„Ciągle się zmieniam, szukam czegoś nowego i eksperymentuję” – wywiad z Saszan

Zdjęcie wykorzystane dzięki zgodzie Saszan

Saszan to młoda piosenkarka, która zadebiutowała siedem lat temu – głównie w serwisie YouTube. Wydała dwie płyty muzyczne, a teraz powraca z nowym, intymnym singlem Czternasty. Z tej okazji postanowiłyśmy porozmawiać.

Cześć. Cieszę się, że znalazłaś dla mnie czas.

Cześć! Ja również się cieszę.

Zaistniałaś w Internecie publikując swoje utwory i covery dokładnie siedem lat temu. Czujesz, że jesteś już w odpowiednim miejscu – czy jednak jeszcze za wcześnie, aby tak twierdzić?

Ciężko mi stwierdzić czy to odpowiednie miejsce. Ciągle się zmieniam, szukam czegoś nowego i eksperymentuję… Więc raczej za wcześnie.

W roku 2014 wydałaś debiutancki album RSPi zdobyłaś drugie miejsce w Oficjalnej Listy Sprzedaży w Polsce. Co wtedy czułaś? Czy dziś dobrze wspominasz tamten okres oraz płytę?

Wtenczas nie zdawałam sobie sprawy, że to rzeczywiście spory sukces. Wszystko się działo bardzo szybko – płyta została nagrana w trzy miesiące, a ja jeszcze miałam maturę. Aczkolwiek dobrze to wspominam. Z perspektywy czasu to wszystko wygląda jak dobry film dla nastolatek! (śmiech)

Który trwa… bo utworemNie chcę ciebie mniej brałaś udział w finale krajowych eliminacji do Eurowizji. Była to dla ciebie wielka przygoda?

Eurowizja to, w pewnym sensie, moje hobby – więc preselekcje były dla mnie małym spełnieniem marzeń. Nigdy nie stresowałam się przed wejściem na scenę tak jak wtedy. Połowy występu nie pamiętam… tak zadziałała adrenalina. Ale chociaż zdobyłam fanów poza granicami Polski!

Prawie dwa lata temu usłyszeliśmy drugi album – Hologram. Współtworzyłaś muzykę i napisałaś teksty. Lubisz to robić?

Nie wyobrażam sobie tego nie robić. Zawsze z chęcią zapraszam innych artystów do współpracy, ale nie potrafię nie pracować przy swoich własnych utworach. To zawsze musi być w stu procentach moja historia, moje przeżycia… moimi słowami i w moim stylu. Inaczej nie jestem w stanie tego wydać, bo po prostu tego nie czuję. Więc, tak, lubię.

Na początku byłaś powiązana z wytwórnią My Music, później z Universal Music Polska, a w marcu tego roku powróciłaś do My Music. Skąd taka decyzja?

Obecnie współpracuję z My Music na zasadach dystrybucyjnych. Wydaję jako niezależny artysta i sama dla siebie jestem doradcą. Jest to cięższe, niż mi się wydawało, ale daje ogrom satysfakcji. Jeśli jutro będę chciała wydać piosenkę jazzową to po prostu ją wydam. Nie czekając na oczekiwania wytwórni, terminy czy pomysły. To niesamowita swoboda artystyczna.

Będzie piosenka jazzowa?

Może! (śmiech)

W kwietniu wydałaś singiel Fala. Czy to oznacza, że możemy się spodziewać twojej trzeciej płyty? Jeśli tak to czy premiera jest już znana?

Jestem w trakcie pracy nad EP-ką. Sześć utworów, dostępnych głównie w serwisach streamingowych, z ograniczoną ilością wydań fizycznych. Premiera jeszcze w tym roku.

Zostałaś również prowadzącą programu Fame czy Shame. Możesz opowiedzieć troszkę o tym formacie?

Dziesięć influencerów zamieszkało ze sobą na trzy miesiące w wielkiej willi, codziennie rywalizowali w przeróżnych zadaniach – przeżywali romanse, przyjaźnie i kłótnie. Działo się! Dla mnie to była ogromna praca… nad dykcją. I nowa przygoda. Czuję, że sprawdziłam się w kolejnej roli i z miłą chęcią to jeszcze powtórzę.

Twoim najnowszym przedsięwzięciem jest utwór Czternasty, który powstał w ciężkim okresie. Jesteś z niego, mimo wszystko, zadowolona?

Myślę, że to mój najbardziej osobisty utwór. Powstał w ogromnym smutku, żalu i załamaniu. Dokładnie pamiętam dzień, w którym napisałam ten tekst. Byłam naprawdę w bardzo złej kondycji psychicznej, jednak postanowiłam przeobrazić to w muzykę. W teledysku pojawiłam się w stylizacji królowej, bo mimo wszystko zapanowałam nad sytuacją i wyszłam z tego silniejsza. Bardzo lubię ten utwór, choć przywołuje ciężkie wspomnienia.

Do współpracy zaprosiłaś Michała Szczygła. Jak wasza praca przebiegała?

To był czysty przypadek! Michał nagrywał w pomieszczeniu obok swój utwór i wpadł na chwilę zobaczyć co robimy. Myślałam wtedy nad melodią i refrenem – czegoś mi w nim brakowało… coś nie pasowało. On usiadł z nami, wytłumaczyłam mu o czym jest utwór i tak zaczęliśmy wspólną pracę nad tą piosenką. To było bardzo spontaniczne.

A co powiesz o pracy na planie teledysku do tego kawałka? Podejrzewam, że musiało to trwać wiele godzin – chociażby z powodu charakteryzacji. Sama wspomniałaś o stylizacji królowej.

To był jeden z moich ulubionych dni zdjęciowych. Do współpracy zaprosiłam Jakuba i Petara, którzy na co dzień pracują na planach filmowych w Londynie. Tam ukończyli studia. Ich doświadczenie było widoczne gołym okiem podczas naszej współpracy. Wszystko szło zgodnie z planem, o nic nie musiałam się martwić. Atmosfera była niesamowicie… spokojna i każdy z ekipy czuł ją. Pełen profesjonalizm.

Czego jeszcze możemy się po tobie spodziewać w niedługim czasie?

Na pewno dużo muzyki. A potem… zobaczymy!