“Zona przyszła trochę sama z siebie” – rozmowa z Jackiem Klossem

Jackiem Klossem
Zdjęcie: Fabryka Słów

Od kojotów (no dobra, właściwie to jednego Kojota) po urbex, od Zony cyfrowej po tę literacką, od trudnych początków do udanych końców. I aż hen, dalej, po plany na kolejne książki. Przed Wami wywiad z obiecującym debiutantem Fabryki Słów – Jackiem Klossem.

Piotr: Ziemia Złych Uroków akurat trafiła na półki księgarń. Jakie to dla Ciebie uczucie, podarować polskim fanom S.T.A.L.K.E.R.-a swoją własną wizję tej niegościnnej strefy?

Jacek: to z pewnością bardzo miłe uczucie. Od zawsze lubiłem opowiadać historie i fakt, że mogę podzielić się nimi z szerszą publicznością jest dla mnie swego rodzaju spełnieniem. To, że debiutuję książką osadzoną w jednym z moich ulubionych uniwersów raduje mnie podwójnie. Mam jednocześnie nadzieję, że wizja Strefy w Ziemi Złych Uroków będzie dla czytelników równie ciekawa co dla mnie.

Pisząc Ziemię w jaki sposób podchodziłeś do świata Zony? Co chciałeś wnieść w jej uniwersum od siebie?

Przede wszystkim chciałem opowiedzieć historię Kojota i reszty. Było to moje główne założenie i właśnie to starałem się dorzucić do uniwersum – ciekawą opowieść. Poza tym sam nie wiem, czy pisząc jakoś szczególnie podchodziłem do Zony. Miałem pewien koncept w głowie, starałem się przelać go na papier i ewentualnie rozszerzać go o niektóre wątki czy szczegóły. I chyba właśnie to będzie odpowiedź – Zona przyszła trochę sama z siebie.

Od czego zaczęła się Twoja przygoda ze S.T.A.L.K.E.R.-em? Grywasz dalej czasami w któreś części gier?

Pierwszy był Cień Czarnobyla. Kupiłem go niedługo po premierze i… srogo się zawiodłem, bo mój komputer miał ogromne problemy z odpaleniem tytułu. Z bólem w sercu i obelgami na ustach, mimo wszystko udało mi się ukończyć S.T.A.L.K.E.R.-a na grzejącym się do czerwoności blaszaku i to chyba właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że S.T.A.L.K.E.R. jest w jakiś sposób niezwykły. W końcu przyciągnął mnie na długie godziny, nawet pomimo wszystkich problemów, które napotkałem.

Z książkami było nieco inaczej, bo Ołowiany Świt Michała Gołkowskiego poleciła mi moja dziewczyna. Byłem wtedy zdania, że S.T.A.L.K.E.R. to gra i nic tego nie zmieni. Długo jednak nie wytrzymałem i parę dni później miałem książkę w łapie i nie mogłem się nadziwić, że byłem tak sceptycznie nastawiony.
Aktualnie ogrywam mod Dead Air, choć czasu na granie mam dużo mniej niż kiedyś. Nadal jednak bawię się wyśmienicie, szczególnie że mod wprowadza mnóstwo zmian i rozgrywka nie jest już spacerkiem po Zonie, a każdy bandaż i bochenek chleba są na wagę złota.

Jako pisarz postrzegasz swoją Zonę raczej z perspektywy ukazanej w grach czy z tej literackiej, zgoła od tej pierwszej odmiennej?

Odkąd przeczytałem Ołowiany Świt i Drugi Brzeg zacząłem postrzegać Zonę z perspektywy literackiej. I właśnie do tej kreacji jest mi bliżej. W Ziemi starałem się pokazać Strefę bardziej tajemniczą, czyli tę zarysowaną do tej pory bardziej w literaturze niźli w grze.

Co stanowiło największe źródło inspiracji przy powstawaniu książki, a co było największą trudnością?

Największą trudnością było stworzenie dobrego początku. Sam nie wiem ile czasu zajęło mi wpadnięcie na pomysł pierwszego zdania. Powstało kilka ich wersji, ale nie byłem pewny, które jest najlepsze. W końcu któregoś dnia, zastanawiając się cały czas nad początkiem, po prostu usiadłem i napisałem coś zupełnie innego. To chyba był ten najgorszy moment i trudność. Jeśli zaś chodzi o inspirację, to sam fakt pisania był inspirujący. Poza tym, im bardziej historia się rozrastała, tym mocniejsze miałem wrażenie, że bohaterowie żyją swoim życiem i sam byłem ciekaw, do czego to finalnie doprowadzi.

Wspominałeś o Ołowianym Świcie. Masz swoje ulubione tytuły wśród Fabrycznej Zony? A jeśli tak, to co sprawiło, że padło akurat na nie?

Nigdy nie potrafiłem wskazywać ulubionych tytułów. Każda książka jest na swój sposób wyjątkowa i w każdej potrafię znaleźć coś dla siebie. Mam bardzo duży sentyment do Ołowianego Świtu, który wprowadził mnie w polskie uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-a, bardzo miło wspominam również serię o Soplu Pawła Kornewa. W gruncie rzeczy mógłbym tu wypisać wszystkie tytuły z Fabrycznej Zony.

A może coś innego z pogranicza postapokaliptyki, inne książki, gry, filmy?

Z książek wspomniany wcześniej Paweł Kornew z serią o Soplu, seria Michała Gołkowskiego o przesympatycznym komorniku. Poza tym seria Metro – tak literacka jak i ta znana z gier. Niestety obecnie mam coraz mniej czasu na granie, więc poza kilkoma starszymi tytułami nie jestem w stanie wiele wymienić. Do filmów postapo podchodzę bardzo sceptycznie i raczej ich nie oglądam, choć są od tej reguły wyjątki.

Dane mi było przeczytać, że należysz do grupy o nazwie Lubelska Zona. Czym się zajmujecie w jej ramach? Wioski stalkerów, czy na urbex i tym podobne też znajdujecie w niej miejsce?

Głównie zajmujemy się tworzeniem oraz współtworzeniem atrakcji na konwentach, choć to jedynie część naszych zainteresowań. Lubelska Zona jest przede wszystkim grupą bardzo dobrych znajomych. Wspólne wypady na ogniska, amatorski urbex i bushcraft, wypady na strzelnicę, przechadzki po lasach – to jest to, czym zajmujemy się niemal cały rok. Staramy się robić to, co lubimy i jeśli to możliwe, zarażać pasją innych. Mamy w szeregach ludzi o najróżniejszych zainteresowaniach i z tego powodu nie zamykamy się na nowe możliwości i okazje do poszerzenia wiedzy czy po prostu dobrej zabawy.

Jak rysują się Twoje dalsze plany wydawnicze? Masz już konkretną wizję?

Z pewnością mam zamiar dokończyć opowieść o Kojocie. Drugi tom Ziemi jest obecnie priorytetem i prace nad nim nadal trwają. Planuję zamknąć stalkerską historię w trzech tomach. To plany na najbliższy czas, a co będzie później – tego nie wiem. Mam kilka pomysłów, które czekają na ostateczną weryfikację w głowie i na razie nie chcę niczego obiecywać ani zakładać. Myślę natomiast, że jeśli przyjdzie mi wyjść poza Zonę z czymś kompletnie autorskim, będzie to coś z gatunku urban fantasy. Ale do tego jeszcze długa droga, a Kojot musi jakoś rozwiązać swoje problemy.