Bass Astral bez Igo – rozmowa z Kubą Traczem [wywiad]

Bass Astral
fot. Natalia Nazar

“Chciałbym sobie rano wyrwać marchewkę z ogródka, albo wyjść na trawę do ogrodu i tam sobie tańczyć” – o naturze, inspiracjach, medytacji i ulubionych rodzajach sera rozmawialiśmy z  Bassem Astralem.

W ciepłe popołudnie przed koncertem na Juwenaliach w Poznaniu trójka naszych redaktorów miała przyjemność rozmawiać z Kubą Traczem – beatmakerem, producentem i multiinstrumentalistą – bliżej znanym jako Bass Astral. Wywiad przeprowadzony został w sielskiej atmosferze – rozmawialiśmy z Kubą na kocu w parku,  niedaleko sceny głównej.

Bass Astral – wywiad 

Jakiej muzyki ostatnio najwięcej słuchasz i czym się inspirujesz?

Kuba Tracz: Od kilku lat jestem fanem Nicholasa Jaara i wytwórni Other People, którą założył. Z tej wytwórni wychodzi dużo pięknej alternatywy. Nicholas zrobił duet Dark Side. Oprócz tego cały czas wracam do płyt Johna Frusciante. Jestem zakochany w tych trzech elektronicznych płytach PBX Funicular Intaglio Zone, Letur-Lefr i Enclosure. Podoba mi się, że poszedł w taką stronę. Kiedyś tego nie rozumiałem i po prostu lubiłem to dlatego, że to był John Frusciante, a teraz zaczynam dojrzewać do takiego smaku.

Łykasz Frusciante w całości łącznie z Red Hot Chili Peppers?

Teraz RHCP są dla mnie zbyt dziecinni. Postać Johna jest dla mnie taką Matką Boską, którą mam na tapecie, jeśli chodzi o inspiracje i drogę, jaką obrał artystycznie.

Masz jakiś jeden utwór, który w ostatnim czasie powalił Cię na łopatki?

W ostatnich dniach nikt mnie nie powalił na łopatki. Od długiego czasu raczej muzyka jest czymś takim, co jest aha, a nie czymś, że jest takie o ja pierdolę. Myślę, że może znajdę sobie kogoś po tym Frusciante czy Nicholasie Jaarze, ale to były po prostu te momenty, kiedy ich poznawałem i one mnie najbardziej kręciły. Utwór The Past Recedes Johna Frusciante jest piosenką, którą mogę słuchać o każdej porze dnia i nocy, i zawsze powiem o ja pierdolę.

Przejdziemy na moment do tematów pozamuzycznych. Jaki jest Twój ulubiony rodzaj sera?

Na pewno byłby to twardy ser, taki Grana Padano. Mieszkam na wsi teraz i ciężko tam jest dostać dobry ser. Tam są serki topione czy coś takiego i to jest masakra. Bardzo lubię twardy ser. Parmezan jest moim ulubionym serem na ten moment. A czemu zadałeś to pytanie?

Trzeba poznać różne aspekty życia artysty! Także te kulinarne.
A jaka jest Twoja ulubiona kreskówka?

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to Ach, ten Andy! Myślę, że bardzo się z jego wszystkimi kawałami identyfikuję. Był taki kreatywny w tych kawałach, że zawsze wymyślał jakąś przejebaną rzecz, o której marzyłem w dzieciństwie, żeby ją zrobić nauczycielowi czy kumplom, ale nie miałem na tyle odwagi. Spełniał takie moje dziecięce marzenia o byciu chuliganem.

Od jakiegoś czasu praktykujesz medytację – jaka jest jej rola?

Praktyka Medytacji Vipassana jest moją główną praktyką powracania uwagi do świata wewnętrznego. Przez całe życie byłem skupiony praktycznie tylko na świecie zewnętrznym, czyli tak jak tutaj jestem, to jesteście Wy, jest scena. W medytacji skupiam się na tym, co przeżywam wewnątrz ciała, czyli myśli, emocje, doznania w ciele, np. ból. Tym samym wchodzę w świat wyobraźni, w świat kreatywności wewnętrznej, niepochodzącej z zewnątrz. To nie jest tak, że słucham sobie koncertu Brodki, myślę O, dobry beat i idę do domu, robię taki jak Brodka. Nie, to zwracanie uwagi na to, co wypływa ze mnie ze środka i praca nad akceptacją tego. Tak samo różnych aspektów mojej osobowości, również tych nieakceptowanych wcześniej. Na moją twórczość odbija się to na przeogromną skalę.

Medytacji uczy się na bardzo intensywnych, dziesięciodniowych obozach medytacyjnych. Na pierwszym obozie medytacyjnym cała wizja tego, co chciałbym dawać muzyką elektroniczną i swoim byciem scenicznym się ukształtowała i później przez te trzy lata istnienia projektu Bass Astral x Igo na bieżąco wchodząc w siebie sprawdzam, czy idę w dobrym kierunku, co jest ok, co nie jest. Jest to dla mnie najważniejsze.

A jak często medytujesz i ile trwa jedna sesja?

Staram się medytować godzinę dziennie. I to jest dla mnie optimum. Od ostatniego roku raczej udaje mi się to zrobić. Czasami medytuję dłużej, czasami pozwalam sobie zrobić dzień bez medytacji i to też jest ok. A na takich obozach medytuje się 10 dni po 10 godzin. Jest to taki krótki i intensywny czas, żeby nauczyć się medytacji, żeby później móc ją praktykować w domu.

Na obozie dawano jakieś wskazówki i wytyczne? Jak to wyglądało?

Oprócz samej techniki, aspektu technicznego, czyli skupianie uwagi na oddechu, a później przechodzenie uwagą po całym ciele tam i z powrotem, co jest taką instrukcją, dostałem spory ładunek postaw etyki i moralności człowieczeństwa. Jest to mocno związane z religią. Podczas tego pierwszego wyjazdu medytacyjnego miałem głęboki wgląd w przekaz, który niesie religia katolicka, w której zostałem wychowany. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego to nie jest takie puste powiedzenie. Ta miłość jest energią najbardziej podstawową i w ogóle wszystko inne, co bym chciał – sława, sprzęt – to jest daleko poza. U rdzenia jest miłość i obecność.

Wracając do pytania, wykłady odbywają się codziennie. Medytacja wywodzi się z tradycji buddyjskiej, więc przytaczają tam dużo przypowieści buddyjskich. Tak jak my mamy przypowieści biblijne, oni mają swoje hinduskie przypowieści z morałem, z głęboką treścią, którą można przed snem sobie kontemplować. Podstawową zasadą jest obserwacja siebie. Cały czas obserwuję siebie – kiedy jestem wkurwiony, ale także kiedy jestem szczęśliwy, czuję ekstazę, czuję dół. Tak jakby węgiel się przewalał i czuję się lżej. To jest proces terapeutyczny, w którym oczyszczamy psychikę.

Mieliśmy ostatnio przyjemność być na koncercie Bass Astral x Igo z orkiestrą. Zastanawia mnie jak duży wpływ na aranżacje ma orkiestra? Przychodzicie na próby z gotowymi pomysłami, czy oni też mają coś do powiedzenia?

Jeżeli chodzi o aranżacje piosenek, to bazą były kawałki, które stworzyliśmy na komputerze i poszczególne partie za pomocą syntezatorów bezpośrednio przekazaliśmy w nutach dziewczynom z kwartetu smyczkowego. Tutaj także rolę w pisaniu harmonii miała aranżerka, która napisała im to w nutach, co do taktu i minuty. Z chłopakami z sekcji dętej i pozostałymi instrumentami spotkaliśmy się indywidualnie. To był taki proces dżemowania na żywym materiale. Dziewczyny działają trochę bardziej klasycznie. Taki układ zrobił supermieszankę. Ja nie jestem gitarzystą, więc moje partie gitarowe są prostsze, a przychodzi gitarzysta i wprowadza coś od siebie. Każdy z nich wniósł jakąś jakość.

W ostatnim czasie prawie wszystkie koncerty Bass Astral x Igo wyprzedano. Jak czuliście się z tym, że budzicie tak wielkie zainteresowanie?

Dla mnie to jest super zobaczyć na facebooku wydarzenia mojego zespołu z napisem Sold Out. A później przyjść na każdy koncert, gdzie czeka tłum ludzi, którzy entuzjastycznie traktowali te piosenki. To jest wspaniałe doświadczenie i czekaliśmy na to całe życie. Zawsze przychodziliśmy na koncert i się zastanawialiśmy, ile dzisiaj będzie ludzi i czy będzie fajnie, czy nie. Teraz wiedzieliśmy przed trasą jeszcze, która już została wyprzedana, że będzie mega, jeżeli chodzi o energię. Na wstępie mieliśmy bardzo duży potencjał do wykorzystania. Bardzo szybko się to działo, więc mieliśmy taki efekt domina i lawiny, który nagle przybrał taki rozmach. Bardzo przyjemnie, chociaż oczywiście pojawiała się przy tym jakaś presja, że nagle stajemy się gwiazdą dużego formatu i to niesie za sobą to, że musimy zaprezentować jakąś jakość. Jak zagraliśmy pierwszy koncert we Wrocławiu, to był to inny rodzaj emocji. Tam było 2500 ludzi, więc nagle nie wiem, co muszę powiedzieć do takiej ilości. W psychice inaczej się to przeżywa.

Jak już mówimy o koncertach – powiedz nam, jaki był Twój najgorszy koncert, który chciałbyś wyrzucić z pamięci?

Wyrzucić z pamięci, to chyba bym nie chciał, bo mimo ciężkich emocji, które czasami przeżywałem, to teraz mam założenie, żeby nie wyrzucać ich z pamięci, tylko traktować jako jakąś lekcję. Zdarzyły nam się w Krakowie i Warszawie takie koncerty, przed którymi czułem, że między mną a Igorem jest naprawdę fatalna energia, fatalny rodzaj emocji, jaki mamy w stosunku do siebie. Mimo to czuliśmy, że musimy wyjść na scenę, obaj czuliśmy presję. To było trudne, bo jestem w takim procesie, w którym pozwalam na ekspresję emocji jakie mam, czyli jak jestem wkurwiony, to chciałbym móc sobie pozwolić o tym powiedzieć. Nie jest tak, że muszę od razu kogoś pobić albo na kogoś nakląć, ale chcę móc się do tego przyznać. To jest bardzo uwalniające. Mieliśmy takie sytuacje, kiedy zaczynałem płakać na scenie, Igora bardzo to wyprowadzało z równowagi, nie wiedział, co się dzieje. Ja też nie wiedziałem, dlaczego płaczę, tylko wiedziałem, że potrzebuję płakać w tym momencie. Koncert nie był trudny przez to, że zacząłem płakać na scenie, tylko przez to, że czuję presję, że muszę to ukryć albo schować do środka, tak jak w czasach dzieciństwa – jak potrzebowałem popłakać i mi nie pozwolono. I to było trudne. Na tej trasie zdarzyło się to raz, na poprzedniej też raz.

Słyszałem, że przeniosłeś się na wieś. Co Cię do tego skłoniło?

Szukałem kontaktu z naturą. W 5 minut jestem w lesie, wychodząc z domu. Wyciszenia również, bo nie ma samochodów, nie ma billboardów, więc jak idę ulicą, to patrzę na chodnik, a nie na reklamy. Chęć zanurzenia się do środka – wieś temu sprzyja. I chęć doświadczenia takich rzeczy, z którymi wcześniej nie miałem kontaktu. Teraz jestem gospodarzem dużego gospodarstwa domowego. Zacząłem od tego, że musiałem porąbać codziennie drewno, żeby mieć czym napalić w piecu. Chciałbym sobie rano wyrwać marchewkę z ogródka, albo wyjść na trawę do ogrodu i tam sobie tańczyć.

Chciałem mieć przestrzeń domową. Wcześniej mieszkałem w jakichś bursach, internatach. Zawsze z kimś, ze współlokatorami. Teraz mam cały dom dla siebie, mam pokój, w którym mam studio. To jest niesamowite. Nasyciłem się już miastem i wszystkim, co daje miasto pod względem kultury. Wystarczy mi, jak jestem raz w tygodniu na koncercie. Miasto mnie męczy przy dłuższym przebywaniu. Mam taki typ osobowości, że dużo czasu lubię spędzać sam. Byłem zmęczony miastem, a oprócz tego cały czas poszukuję swojej ścieżki życiowej, oprócz tej muzycznej. Muzyka jest wspaniałym medium, w wielu wymiarach jest to moją pasją, pracą, a teraz jestem rolnikiem i koszę trawę kosą. Kosiarka jest za głośna, a ja lubię ciszę.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmowę przeprowadzili: Marlena Henrysiak, Natalia Nazar i Dominik Durejko.

Zobaczcie daty najbliższych koncertów duetu!

Czerwcowe koncerty Bass Astral x Igo

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o