Dan Baum. “Wolność i spluwa. Podróż przez uzbrojoną Amerykę” [recenzja]

Zaostrzenie lub liberalizacja prawa do posiadania broni to temat, który zwykle stawia zaangażowanych w dyskusję po przeciwnych, mocno kontrastujących ze sobą stronach barykady. Inaczej jest z książką Wolność i spluwa Dana Bauma

Wierni czytelnicy Serii Amerykańskiej od Wydawnictwa Czarnego czytali już Dziewięć twarzy Nowego Orleanu, w której to autor pochylał się nad życiorysami nowoorleańczyków. Jego książka, Wolność i spluwa. Podróż przez uzbrojoną Amerykę to podróż przez Stany Zjednoczone i próba zrozumienia posiadaczy broni.

Przygoda dziennikarza z bronią

zaczęła się od letniego obozu dla chłopców. Mały Dan był pulchnym, rozpieszczonym przez matkę cherubinkiem pośród plemienia szczupłych dzikusów. Nie bardzo polubił bejsbolu, nie znał się na cyckach, moczył się w nocy. Wymarzony wyjazd, o który błagał rodziców pozostałby w jego pamięci jako koszmar, gdyby nie wyprawa do leśnej strzelnicy… To tam odkrył swój strzelecki talent i zamiłowanie do broni. Problemy zaczęły się w momencie, kiedy jako dorosły obywatel znalazł się w przedziwnym rozkroku. Przekonania takie jak wiara w związki zawodowe, prawa homoseksualistów, (…) liberalne prawo imigracyjne, państwowe finansowanie służby zdrowia, wolny wybór kobiet, rzadko idą w parze z liberalnymi przekonaniami o prawie do posiadania broni. Nigdy nie spotkałem biznesu ani hobby równie splecionego z politycznym światopoglądem jak broń palna i strzelectwo. (…) Każde z nich (posiadacze broni – KS) wcześniej czy później zaczynało spiewać konserwatywną arię. 

Zaczyna od spotkania z pasjonatami na strzelnicy. Kiedy on przychodzi z ponad stuletnim (wciąż w dobrym stanie) karabinem, inni strzelali ze szturmowego AR-15. Bynajmniej nie zamierzali wykorzystać go w pierwotnym, zabójczym przeznaczeniem. Po prostu widzieli w tym dobrą zabawę.

Żeby jeszcze bardziej zbliżyć się do społeczności broniarzy (gun guys), postanawia przeprowadzić kilkutygodniowy eksperyment: noszenie przy sobie ukrytej broni. I z tego eksperymentu wyciąga pewne konkretne wnioski. Po pierwsze miało to diametralny wpływ na jego zachowanie na ulicy i w innych miejscach publicznych. Czy próbował rozwiązać konflikt przy pomocy broni? Czy zdarzyło mu się kogoś zastrzelić? A może jeszcze bardziej unikał wszelkich konfliktogennych przygód?

Bez względu na wszystko właściciele broni palnej stanowią prawie połowę populacji naszego kraju – wartą poznania, bo ich entuzjazm do broni wiele mówi o nas jako społeczeństwie, oraz wysłuchania, ponieważ bez nich w polityce dostępu do broni nie dokona się nic trwałego ani przyzwoitego.

A po co autor spotyka się z innymi broniarzami?

Pomimo licznych wątków autobiograficznych, Danowi Baumowi przede wszystkim chodzi o możliwość dania głosu posiadaczom broni. Tak, aby zwykli posiadacze broni mogli zostać wysłuchani. Bez stygmatyzowania ich i uznania z góry za szaleńców. Bez wprowadzania w dyskusję skrajnych emocji (które jak wiadomo w połączeniu z bronią palną nie wróżą niczego dobrego).

Wolność i spluwa to gonzo

w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dan Baum angażuje się w strzeleckie życie, pozwala tym samym spojrzeć na świat oczyma tych najbardziej zainteresowanych w kwestii posiadania broni. I to zaangażowanie jest godne pochwały. Chociaż swoje relacje z prób pojawienia się w publicznych miejscach, takich jak bank czy ratusz, okrasza humorem, to wątpię, by w tych sytuacjach było mu do śmiechu. Prowadzi lekką, wręcz powieściową narrację. Nie szczędzi opisów świata, przyrody, charakterystyk spotkanych ludzi.

Książkę polecam

ludziom wrażliwym tak jak jej autor. I tym, którym przez usta nie przeszłoby powiedzenie o człowieku, że jest pedałem albo czarnuchem, ale nie mają oporu śmiać się ze świrów od broni. Polecam też wszystkim przeciwnikom i zwolennikom liberalizacji prawa do posiadania broni w Polsce, bo to doskonały wstęp do dyskusji. I jak zwykle przy okazji recenzji książek z Serii Amerykańskiej – wszystkim zainteresowanym kulturą i historią Stanów Zjednoczonych.