już ugruntowaną pozycją na rynku. Tegoroczna edycja za nami, więc to doskonały czas na podsumowania.

Relacja z Enea Spring Break 2019

Tegoroczny Spring Break po raz kolejny miał miejsce w Poznaniu. Koncerty odbywały się w wielu lokalizacjach rozsianych po centrum stolicy Wielkopolski. W ciągu trzech festiwalowych dni, wystąpiło ponad stu wykonawców. Niestety nie było fizycznej możliwości zobaczenia nawet połowy z tych występów. Wszystko spowodowane było przede wszystkim ograniczeniami pojemnościowymi lokali oraz odległością między scenami. Z tego powodu już pierwszego dnia przepadł mi koncert, na który czekałem bardzo mocno. Mowa tutaj o cudownej Hani Rani, której debiutancki album oczarował mnie już od początkowych dźwięków.

Enea Spring Break – dzień 1

The Blind Suns

Pierwszym koncertem, na który dotarłem w czwartkowe popołudnie był odbywający się w Meskalinie – The Blind Suns. Francuska kapela, mocno inspirująca się muzyką The Velvet Underground, The Raveonettes czy The Kills, pokazała się z rewelacyjnej strony. Ich muzyka to bardzo brudne, ostre gitary połączone z zadziornym, nieco zachrypniętym wokalem. Na plus ogromna energia członków zespołu, którą zarażali publiczność zgromadzoną w lokalu. To było naprawdę solidne otwarcie festiwalu!

Szklane Oczy

Kolejnym występem, który zobaczyłem pierwszego dnia był koncert odbywający się w Starym Kinie – Szklane Oczy. Mam bardzo mieszane odczucia związane z występem dziewczyn. Z jednej strony doceniam fajne, chwytliwe aranżacje. Z drugiej natomiast odniosłem wrażenie, że zespół bardzo stresował się występem. Nie najlepiej brzmiała też wokalistka, po której chyba najbardziej było widać stres. Trzeba przyznać, że zespół trafił chyba na najgorszą pod względem akustyki scenę podczas festiwalu. Jestem przekonany, że w innych okolicznościach muzyka Szklanych Oczu spodobałaby mi się bardziej. Mimo wszystko będę dalej śledził poczynania zespołu.

Spring Break 2019
Szklane Oczy | fot. Natalia Nazar

Evorevo

Tuż po zakończeniu występu w Starym Kinie, szybkim tempem poszedłem do jednej z głównych scen Spring Break’a – CK Zamek. To właśnie w tej lokalizacji zagrało trio Evorevo. Na koncert poszedłem nie znając zupełnie materiału źródłowego, nawet sama nazwa zespołu mówiła mi niewiele. I muszę przyznać, że chaotyczne, syntezatorowe dźwięki nie przypadły mi do gustu. Na sali byłem jednak bardzo krótko, wiec bardzo możliwe, że przy dłuższej styczności z muzyką – zmieniłbym zdanie.

Kwiat Jabłoni

Tego dnia nowoczesna scena CK Zamek była świadkiem koncertu jednej z rewelacji ostatnich miesięcy – duetu Kwiat Jabłoni. Jeżeli miałbym wskazać jaki artysta/zespół po festiwalu znalazł się notatnikach najważniejszych ludzi w branży, to jestem pewien, że byliby to właśnie Kasia i Jacek. Dawno nie widziałem tak świetnie odnajdującego się zespołu na dużej scenie. Ich brzmienie było perfekcyjne, a muzyka którą tworzą idealnie wpasowała się w koncertową przestrzeń. Widząc ogromne tłumy zgromadzone w lokalu i słysząc entuzjazm publiczności, stwierdzam że drzwi do wielkiej kariery duetu stoją otworem.

Spring Break 2019
Kasia Sienkiewicz z zespołu Kwiat Jabłoni | fot. Natalia Nazar

Julian Uhu

Kolejnym przystankiem podczas pierwszego dnia imprezy był koncert Juliana Uhu w Próżności. Jego singiel Aha zaintrygował wielu ludzi branży, w tym również mnie. Artysta znajdował się na mojej liście must-see festiwalu. Niestety do klubu dotarłem dosyć późno, i nie było w nim zbyt wiele miejsca, a panująca duchota dosyć skutecznie zniechęciła mnie do pozostania w lokalu. Mimo przeciwności, zostałem na pierwszych kilku utworach Juliana. Co ciekawe był to jego pierwszy koncert w życiu. Trzeba przyznać, że to wielkie osiągnięcie. Muzyka Juliana Uhu brzmiała naprawdę dobrze, ale trudne warunki panujące w klubie, mocno utrudniały odbiór całości. Mam nadzieję, że będą jeszcze okazje do obcowania z twórczością muzyka.

Walking On Cars

Skoro nie udało mi się zobaczyć całego koncertu Juliana Uhu, zdecydowałem się na powrót do CK Zamek, gdzie swój koncert dała brytyjska kapela Walking On Cars. Zespół wykonuje bardzo modny w ostatnim czasie gatunek electro-pop. Muzyka jest wypełniona syntezatorami, a koncertowo widać spore podobieństwo do Bastille. Zespół ściągnął sporą publikę i wydaje się, że sprostał ich oczekiwaniom. Mnie osobiście ani nie rozczarowali, ani nie zachwycili. Ten koncert się po prostu odbył.

Besides

Na szczęście tego dnia zobaczyłem kilka koncertów, które spełniły moje oczekiwania. Stało się to za sprawą post-rockowego zespołu Besides – laureata ósmej edycji programu Must Be The Music. Ich instrumentalna muzyka, pełna charakterystycznych melodii idealnie sprawdziła się w dosyć masywnej przestrzeni poznańskiej Tamy. Co prawda zespół prochu nie wymyślił, ale trzeba im oddać, że na scenie czują się jak ryba w wodzie. To było mocne, gitarowe granie. Zespół udowodnił, że ma spory potencjał i warto śledzić ich rozwój.

Lor

Kolejnym zespołem, który miał okazję wystąpić pierwszego dnia w Tamie były dziewczyny z Lor. Po wielu latach oczekiwania, krakowski band w końcu wydał debiutancki krążek. Muzyka na albumie jest eteryczna i magiczna, a folkowe kompozycje w formie na żywo zrobiły na mnie spore wrażenie. Dziewczyny były wyraźnie wzruszone ciepłym przyjęciem fanów. Zdecydowanie warto było się wybrać na ten występ.

A_GIM

Pierwszy dzień festiwalu zamknął A_GIM ze swoim piorunującym dj-setem. Było to idealne zamknięcie dnia, a artysta udowodnił, że należy do czołówki polskiej sceny electro. Jego kompozycje były bardzo oszczędne, pełne pierwotnych dźwięków. Od razu na myśl przyszły najważniejsze berlińskie kluby, które słyną z tego typu muzyki.