Słodka jak bigotka Mery Spolsky dotarła do Muzycznej Mety w Częstochowie [fotorelacja]

Mery Spolsky

Prawdopodobnie w życiu każdej osoby bywają takie momenty, gdy totalnie się zapomni, wyluzuje i przestaje się kontrolować, tylko pozwala się ponieść zabawie i muzyce. Takie są właśnie koncerty Mery Spolsky.

Artystka z częstochowską publicznością w tym roku spotkała się po raz drugi. W czerwcu bowiem Mery zagrała na festiwalu Frytka OFF-jazd, by powrócić teraz w nieco innej formie koncertu, czyli do niewielkiego, ale bardzo klimatycznego klubu Muzyczna Meta.

Rat Kru

Zanim na scenie pojawiła się Mery, publiczność rozgrzewał duet Rat Kru, który z powodzeniem łączy hip-hop z elektroniką. Było to moje pierwsze koncertowe spotkanie z tym projektem, ale było to niezwykle ciekawe doświadczenie. Panowie zostawili mnie z bardzo pozytywnym wrażeniem.

Chyba najciekawszym numerem, przynajmniej w moim odczuciu, jest Świnia, która stała się dramatem wegetarianina. Trzeba przyznać, że Rat Kru jako support sprawdził się świetnie. Mają doskonały kontakt z publicznością i mnóstwo pozytywnej energii. Kilkorgu szczęśliwcom udało się dostać płytę zespołu, którą rozdawali w formie rzucania ze sceny w kierunku publiczności. Występ totalnie na plus.

Dekalog Spolsky

Kilka chwil po tym jak scenę opuścił Rat Kru pojawiła się Mery, której oczywiście towarzyszył gitarzysta i producent No Echoes. Wokalistka występ rozpoczęła od swojego koncertowego dekalogu, którego nie wypada nie przestrzegać. Potem nastąpił muzyczny roller coaster, który kręcił się wokół piosenek z nowej płyty takich jak: Bigotka, Mazowiecka Kiecka, Sorry from the Mountain czy Technosmutek, który wprawił wszystkich w techno radość.

Oczywiście nie zabrakło spokojniejszych akcentów jak nieco balladowa Szafa Meryspolsky czy Blond WłosyJako dodatkowe smaczki pojawiło się kilka numerów z poprzedniego albumu Artystki jak: Liczydło, Wrzesień (Nie zrób mnie w konia, Au!) czy Miło było Pana poznać.

Mery zakręciła mazowiecką kiecką

Mimo, że Mery tym razem ubrana była w spodnie to jednak totalnie zakręciła całą publicznością. Trzeba przyznać, że jej koncerty to fantastyczne i doskonale przygotowane show. Mimo niewielkiej sceny nie brakowało elementów scenograficznych takich jak koła, które doskonale imitowały aureolę nawiązując do okładki najnowszej płyty. Zawsze kiedy Mery wchodzi na scenę, pojawia mi się na twarzy wielki banan, który nie schodzi cały koncert. Takiego wulkanu pozytywnej energii i szaleństwa nie widziałam już dawno.

 

Częstochowski szau!

Nie mogę tu pominąć wspaniałej interakcji Mery z publicznością. Trzeba przyznać, że Artystka ma za sobą naprawdę ogromną rzeszę fanów. Cała sala klubu, która była dość niewielka, co ma swoje wady i zalety wypełniła się ludźmi spolsky ubranych w pasky, którzy śpiewali z nią wszystkie teksty piosenek. Przyznam, że robi to duże wrażenie. Oczywiście fani zgromadzeni w Częstochowie nie zapomnieli o tym, że Artystka dzień wcześniej obchodziła urodziny i podczas koncertu oczywiście wybrzmiało dla niej głośne ”sto lat!”.

Po zakończeniu koncertu każdy chętny oczywiście mógł wpaść do konfesjonału, gdzie znajdowała się Szafa Mery Spolsky i wyspowiadać się z koncertowych grzeszków, zakupić pamiątkowe gadżety, koszulki, czapki czy plakaty oraz liczyć na przytulańca, autografy, buziaky czy wspólną fotkę. Chętnych oczywiście nie brakowało i Mery oraz No Echoes spędzili około dwóch godzin na wspólne spotkania i rozmowy z fanami.

Od siebie chciałabym dodać jedynie to, że był to jeden z fajniejszych koncertów na jakich miałam przyjemność być. Mery jest kosmiczną dziewczyną posiadającą niezliczone pokłady energii, którą w cudowny sposób wymienia ze swoimi fanami. Do tej pory kiedy przypomnę sobie ten koncertowy szau uśmiech sam pojawia się na mojej twarzy i długo nie znika.

Polecam każdemu wybrać się na koncert Mery nawet jeśli nie są to wasze, muzyczne klimaty bo osobowość i energia tej cudownej atomówki sprawią, że będziecie bawić się świetnie!

Zajrzyj po więcej na facebooka spolsky.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o